Radosław Piwowarski: Teraz w kinie najważniejszy jest popcorn i brutalność

Radosław Piwowarski – absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej i Telewizyjnej w Łodzi, scenarzysta oraz reżyser filmowy. Twórca takich filmów jak „Kochankowie mojej mamy” czy „Pociąg do Hollywood”. Odkrył i zaprosił do współpracy zmarłą na nowotwór Annę Przybylską. Oprócz tego współpracował m.ini. z Krystyną Jandą, Danielem Olbrychskim czy Henrykiem Machalicą. Bielskiemu Rynkowi artysta opowiada o swojej pracy dawniej i dziś oraz o tym, dlaczego pewne filmy nie powstają.  


Sylwia Cegieła: Co wywarło na Pana twórczość największy wpływ? 

Radosław Piwowarski: Urodziłem się w Cygańskim Lasku (nota bene: jestem honorowym członkiem tamtejszego klubu piłkarskiego „Rekord”). Jak ktoś ma szczęście urodzić się w takim miejscu, to ma pisane zostać artystą. Moi Rodzice w tamtych czasach mieszkali w Bielsku Białej. Ojciec był rzeźbiarzem, Mama malarką. Od dziecka wyrastałem wśród pejzaży Mamy i rzeźb gołych bab Ojca.  To wszystko oraz pełna rodzinnego ciepła i humoru atmosfera rodzinnego domu ukształtowała mnie i widoczne jest w moich filmach.   

S.C.: Gdyby miał Pan porównać podejście do kina, bohatera filmowego dawniej i dziś, jakie wskazałby Pan różnice?

R.P.: Teraz w kinie najważniejszy jest popcorn i brutalność. To się bierze stąd, że kiedyś film był rodzajem rozrywki dla inteligencji, studentów, miał w sobie poezję i szlachetność. Teraz jest to rozrywka dla małolatów i warstw mniej wymagających. 

S.C.: Zmieńmy nieco temat. Trochę smutno o tym wspominać, ale po śmierci Ani Przybylskiej miał powstać film o niej reżyserowany przez Pana. Jednak Pan z niego zrezygnował? 

R.P.: Niestety. Ania po śmierci stała się towarem. Nie chcę być kojarzony z tym procederem.

S.C.: Też tak uważam. Śmierć i cierpienie to najszybsza droga do odniesienia sukcesu przez innych. Kim była dla Pana Ania? Jak ją Pan wspomina teraz?  

R.P.: Była kosmitką. Urocza i fascynująca. Była moim filmowym dzieckiem.

S.C.: Co Pan sądzi jako reżyser o historiach osób żyjących i jeszcze bardzo młodych, których życie przenosi się na ekran? Warto im wystawiać pomnik za życia? Mnie to się nie do końca podoba, a Panu? 

R.P.: Mnie też. Miałem propozycję zrobienia filmu fabularnego o piosenkarce – zresztą wybitnej, ale po co.

S.C.: Kiedy już Pan zaczyna pracować nad jakimś filmem, jakie ma Pan oczekiwanie wobec aktora, gdy reżyseruje? Czy daje Pan aktorom wolną rękę podczas pracy nad sceną? Czy w Pana przypadku zawsze jest to praca twórcza całego zespołu, czy zdarza się, że jedynie realizują oni wolę reżysera? Jak się z Panem pracuje?

R.P.: Nie ma reguły. Lubię pracować z nieznanymi, młodymi. Spod mojej ręki wyszło sporo świetnych dziś aktorów. Tak samo lubię z tymi najlepszymi – a oni ze mną. W całej mojej karierze tylko raz nie dogadałem się z aktorką – musieliśmy się rozstać w trakcie zdjęć.

S.C.: Właśnie, jak już o tych aktorach rozmawiamy, to trzeba przyznać, że pracował Pan z wieloma wybitnymi osobowościami: Krystyną Jandą, Danielem Olbrychskim, Krystyną Feldman czy Kazimierzem Kaczorem, Henrykiem Machalicą. Czy jest coś, czego Pan, jako reżyser nauczył się od nich? Co Panu dały te spotkania?

