Najnowsze

Staram się łączyć wysportowaną sylwetkę z kobiecym stylem

Kasia Dziurska – pasjonatka tańca, trenerka personalna, czynna zawodniczka sportów sylwetkowych. Młoda, pełna energii kobieta, która całkiem niedawno nawet „tańczyła z gwiazdami”. Ma na swoim koncie liczne nagrody w dwóch kategoriach Bikini Fitness oraz Figure Classic. Mistrzyni Polski, Europy i świata, ale również modelka. Na portalu Kulturalne Rozmowy opowiada o swoich początkach, sporcie, pasji oraz kobiecości i o sporcie, który poprawia nie tylko ciało, ale też samopoczucie. Zapraszam na niezwykle ciekawy i inspirujący wywiad z kobietą-orkiestrą, dla której nie ma rzeczy niemożliwej.  



Sylwia Cegieła: Kasiu, dziękuję, że zgodziłaś się na rozmowę dla mojego portalu, bo wiem, że jesteś osobą bardzo zajętą i ciężko było Ci znaleźć tę godzinę na rozmowę. Aby nie przedłużać, zaczynamy. Mam więc dla Ciebie pytanie na rozgrzewkę. Czy potrafiłabyś opisać samą siebie w kilku słowach?

Kasia Dziurska: O matko, trudne pytanie. Myślę, że jestem bardzo konsekwentna i pracowita. Jak sobie coś postanowię, to dążę do tego małymi czy większymi krokami. W życiu zawsze staram się mieć jakiś cel. Tym właśnie kieruję się od kilku lat, czyli odkąd zajmuję się zawodowo sportem. Takie nastawienie przynosi efekty. Jestem też osobą uczuciową i taką, która przyzwyczaja się do ludzi. Jestem też spontaniczna i – jeśli trzeba gdzieś wyjechać – pakuję szybko walizkę i po prostu wyjeżdżam. Nie umiem siebie konkretnie określić, ponieważ – z jednej strony – jestem właśnie jestem konkretna, a z drugiej – spontaniczna. 

S.C.: Najpierw byłaś ponad 20 lat tancerką, a teraz startujesz w konkursach fitness. Jak wyglądała Twoja droga do sukcesu? Jak wyglądała droga do zmiany dyscypliny? 

K.Dz.: Generalnie od dziecka byłam związana ze sportem – były to sporty zespołowe w latach szkolnych, później też tańczyłam w klubie tanecznym u mnie w Nidzicy. Zawsze więc pracowałam z grupą i nie miałam problemów z występami. Cieszyłam się, gdy mogłam występować, ponieważ lubiłam to, co robię. Później przeprowadziłam się do Trójmiasta i miałam krótką przerwę od sportu pomiędzy maturą a pierwszym rokiem studiów. Trenowałam fitness, pilnowałam diety, ale bardziej skupiłam się na tańcu. W tym czasie też chodziłam z dziewczynami na dyskoteki, kolacje, czyli prowadziłam też zwykłe życie towarzyskie (śmiech). Moje plany wtedy jeszcze nie były tak usystematyzowane i dlatego moje życie trochę inaczej wyglądało. Potem postanowiłam coś zmienić. Zauważyłam, że taniec mnie wypala. Zaczęło mi przeszkadzać podporządkowanie się grupie. Robiłam to tyle lat, że teraz postanowiłam się skupić tylko na sobie.
Wiedziałam, że moja wiedza była ograniczona, więc chciałam się nauczyć czegoś nowego. Już wtedy studiowałam na AWF turystykę ze specjalnością instruktor fitness i trener personalny. Chciałam przekonać się na własnej skórze, jak przebiegają procesy w moim ciele po zmianie treningu i wprowadzeniu diety. Wtedy też narodził się pomysł na fitness sylwetkowy i mój przyszły trener przypadkiem zobaczył nagranie ze mną w sieci i tak rozpoczęła się nasza współpraca, która trwa do tej pory. Moje życie zmieniło się o 180 stopni. Musiałam przygotowywać sobie posiłki, przygotowywać się na każdy wyjazd. Trzeba było zaleźć hotel blisko sklepu i siłowni, abym łatwiej mogła pilnować diety i treningów.
Muszę Ci powiedzieć, że osoby z mojego grona znajomych nie rozumiały tej mojej nowej pasji, więc grupa najbliższych mi osób trochę się uszczupliła. Jednak nie narzekam, tylko konsekwentnie dążę do swoich celów i są tego efekty. Dobra passa trwa. 

S.C.: Wspomniałaś o fitnessie. Startujesz w zawodach sylwetkowych w dwóch kategoriach – Bikini Fitness i Figure Classic. Czy mogłabyś wskazać różnicę między tymi dwiema dyscyplinami? 

K.Dz.: Swoją przygodę ze sportami sylwetkowymi zaczęłam od zawodów Bikini Fitness. Mój trener zauważył, że moja sylwetka nie jest zbyt szczupła, ale bardziej rozbudowana, czyli masywne udo, wyrazisty brzuch czy większa rozpiętość pleców, więc Bikini Fitness nie jest kategorią dla mnie. Tutaj, przy tej kategorii bardziej chodzi o umiejętność pozowania i pokazania sylwetki odpowiednim strojem czy kolorem. Zmieniłam więc dyscyplinę na Figure Classic, ponieważ w tej kategorii trzeba mieć większe mięśnie i mniejszą tkankę tłuszczową. Wcześniej dużo biegałam i trenowałam koszykówkę, więc moje mięśnie zawsze były bardziej rozbudowane.
W przypadku zawodów Figure Classic w trakcie przygotowań do występów trzeba się bardziej odwodnić. Kryteria dotyczące sylwetki są więc bardziej rygorystyczne.
Moja sylwetka była jednak trochę pomiędzy tymi dwiema kategoriami, dlatego startowałam w obu dyscyplinach, aby móc się odnaleźć w tym sporcie. Wszystko jednak zależy od predyspozycji genetycznych. Więcej jest jednak dziewczyn startujących w Bikini Fitness, ponieważ jest to łatwiejsza kategoria.


S.C.: Wiadomo, że sporty siłowe w zasadzie były i są nadal zarezerwowane dla panów. Jak więc na Twoją obecność reaguje męska część użytkowników siłowni? Spotkałaś się z jakimiś negatywnymi opiniami?  

K.Dz.: Powiem szczerze, że osobiście nie spotkałam się z negatywnymi opiniami. Nikt prosto w oczy nie powiedział mi, że wyglądam zbyt męsko czy że przesadzam z ciężarami albo że to nie jest sport dla kobiet. W internecie, oczywiście, zdarzały się takie opinie pod zdjęciami, ponieważ tam ludzie się anonimowi. Zdarzało się, że, np. mężczyźni podchodzili i komplementowali formę czy byli pod wrażaniem, gdy podnoszę takie same czy czasem większe ciężary od nich. Zawsze na twarzach pojawiał się uśmiech, szacunek i podziw z ich strony. Uważam, że kobieta też może być tak samo silna jak mężczyzna i też może tak ciężko trenować.   

S.C.: To prawda, też tak uważam. Czy dla Ciebie fitness to bardziej styl życia czy jednak sport?  
K.Dz.: Oczywiście, że styl życia. Odkąd postanowiłam zajmować się tym systematycznie i pójść w kierunku zdrowia i regularności, moje życie bardzo się zmieniło. U mnie fitness nie występuje jako przymus czy coś, co muszę robić pod publikę. Nie myślę o tym, że muszę być fit, ponieważ taka jest moda. Dzięki treningom mam siłę, energię, a środowisko jest bardzo sympatyczne. Dużo dzięki zawodom podróżuję. Fitness jest dla mnie nie tylko stylem życia, ale też pracą, hobby i – nie oszukujmy się – też sposobem na zarabianie pieniędzy. Teraz to jest bardzo popularne zajęcie. Łączę więc przyjemne z pożytecznym. 

S.C.: Skoro już wspomniałaś o popularności zawodu trenera personalnego, na rynku jest teraz bardzo wielu trenerów kobiet i mężczyzn. Jak więc wybrać tego odpowiedniego? 

K.Dz.: Moim zdaniem, należy to zrobić metodą pantoflową. Trzeba podpytać osoby, które już gdzieś trenują. Zapytać rodziny, znajomych o ich trenera. Nie należy brać nikogo z przypadku, ponieważ nie wiadomo, na kogo można trafić. Jeśli mamy możliwości, to warto, np. pójść na siłownię i obserwować, który trener prowadzi zajęcia w fajny sposób, przyglądać mu się oraz obserwować, ilu ma ludzi w ciągu dnia albo ile osób podchodzi do niego w czasie naszego treningu lub czy komuś pomaga. Ważne jest też, czy potrafi się dogadać z klientami. 

S.C.: Na ratunek też może przyjść technologia…

K.Dz.: Zdecydowanie tak. Teraz powstaje mnóstwo aplikacji, które pomagają wyszukać trenerów w danym mieście. Prowadzą one bardzo szczegółową selekcję, jeśli chodzi o możliwości i oferty treningowe. Aplikacje zwracają uwagę na to, ilu trener ma podopiecznych, jakie ma ukończone kursy i jakie ma osiągnięcia zawodowe. Takie Apki powstają i są dostępne dla każdego, kto ma problem ze znalezieniem trenera w swoim mieście.


S.C.: A z jakiej aplikacji Ty korzystasz?

K.Dz.: Jest to bezpłatna aplikacja PODIOOM Pro, która pozwala właśnie wyszukać trenera w danym mieście. 

S.C.: Chętnie przetestuję aplikację. Masz na swoim koncie wiele osiągnięć w kraju, Europie i na arenie międzynarodowej. Które z nich jest dla Ciebie najważniejsze? 

K.Dz. Nie podchodzę do tego w ten sposób. Nie mam ważnej lub mniej ważnej nagrody, ponieważ do każdego występu przygotowywałam się tak samo, wkładając tyle samo serca, wysiłku i poświęcenia. Czy jest to mistrzostwo świata czy puchar Polski – nie ma dla mnie znaczenia. Z każdego tytułu jestem dumna i zadowolona. 

S.C.: Zastanawia mnie jedno. Swoją przygodę z fitnessem rozpoczęłaś dopiero w 2014 rok, a mamy teraz 2018 rok. To bardzo krótki okres, w którym Tobie udało się dojść do takiej formy i zdobyć znaczące tytuły. Jak do tego doszłaś? 

K.Dz.: Na zawody zaczęłam się przygotowywać od 2014 roku, ale wystartowałam w 2015. Akurat miałam ten komfort, że trener zauważył moje predyspozycje do tej dyscypliny. Nie trzeba więc było wkładać aż tak dużo pracy. Tak naprawdę do tych pierwszych zawodów przygotowywałam się ok. pół roku tak na 1100% moich możliwości. Wtedy wszystkie wyjazdy były kontrolowane, jedzenie brałam ze sobą, zaczęłam parować. Dietę rozpoczęłam od września, a już 1. marca miałam pierwsze zawody. Do kolejnych zawodów, które były już w maju też musiałam bardziej pozmieniać swoją sylwetkę. Od jednych zawodów był progres, więc dalej trenowaliśmy. Obserwowaliśmy też trendy, jakie panują na zawodach. Trzeba było mieć to wszystko na uwadze i dopasować się do obecnie panującego kanonu.

S.C.: Czy na scenie fitnessowej podczas takich zawodów występuje rywalizacja? 

K.Dz.: Nigdy nie spotkałam się z jakimś negatywnym odbiorem czy zachowaniem w stosunku do mojej osoby ze strony startujących dziewczyn. Wręcz przeciwnie, zawsze chwalimy swoją formę, pożyczamy jakieś rzeczy, biżuterię – raz zapomniałam swoich kolczyków, więc koleżanka pożyczyła mi swoje, ponieważ miała dwie pary. Potrafię podejść do dziewczyny i powiedzieć jej, że super wygląda. Nie mam z tym problemu, żeby kogoś pochwali. Osobiście więc nigdy nie spotkałam się z żadną zawiścią. Zawsze bardzo miło wspominam zawody.  

S.C.: To bardzo budujące. Porozmawiajmy teraz o Twoim zawodzie trenera personalnego. Czy aby zostać trenerem personalnym skończyłaś jakieś kursy, szkolenia, studia?

K.Dz.: W trakcie pięcioletnich studiów na AWF zrobiłam dyplom instruktora fitness, a później na dwuletniej magisterce robiłam dyplom trenera personalnego. W tzw. międzyczasie sama szukałam warsztatów, szkoleń czy seminariów. Jeździłam i szkoliłam się pod różnym kątem.


S.C.: Gdybyś miała ocenić siebie jako trenerkę personalną, co byś o sobie powiedziała? 

K.Dz.: Nie wiem, co mnie wyróżnia, ale niektórzy moi podopieczni nazywają mnie „małym terminatorem”. Mówią, że jestem niby taką małą uśmiechniętą blondyneczką, ale nie dam się oszukać. Czasem krzyknę, aby podopieczny wziął się do roboty i przestał gadać. Jednak jestem trenerką otwartą na innych, ale pogaduchy dopiero po treningu (śmiech). Jeśli trzeba, to wysłucham podopiecznego, ponieważ trener musi być po trochu psychologiem oraz przyjacielem. 

S.C.: Kto jest Twoją grupą docelową?  

K.Dz.: Mam podopiecznych, z którymi trenuję już od wielu lat. Czasami też spotykamy się poza siłownia. Trenują ze mną małżeństwa, dziewczyny w moim wieku, młodsze, starsze i panów też mam pod opieką. Tutaj nie mam ograniczeń. Przyjmuję wszystkich, a jeśli nie jestem w stanie pomóc już na etapie konsultacji on-line, ponieważ ktoś ma przypadłości chorobowe, np. tarczyca czy dolegliwości pooperacyjne, odsyłam do dietetyków klinicznych, a ja zajmuję się samym treningiem. 

S.C.: Właśnie, wspomniałaś o konsultacjach on-line. Jak dokładnie wygląda etap wstępnych konsultacji z Tobą, zanim jeszcze rozpoczniesz współpracę?

K.Dz.: Zawsze wysyłam ankietę i proszę o wykonanie podstawowych badań oraz podanie wymiarów, informacji o aktualnej diecie czy ewentualnych treningach. Na podstawie tych informacji dana osoba dostaje rozpisany indywidualny plan treningowy. Moim podopiecznym podaję numer telefonu, pod którym mogą się ze mną skontaktować lub maila, na który zawsze mogą napisać. Co niedzielę też proszę o tygodniowe raporty postępów. Pytam o samopoczucie, o zmiany, dietę, a po 6 tygodniach – przed decyzją o kontynuowaniu współpracy – robię podsumowanie stanu przed i po rozpoczęciu sesji treningowej. 

S.C.: Czyli klienci wiedzą, na co się szykują. Obecnie rynek jest dosłownie zalewany różnego rodzaju dietami, postami, które mają poprawić sylwetkę. Czy Ty zdecydowałabyś się na którąś z nich? Czy jednak wolisz stosować taktykę „jedz wszystko, ale w mniejszych ilościach”?  

K.Dz.: Na pewno nie polecam stosowania diety z internetu, czyli nie spisałabym i nie działałabym według niej, ponieważ nie jest to dieta przypisana do mnie. Taka dieta nie jest dopasowana pod moje cele, tryb życia, stan zdrowia i aktywność, itd. Długo nie korzystałam też z diety oczyszczającej, sokowej czy z diety dopasowanej pod grupę krwi. Mimo że jestem trenerem personalnym, to też wolę mieć osobę, która mnie prowadzi i obiektywnie na mnie popatrzy z boku, a potem oceni, ponieważ sama jestem bardzo krytyczna wobec siebie. Mam więc trenera, który przygotuje mnie pod zawody i pilnuje też mojej diety. Jeśli chodzi o produkty, to nie jem produktów przetworzonych. Wszystko jest podporządkowane pod moje cele, aktywność i styl życia, więc nie rezygnuję z niczego. Tą samą praktykę stosuję, gdy prowadzę swoich podopiecznych. 

S.C.: Co jednak lubisz jeść najbardziej? Jakie produkty znajdują się w Twojej lodówce? Jest jakaś potrawa czy produkt, którego nie potrafisz sobie odmówić, mimo diety?

K.Dz.: Teraz akurat trzymam dietę, więc nie ma możliwości podjadania. Kiedy wcześniej miałam możliwość zjedzenia „oszukanego” posiłku, to zazwyczaj był to burger, jakieś ciastka czy lody, czekolada lub pizza. Zawsze ten raz w tygodniu starałam się zjeść coś innego, aby urozmaicić sobie posiłek. Często jem omleta z cynamonem, bananami i płatkami owsianymi. Przepis możecie znaleźć na moim Instagramie.


S.C.: Muszę koniecznie spróbować. W swojej pracy trenera personalnego spotykasz wielu ludzi. Z jakimi problemami najczęściej borykają się Twoi podopieczni. Wiadomo, że chcą zmienić sylwetkę. Czy masz już gotowy produkt, nad którym pracujesz, czy jednak tę motywację musisz w nich uruchomić?

K.Dz.: To zależy, niektórzy przychodzą z nastawieniem, że za chwilę kończą 40 lat, pracowali w korpo czy mieli własną działalność, więc teraz szukają pomocy, aby zadbać tylko o siebie. Inne panie natomiast chcą zrzucić kilogramy, ponieważ dotychczas były tak zajęte dziećmi, że zapomniały o sobie i teraz muszą pomyśleć tylko o swojej sylwetce, zadbać o siebie. Jeszcze inne mają wesele, więc muszą zrzucić kilogramy i poprawić sylwetkę.
Mam bardzo różne przypadki. Nie zdarzyło mi się jednak obsługiwać osób bardzo zamkniętych. Często są to osoby bardzo zmotywowane, które wiedzą, że chcą coś zrobić ze sobą, co znacznie ułatwia mi pracę. Bywa też tak, że przychodzą nie zawsze uśmiechnięci, z niezbyt dobrym humorem, ponieważ coś się wydarzyło w ich życiu, a wtedy ja – jeśli mi pozwolą – staram się im pomóc mentalnie.

S.C.: Uprawiasz sport od dziecka. Co tak naprawdę daje sport Tobie i Twoim podopiecznym? Jak im tłumaczysz, że sport jest ważny? W jaki sposób przekazujesz im tę dawkę motywacji, ponieważ wiadomo, że nie wszystkim się chce? 

K.Dz.: Do mnie ludzie przychodzą na początku z nastawieniem: „zobaczymy, co z tego będzie”. Przychodzą jeden raz, potem drugi i następny. Potem zaczynają przychodzić coraz częściej, ponieważ widzą jakieś małe efekty, szczególnie kobiety, które zauważają, że ubranie lepiej leży czy pupa ładniejsza (śmiech). Jest im wtedy łatwiej kontynuować pracę nad sobą. A co mi dał sport? Myślę, że jestem silniejsza, mogę więcej i nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych do wykonania. Nawet jeśli w życiu coś się wydarzyło, to dzięki aktywności fizycznej jestem w stanie sobie z tymi wszystkimi przeciwnościami losu poradzić. Zmieniłam się bardzo zarówno fizycznie, jak i psychicznie, więc powtarzam swoim podopiecznym, że zaufali mnie i sobie. Mam klientów, którzy przychodzą do mnie trzy razy w tygodniu, a chcieliby częściej, ale czas im nie pozwala. Ćwiczenia poprawiają ich samopoczucie. Czują się bardziej pewne siebie, a chyba o to chodzi w sporcie. Panie szczególnie czują się bardziej kobieco. Nie zamykają się w sobie, tylko są bardziej otwarte na ludzi. Przychodzą na treningi z uśmiechem na twarzy. 

S.C.: Właśnie, skoro mówisz o kobietach i chęci poprawienia sylwetki, np. na wesele, ponieważ  każda z nich chce wyglądać pięknie i kobieco chociażby w tym dniu. Sama eksponujesz swoją kobiecą stronę ubierając się w sukienki. Czym jest dla Ciebie kobiecość? 

K.Dz.: W sukienkach chodzę na kolacje, przyjęcia. W ciągu tygodnia mój styl jest dosyć luźny, bardzo sportowy, ale mimo wszystko, staram się zachować w nim jakąś kobiecość. Dbam o włosy, zawsze robię lekki make up czy dobieram kolorystykę ubrań. Zawsze taka byłam.
Tak samo jest przy startach w konkursach bikini, które dodają kobiecości, ponieważ na parkiecie zawsze jesteśmy ubrane w ładne stroje, mamy ułożone włosy i zrobiony makijaż. Nosimy też pełno biżuterii. To jest właśnie kwintesencja kobiecości tylko troszeczkę bardziej umięśnionej (śmiech). Mimo tego, że trenuję, podnoszę ciężary i trzymam dietę, to jednak w mojej szafie jest jakaś sukienka czy bluzka. Staram się więc łączyć wysportowaną sylwetkę z kobiecym stylem.

S.C.: Jaki jest Twój ulubiony kolor? 

K.Dz.: Nie wiem, ale chyba niebieski i wszystkie jego odcienie. To nie jest tak, że to jest mój absolutnie ulubiony kolor. Odkryłam to dopiero przy okazji „Tańca z Gwiazdami” – ktoś mi powiedział, że ta barwa do mnie po prostu pasuje. Dobrze się w niebieskim czuję. W mojej szafie oprócz kolorów stonowanych, jest też dużo jaskrawości.

S.C.: Ubrania ubraniami, ale o urodę trzeba dbać też poprzez zabiegi. Jak dbasz o skórę i włosy, aby zachowały świeżość po treningach czy licznych zawodach?

K.Dz.: Mam swoją kosmetyczkę, panią doktor, z którą zawsze spotykam, jak mam rozpisany plan treningowy. Raz na dwa tygodnie staram się też chodzić na pielęgnację i koloryzację włosów, ponieważ przez treningi, odwadnianie, nawadnianie i zmiany w dietach moje włosy bywają przesuszone. Trzeba więc tego pilnować. Wszystkie takie spotkania mam wpisane w kalendarz.


S.C.: Przejdźmy teraz do nieco luźniejszych tematów. Ostatnio miałam okazję obserwować Twoje występy w „Tańcu z Gwiazdami”. Jak to było wrócić na parkiet po tych kilku latach? 

K.Dz.: Ja z parkietem miałam styczność przez cały czas dzięki sportom, które uprawiałam, ale faktycznie od dawna nie tańczyłam. Nigdy w życiu nie tańczyłam też tańca towarzyskiego, więc było to dla mnie kolejne nowe wyzwanie, aby nauczyć się, a potem zatańczyć przed kilkoma milionami ludzi przed telewizorem. To był duży stres, ale bardzo miło wspominam ten czas. Poznałam fajnych ludzi, dużo się nauczyłam, więc była to niesamowita przygoda. 

S.C.: Mówiłaś, że nigdy nie tańczyłaś tańca towarzyskiego. Jakie tańce wobec tego trenowałaś? 

K.Dz.: Tańczyłam dance hall, ale i disco dance i hip hop, modern, a potem w grupowych formacjach czy duetach. Później byłam cheelleaderką. Te występy to było show taneczne, występy, ale nigdy taniec towarzyski. 

S.C.: Czy po tym programie czujesz się już typową gwiazdą taką przez duże „G”? 

K.Dz.: Nie, absolutnie nie. Nigdy się za taką nie uważałam. Poza chwilowo zwiększoną aktywnością w mediach społecznościowych i kilkoma zaproszeniami do mediów, starałam się robić swoje. Nie zrobiłam tego dla sławy, ale po prostu chciałam być sprawniejsza, chciałam potańczyć. Tyle.  

S.C.: Marcin Gortat też Was zaprosił jako grupę cheeleaderek na swoje mecze do USA. Opowiedz, gdzie byłyście z dziewczynami? Ile razy dostałyście zaproszenie?  

K.Dz.: Tak, na jego meczu byłyśmy trzy razy. Dziewczyny z drużyny były jeszcze potem, kiedy ja już z nimi nie tańczyłam, ponieważ byłam w Warszawie. Zostałyśmy zaproszone przez Marcina jako pierwsza drużyna z Europy, kiedy grał jeszcze w Phoenix. Byłyśmy razem dwa razy w Waszyngtonie, a potem dziewczyny były tam jeszcze raz same. 

S.C.: Jak tam było? Jak wspominasz te występy i mecz? 

K.Dz.: Super przeżycie, ale też ogromny stres, ponieważ mecze amerykańskie przyciągają ogromnie dużo ludzi. Koszykówka to dla nich drugi po footballu amerykańskim sport narodowy. Ta dyscyplina cieszy się dużym zainteresowaniem. Fajnie nas przyjęli. Przyjechało mnóstwo Polonii amerykańskiej. To dla nich Marcin zorganizował te całe wydarzenie w mieście, gdzie okoliczni mieszkańcy mogli przyjść i zobaczyć mecz oraz występ i w ogóle spotkać się też z nami. Mieliśmy więc też okazję wystąpić przed tymi Polakami.


S.C.: Zdobyłaś mnóstwo nagród. Jesteś rozpoznawalna i ludzie chętnie dzielą się z Tobą swoimi problemami. Aż chciałoby się powiedzieć o Tobie „kobieta sukcesu”. Czym jest dla Ciebie sukces? Czy już go osiągnęłaś, czy wszystko jeszcze przed Tobą? Do czego dążysz w życiu.

K.Dz.: Mam dużo planów w życiu. Co chwilę wymyślam coś nowego. Myślę, że już osiągnęłam bardzo dużo. Sam fakt, że jestem w tym miejscu, w którym jestem i wciąż mam energię, aby dalej robić to co robię – to już jest dla mnie ogromny sukces. Dla mnie sukcesem jest też to, że ludzie, którzy byli przy mnie dawniej nadal chcą ze mną być. Wszystko to, co się do tej pory wydarzyło, to jest właśnie ogromny sukces.  

S.C.: Jesteś trenerką personalną, czynną zawodniczką fitness, tancerką i do tego jeszcze fotomodelką. Jak funkcjonuje u Ciebie wielozadaniowość? Jak to wszystko ogarniasz?   

K.Dz.: Zwyczajnie organizuję każdego wieczoru czy w niedzielę cały tydzień. Mam na to siłę, ponieważ lubię to, co robię, a to jest chyba najważniejsze. Nie robię robić czegoś wbrew sobie. Bardzo się cieszę, że mam możliwość bycia instruktorem, ponieważ dodaje mi to dużo energii. Zawsze próbuję znaleźć dla siebie coś nowego, aby się rozwijać.
Teraz nawet, mimo że „Taniec z Gwiazdami” się skończył, będę miała możliwość dania pokazu na zawodach tanecznych na dużej, międzynarodowej scenie w turnieju organizowanym przez Michała Malitowskiego we wrześniu. Super okazja do potańczenia, ponieważ znów wróciłam na treningi. Pracuję ze swoimi podopiecznymi i robię swoje treningi siłowe, aby podtrzymać formę i jakoś tydzień mija. Szkoda, że doba nie trwa dłużej (śmiech). 

S.C.: Też bym tak chciała (śmiech). Wspomniałaś o turnieju tanecznym. A czym masz jeszcze jakieś plany? 

K.Dz.: Na razie myślę o tych zawodach tanecznych oraz odpoczywam i wspieram mojego chłopaka, który też przygotowuje się do zawodów. Mam też swoje różne plany i wyjazdy. Ruszamy z Emilem ze swoim kanałem YouTube double shaped o nazwie Dziurka&Emilian, więc będę nagrywać. Będzie dużo treningów, ponieważ ludzie do mnie piszą i trenują ze mną w oparciu o stare filmiki, które są jeszcze w sieci. Jest zapotrzebowanie na nowe. Będzie też dużo tematów lifestyle’owych, jakiś relacji z zawodów i wyjazdów. Pokażę też trochę własnego życia. Na ten moment nie chcę wszystkiego zdradzać. Jak kanał ruszy, będzie można zacząć subskrybować.
Prawdopodobnie wyruszę też z obozami, ale to jeszcze nie są jeszcze konkretne plany. Zawody zawodami – to pasja, z której, niestety, się nie wyżyje, więc trzeba myśleć o tym tylko jak o hobby. 

S.C.: Nasza rozmowa odbywa się w ramach cyklu: „To jest przyszłość biznesu”, czy mogłabyś w związku z tym powiedzieć, jak widzisz trenerstwo personalne w przyszłości? W jakim kierunku ono zmierza i czy wróżysz tej profesji długofalowe sukcesy? 

K.Dz.: Myślę, że jak najbardziej! Trend bycia fit, zdrowego stylu życia nabiera niezłego tempa! A to cieszy nas jako trenerów, że świadomość ludzi jest co raz większa i chcą! Poza tym, nasza praca nadal będzie się rozwijać.

S.C.: Masz więc ręce pełne roboty. Życzę Ci, aby wszystkie Twoje plany zostały zrealizowane i bardzo dziękuję za ciekawą i pełną pasji rozmowę.

Brak komentarzy