R.P.: Film to nie jest trudna sztuka. Nie musiałem się uczyć. Praca z wybitnym aktorem to rodzaj flirtu. Prawdziwą rozkosz przeżywałem kręcąc z Danuta Szaflarską. Miała wtedy 90 lat i była gotowa na wszystkie zwariowane pomysły. Sama słodycz.

 
S.C.: Dobry reżyser powinien… No właśnie jakie cechy powinien mieć? 

R.P.: To pytanie zadaje na pierwszych zajęciach z reżyserii moim studentom.

S.C.: I jakie zazwyczaj słyszy Pan odpowiedzi? 

R.P.: Reżyser to taki jakby  „Nad Człowiek” posiadający nieograniczona władzę, ogromny talent, wizjoner, przywódca, etc. etc. Wszystko to piękne i słuszne – ale nieprawdziwe niestety dzisiaj. Kino autorskie istnieje ale w nim reżyser jest człowiekiem od wszystkiego od czarnej roboty o znajdowania sponsorów, funduszy, robienia kanapek i wożenia swoim autem kogo potrzeba. Jestem pełen podziwy dla kolegów robiących dziś kino artystyczne. Nie mają łatwo.   

S.C.: Co chce Pan przekazywać przez swoje filmy?

R.P.: Moją fascynację życiem i miłość.

S.C. W czym tkwi obecnie sekret sukcesu w branży filmowej?  

R.P.: Nie wiem, co jest najlepszym dowodem na to, że nie mogę zrobić filmu. 

S.C.: To smutne, co Pan mówi. Reżyseruje Pan filmy i seriale. Która z tych form najbardziej Panu odpowiada i dlaczego? Łatwiej robi się dłuższą czy krótką formę?

R.P.: Lubię kręcić serial. Miałem to szczęście, że robiłem seriale, gdy reżyser miał spory wpływ na całość. Teraz to są powielane schematy do każdej sytuacji. Można reżysera wymieniać, co odcinek. Mnie zaszkodziła opinia że jestem „artystą”. 
 
S.C.: Wajda robił tzw. „filmy pomnikowe”, których po jego śmierci mam wrażenie już nikt nie robi. Widzi Pan jakiegoś następcę? 

R.P.: Jest jeszcze Jurek Hoffman, wielki reżyser. Teraz są takie czasy w kulturze, że na „pomniki” jest zapotrzebowanie (władz). Na pewno znajdą się chętni reżyserzy. Byle nie wyszło jak z tymi schodkami na Placu Piłsudzkiego.

S.C.: Nie podoba się Panu pomnik czy Pana zdaniem nie powinno go w ogóle być? 

R.P.: Powinien i to już dawno. Ten po prostu jest niedobry. W Polsce chyba nie mamy szczęścia do pomników. Ilu koszmarnych Papieży stoi po kraju? A Prezydentów? Ale pewnie ja się nie znam.

S.C.: Kiedyś przeczytałam, że aby polskie kino odniosło sukces zagranicą to film musi opowiadać o holocauście lub innej tragedii i chyba trochę się z tym zgodzę. Czy my nie potrafimy zagranicą wypromować dobrego filmu, w którym się nie płacze, nie walczy i nie cierpi? 

R.P.: Z filmami na rynku światowym jest jak z towarami w supermarkecie. Żeby cos wstawić na półkę, trzeba coś z niej zdjąć. Dlaczego świat ma oglądać filmy z krainy kartofli? Co takiego mamy światu do powiedzenia, o czym nie wie?

S.C.: No właśnie, mam wrażenie, że wszystkie opowiedziane historie już się zadziały, ale to chyba nie tylko u nas tak jest. A co, Pana zdaniem, sprawia, że jedne filmy się ogląda, a inne są odrzucane a widz nie jest w stanie wysiedzieć w kinie do końca? 

R.P.: To jest właśnie ta magia. Poezja kina. Utożsamienie się z bohaterem. To jest Sztuka. 

S.C.: Bardzo dziękuję za rozmowę. 
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: