Świat będzie tym lepszy, im więcej osób będzie karmiło dobrego wilka

Kim są seryjni mordercy? Czy każdy może się nim stać? Do czego może posunąć się człowiek pozbawiony uczuć? Czy mogą z tej drogi zawrócić? Na te i inne pytania odpowiada Urszula Szczęch – autorka książki pt. „Seryjni mordercy. Suma wszystkich lęków”. Na portalu Kulturalne Rozmowy wspólnie staramy się rozwikłać zagadkę ludzkiej osobowości oraz zła prowadzącego do destrukcyjnych zachowań człowieka. Zapraszam na niezwykle ciekawą rozmowę o  ludzkiej psychice, karze śmierci oraz aborcji.   



Sylwia Cegieła: Kim jest Urszula Szczęch? 

U.Sz.: Widzę, że  rozpoczyna Pani od najtrudniejszego dla mnie pytania. Bardzo nie lubię mówić o sobie i nie są to tylko puste słowa. Na okładce książki znalazło się moje zdjęcie i dosłownie dwa zdania na mój temat. Napisanie tych dwóch zdań i zaakceptowanie tego, że moje zdjęcie zostanie opublikowane zajęło mi dużo czasu i bardzo zmęczyło emocjonalnie. W moim życiu sprawdza się powiedzenie: "my house is my castle". Szczególnie uwielbiam swój balkon pełen róż. Wieczorami, a właściwie w nocy, kiedy już wszyscy śpią, siadam tam w ogromnym fotelu i patrzę w gwiazdy. Nie ma nic, tylko ja i wszechświat. To są bajeczno-niebiańskie chwile. Zawsze w tych momentach zgadzam się z Koheletem: "Marność nad marnościami - wszystko marność" (z Księgi Koheleta, rozdział 1, wers 2). Uwielbiam poznawać świat i ludzką psychikę. Dużo czytam, studiuję, ale nie lubię mówić o sobie.

S.C.: Gdyby miała Pani scharakteryzować współczesną rzeczywistość, co by Pani powiedziała o świecie XXI wieku? 

U.Sz.: Żyjemy w czasach wszechogarniającej przemocy, upadku obyczajów, wynaturzeń i kulcie śmierci. We współczesnym świecie nie dziwi nas, że dorosły człowiek, w pełni władz umysłowych (przynajmniej tak zakładamy) dokonuje samozagłady. Sięga po narkotyki czy alkohol i – udając, że panuje nad wszystkim – zapija się na śmierć. Teraz kult śmierci sięga już bezpardonowo po dzieci. Miesiąc temu mogliśmy przeczytać w mediach o demonicznej lalce Momo. Lalka o przerażającym uśmiechu, wyłupiastych oczach, kurzych łapach i tułowiu kurczaka ma za cel doprowadzać dzieci do samobójstw. Takie przykłady można by mnożyć. 

S.C.: Dlaczego ludzi fascynuje śmierć i dlaczego zdecydowała się Pani na napisanie książki pt. „Seryjni mordercy”, która w moim odczucie jest właśnie o tym kulcie śmierci?   

U.Sz.: Któregoś dnia zaczęłam zastanawiać się, dlaczego ludzi tak fascynuje przemoc i śmierć, co dzieje się w umyśle człowieka, który zabija, jakie znajduje usprawiedliwienie, że robi to po raz kolejny i kolejny. Odpowiedzi szukałam na różnych płaszczyznach. Nie tylko psychologicznej, psychiatrycznej czy medycznej, ale również socjologicznej, filozoficznej, teologicznej i prawnokarnej. Książka zawiera tylko część zgromadzonego przeze mnie materiału i moich skromnych przemyśleń. Pokazuje, że każde zachowanie ludzkie ma jakieś przyczyny i nie ma od tego wyjątków. Człowiek, który seryjnie morduje też ma jakieś powody, które skłaniają go, a nawet zmuszają (jak niejednokrotnie mówią zabójcy) do dokonywania tak makabrycznych rzeczy, o których pisałam w książce. 

S.C.: Kiedy mamy do czynienia z seryjnym morderstwem?  

U.Sz.: Zgodnie z definicją sformułowaną przez Stevena Eggera w 1990 roku, o której wspomniałam w książce, z morderstwem seryjnym mamy do czynienia wtedy, kiedy osoba popełnia drugie lub kolejne morderstwo; są one dokonywane w innym czasie i nie mają widocznego powiązania ze sobą. Idąc tym tokiem myślenia, seryjnym zabójcą byłby też lekarz dokonujący aborcji, płatny morderca lub najemny żołnierz, a tak nie jest.

S.C.: Skoro już wywołała Pani temat aborcji, to chciałabym zapytać, czy faktycznie jest Pani całkowitą przeciwniczką aborcji? Czy według Pani państwo w takim wypadku powinno być sumieniem kobiety? Przecież jest wiele niechcianych ciąż, znalezionych martwych płodów w beczkach, lodówkach i w innych miejscach. 

U.Sz.: Pani pytania sugerują odpowiedzi. Przecież jest wiele niechcianych ciąż, znalezionych martwych płodów w beczkach, lodówkach i w innych miejscach. Lepiej poddać się aborcji? A może warto rozważyć inne możliwości. Może zdobyć się na to, żeby poświęcić te 9 miesięcy swojego życia i urodzić dziecko, a potem je oddać. Może lepiej tak postąpić, zamiast żyć ze świadomością, że do mnie należała decyzja, o czyimś życiu bądź śmierci i wybrałam śmierć. Dla większości osób są to pytania z zakresu „co by było, gdyby”?  Ja wiem, o czym mówię. Życie postawiło mnie w takiej sytuacji. Kiedy byłam w ciąży, lekarz poprosi mnie na rozmowę i powiedział, że ciąża bardzo poważnie zagraża mojemu życiu. To było 24 lata temu, a nadal doskonale pamiętam tę rozmowę i decyzję, którą wtedy podjęłam. Postanowiłam, że urodzę, nawet za cenę mojego życia. Dzisiaj moja córeczka ma 24 lata i nie znam osoby na tym świecie, która kochałaby mnie bardziej niż ona. Decyzja, że urodzę była moją najlepsza życiową decyzją.
fot. Jarosław Siepetowski www.fotomimoza.pl
S.C.: Ta historia zakończyła się więc szczęśliwie dla obu pań – gratuluję. Jednak nie u wszystkich tak jest. Pozostając w temacie śmierci, kara pozbawienia życia też według Pani powinna być przywrócona? Trochę to dla mnie drastyczne. Skąd ten bezwzględny ton w Pani wypowiedzi?

U.Sz.: Na szczęście, rozważania o karze śmierci są dla mnie czysto teoretyczne, w przeciwieństwie do mojego stanowiska w sprawie aborcji. Dlatego zgadzam się z nauczaniem Kościoła Katolickiego dotyczącym kary śmierci. W punkcie 2267 Katechizmu Kościoła Katolickiego, zatwierdzonego przez św. Jana Pawła II, przeczytamy:

KKK 2267: Jeśli środki bezkrwawe wystarczają do obrony życia ludzkiego przed napastnikiem i do
ochrony porządku publicznego oraz bezpieczeństwa osób, władza powinna stosować te środki, gdyż
są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają
godności osoby ludzkiej.
Ten punkt KKK poprzedzony jest słowami:
KKK 2266: Ochrona wspólnego dobra społeczeństwa domaga się unieszkodliwienia napastnika. Z
tej racji tradycyjne nauczanie Kościoła uznało za uzasadnione prawo i obowiązek prawowitej
władzy publicznej do wymierzania kar odpowiednich do ciężaru przestępstwa, 
nie wykluczając
kary śmierci
w przypadkach najwyższej wagi.
KKK 2267: Jeśli środki bezkrwawe wystarczają do obrony życia ludzkiego przed napastnikiem i do
ochrony porządku publicznego oraz bezpieczeństwa osób, władza powinna stosować te środki, gdyż
są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają
godności osoby ludzkiej.
Ten punkt KKK poprzedzony jest słowami:
KKK 2266: Ochrona wspólnego dobra społeczeństwa domaga się unieszkodliwienia napastnika. Z
tej racji tradycyjne nauczanie Kościoła uznało za uzasadnione prawo i obowiązek prawowitej
władzy publicznej do wymierzania kar odpowiednich do ciężaru przestępstwa, 
nie wykluczając
kary śmierci
w przypadkach najwyższej wagi.

KKK 2267: Jeśli środki bezkrwawe wystarczają do obrony życia ludzkiego przed napastnikiem i do ochrony porządku publicznego oraz bezpieczeństwa osób, władza powinna stosować te środki, gdyż są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają godności osoby ludzkiej.

Ten punkt KKK poprzedzony jest słowami:

KKK 2266: Ochrona wspólnego dobra społeczeństwa domaga się unieszkodliwienia napastnika. Z tej racji tradycyjne nauczanie Kościoła uznało za uzasadnione prawo i obowiązek prawowitej władzy publicznej do wymierzania kar odpowiednich do ciężaru przestępstwa, nie wykluczając kary śmierci w przypadkach najwyższej wagi.
KKK 2267: Jeśli środki bezkrwawe wystarczają do obrony życia ludzkiego przed napastnikiem i do
ochrony porządku publicznego oraz bezpieczeństwa osób, władza powinna stosować te środki, gdyż
są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają
godności osoby ludzkiej.
Ten punkt KKK poprzedzony jest słowami:
KKK 2266: Ochrona wspólnego dobra społeczeństwa domaga się unieszkodliwienia napastnika. Z
tej racji tradycyjne nauczanie Kościoła uznało za uzasadnione prawo i obowiązek prawowitej
władzy publicznej do wymierzania kar odpowiednich do ciężaru przestępstwa, 
nie wykluczając
kary śmierci

S.C.: Muszę się nie zgodzić w tym temacie ze stanowiskiem Kościoła, gdyż żadna śmierć nie wróci życia zamordowanemu. Wróćmy jednak do Pani książki, w której opisuje Pani niektóre przypadki działań seryjnych morderców. Czym oni się różnią od pozostałych zbrodniarzy? Jak funkcjonuje psychika takiego człowieka? Co czuje podczas popełniania zbrodni?

U.Sz.: Osobowość seryjnych morderców zdecydowanie różni się od osobowości wspomnianego lekarza, płatnego mordercy czy najemnego żołnierza. Ich osobowość można – w dużym uproszczeniu – porównać do osobowości osoby zniewolonej jakimś nałogiem, do alkoholika, narkomana czy seksoholika. Taka osoba do pewnego momentu funkcjonuje normalnie i radzi sobie ze zniewoleniem, ale w końcu ulega, a w jej głowie pojawiają się uporczywe myśli, że musi się napić, musi wziąć działkę... i w końcu musi zabić. Taki człowiek doskonale zna sekwencje zdarzeń, które nastąpią. Nauczył się ich. Natrętnie pojawiające się myśli sprawiają, że wierzy w to, że musi ulec nałogowi. Wie, że przyniesie mu to ulgę. I ulga przychodzi, co prawda na chwilę, ale w tym momencie świadomość, że wszechogarniający przymus minie jest najważniejsza.

S.C.: A co z ich sumieniem? Przecież w pewnym momencie muszą odczuwać niepokój, strach albo wręcz niechęć do samych siebie… Czy mordercy rozumieją swoje uczucia? Potrafią sami siebie ocenić?

U.Sz.: Owszem, potem przychodzą wyrzuty sumienia, poczucie winy i wstręt do siebie, ale dla zniewolonej osoby najważniejsze jest to, co teraz, a nie to, co potem. Jest uzależniony fizycznie i psychicznie. Bez alkoholu, narkotyku czy dokonania kolejnego morderstwa nie poczuje się lepiej. Uleganie zniewoleniu nie uwalnia, lecz uzależnia coraz bardziej, ale taka osoba nie chce o tym wiedzieć. Brnie dalej w swój nałóg, aż w którymś momencie doprowadza do tego, że znikają wyrzuty sumienia, poczucie winy i wstręt do siebie. Mózg przestaje pracować i zostają same instynkty. Demony przejmują kontrolę i człowiek traci resztki człowieczeństwa.


S.C.: Co się wtedy dzieje? Jakie czynniki społeczno-psychiczne kreują seryjnego mordercę? Co jest przyczyną psychopatycznych zachowań? Dlaczego człowiek seryjnie morduje?

U.Sz.: Początki takiej drogi są podobne u większości seryjnych morderców. Mówią o tym oni sami. Często źródłem jest porzucenie przez matkę. I to niekoniecznie dosłowne. Wystarcza to, że matka nie akceptuje ciąży i chce pozbyć się dziecka, a jeśli już się urodzi, traktuje go jak zło konieczne. Nie znajdując miłości, akceptacji i poczucia bezpieczeństwa wśród najbliższych, dziecko, a potem już dorosły człowiek, szuka go u obcych. Jeśli i to się nie udaje, wraz z poczuciem odrzucenia pojawia się paniczny strach przed samotnością, bezsilność i brak nadziei, że kiedykolwiek to się zmieni. Pojawia się przekonanie, że jest do niczego, że nikt go nie kocha, że nie można go kochać, że nie jest wart miłości, a jego życie nigdy nie będzie miało sensu.

S.C.: I w końcu rodzi się w człowieku chęć zabijania ludzi?

U.Sz.: Tak. Wtedy u seryjnych morderców rodzi się myśl, żeby to wszystko zdobyć siłą, żeby przymusić drugiego człowieka do uległości i choćby pozorów miłości. Szuka więc sposobu, żeby zdobyć władzę nad człowiekiem, nad jego decyzjami, żeby być panem jego życia i śmierci. I tak, krok po kroku, rodzi się zbrodnia. Zabójca, który „zasmakował” takiej władzy powtarza ją po raz kolejny i kolejny, za każdym razem udoskonalając swój proceder. A ten krok to narodziny seryjnego mordercy – człowieka, który wszedł na drogę demonów.
Niezależnie od wieku, stanu majątku, wykształcenia czy pozycji społecznej, każdy chce kochać i być kochanym, szuka recepty na sens swojego życia. Są tacy, którzy szukają tego spełnienia na drodze świętości, jak np. Matka Teresa z Kalkuty czy Maksymilian Maria Kolbe, ale są też tacy, którzy wybierają skrajnie inną drogą, drogę demonicznego ustalania własnych reguł życia, jak Karol Kot czy Ed Kemper. 

S.C.: Czym są emocje dla seryjnego mordercy? Czy potrafi on odczuwać też pozytywne emocje, jak radość, szczęście czy miłość? Na wielu przykładach podawanych w TV widać, że najczęściej prowadzą zwyczajne życie i są tzw. wzorowymi obywatelami, którzy nie sprawiają kłopotu sąsiadom.  

U.Sz.: Seryjni mordercy żyją podwójnym życiem. Nie mają innego wyjścia. Muszą dostarczać sobie adrenaliny, muszą zabijać, żeby poczuć, że naprawdę żyją. Ale, aby móc to robić, muszą udawać, że prowadzą zwyczajne życie i są tzw. wzorowymi obywatelami, którzy nie sprawiają kłopotu sąsiadom. Im lepiej kamuflują się, tym szanse na zatrzymanie, a tym samym na przerwanie ich zbrodniczego procederu i osądzenie, są mniejsze. Żyją więc podwójnym życiem. Z jednej strony jako wzorowy obywatel, mąż i ojciec, a z drugiej strony wyrachowany, zimnokrwisty oprawca. Odczuwają radość, szczęście i miłość, ale w swoim chorym rozumieniu. Kiedy uda się im dokonać zbrodni, o której marzą, wpadają w euforię, są z siebie szalenie dumni, czują satysfakcję, radość i szczęście. Miłość, natomiast, w życiu seryjnego mordercy nie istnieje w żadnej formie. Oni nawet siebie nie kochają. Gdzieś, w głębi serca, wiedzą o tym i to ich zabija. Gdyby mieli, choćby odrobinę miłości własnej, próbowaliby przestać mordować i ratowaliby resztki swojego człowieczeństwa. U niektórych pojawiała się namiastka miłości własnej, chcieli być schwytani i starali się ułatwić to policji, ale to tak jak w powiedzeniu, że wyjątki potwierdzają regułę.

S.C.: Zbrodniarze mówią o swoim posłannictwie. Dlaczego? Według mnie tacy ludzie mają w sobie cechy osobowości narcystycznej. Co Pani o tym sądzi?

U.Sz.: Często zdarza się, że zbrodniarze są przekonani o swoim posłannictwie. Takie posłannictwo połączone z nadmierną skłonnością do autoprezentacji, nadmiernym zaabsorbowaniem własną osobą, ekshibicjonistyczną potrzebą stałego budzenia uwagi i podziwu, doprowadza do seryjnych morderstw na skalę światową. Przedstawicielem tego typu seryjnego mordercy był Hitler. Znawcy tematu nie mają wątpliwości, że miał osobowość narcystyczną.

S.C.: Wielu, widząc zło buntuje się przeciwko niemu, ale seryjni mordercy nie znają reguł, nie mają świętości, a ich jedynym dekalogiem jest zemsta. 

U.Sz.: Każdemu, kto prześledzi zbrodniczą działalność seryjnych zabójców, cisną się na usta stwierdzenia, że takie zachowania są nieludzkie, demoniczne, że to zło w czystej postaci. Zastanówmy się, ilu z nas jest w stanie przyznać, że demony istnieją naprawdę, że otaczają nas zewsząd i robią wszystko, żebyśmy tylko szli za ich głosem. Zwykle nie bierzemy tego na poważnie. Nie chcemy przyznać, że istnieją demony, bo musielibyśmy przyznać, że istnieje też Bóg. I to nie tylko ten, będący gdzieś w bliżej nieokreślonej przestrzeni, którą popularnie nazywamy niebem. Musielibyśmy przyznać, że tak jak demony, Bóg istnieje tu i teraz. A jeśli przyjmujemy, że Bóg istnieje tu i teraz, to wypadałoby Go posłuchać. A na to już nie zawsze mamy ochotę, bo On zaczyna wymagać. Teraz już nie wystarczy stosować się do starotestamentowego „nie zabijaj”, teraz "każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego" Mt (5, 22). Podobnie „nie cudzołóż” już nie wystarczy, bo teraz "każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa" Mt (5, 28). Seryjni mordercy nie przestrzegali tych przykazań, nie przestrzegali żadnych przykazań. Sami wyznaczali reguły, ustalali zasady i decydowali, kto ma prawo żyć, a kto nie. Taką drogę wybrali. 

S.C.: Czy mordercy rozumieją swoje uczucia? Czy potrafią sami siebie ocenić i przestać popełniać zbrodnie? Znamy takie przypadki w historii…

U.Sz.: Niektórzy z nich chcieli przestać, chcieli zawrócić z tej drogi, ale nie umieli. Kuba Rozpruwacz pisał listy, chciał być schwytany.... David Berkowitz (syn Sama), kiedy dowiedział się, że odbędzie się sprawa o jego zwolnienie warunkowe, postanowił zaprotestować. Napisał do gubernatora Nowego Jorku: "Nie interesuje mnie zwolnienie warunkowe. Szczerze mówiąc, nie mogę podać żadnych powodów, dla których zwolnienie warunkowe może być w ogóle brane pod uwagę. Mogę natomiast podać wiele dobrych powodów, dla których nie powinienem być zwolniony warunkowo."

S.C.: A może chęć zabijania jest jedynie chorobą i da się ją wyleczyć? Ilu z tych seryjnych zbrodniarzy można byłoby wyleczyć z ich przypadłości?  

U.Sz.: Jest bardzo trudno, a czasami wręcz niemożliwe, pomóc komuś nie znając przyczyn problemu. Pomoc przypomina wtedy działanie na chybił-trafił. Zwykle wypada chybił. Jeśli po diagnozie okazuje się, że problem jest medyczny, należałoby zastosować leczenie farmakologiczne. Jednak jeśli w grę wchodzą demony, to już "nie jest to walka przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw duchowym pierwiastkom zła na wyżynach niebieskich" (z listu św. Pawła do Efezjan, rozdział 6, wers 12). Św. Paweł doskonale widział o czym pisze. Wiedział też, kiedy ma szansę w takiej walce. "Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia" – tak pisał o swojej relacji z Chrystusem w liście do Filipian. Może warto spróbować ścieżki św. Pawła. Człowiek będący na samym dnie i tak nie ma już nic do stracenia.

S.C.: Dlaczego zdecydowała się Pani na napisanie książki „o podwyższonym stopniu ryzyka”?

U.Sz.: Powodów, dla których napisałam tę książkę było wiele. Jednym z nich była próba znalezienia odpowiedzi na pytania: czy w każdym z nas drzemią cechy seryjnego mordercy, które mogą ujawnić się w sprzyjających warunkach; czy postawieni w skrajnej sytuacji stalibyśmy się potworami tak jak oni; czy z zimną krwią moglibyśmy zabić sprawcę naszego koszmaru, potwora, który odebrał nam wszystko, co sprawiało, że chcieliśmy żyć; czy nie obudziłyby się w nas demony, gdyby gorycz, rozpacz i przeżywana trauma po stracie ukochanej osoby, odbierały nam rozum i rozsądek; czy posunęlibyśmy się do zamordowania naszego oprawcy, a potem do mordowania każdego, kto by nam go przypominał? Każdy sam sobie musi odpowiedzieć na te pytania.


S.C.: Dla kogo powstała ta książka? Jaki ma cel?  

U.Sz.: Książka jest też próbą odpowiedzi na pytania: dlaczego ktoś seryjnie morduje i dlaczego podejmuje decyzje, które ściągają go na samo dno człowieczeństwa. Szukałam również odpowiedzi na wciąż nurtujące, chyba wszystkich, pytanie: jakie wydarzenia sprowadzają człowieka na taką drogę i, w końcu, czy może z tej drogi zawrócić?
Człowiek, który nigdy nie odebrał życia innej osobie, może mieć problem ze znalezieniem odpowiedzi na te pytania, bo podobno tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono (Wisława Szymborska w wierszu „Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej”). 

S.C.: Co dalej ze społeczeństwem? W którym kierunku pójdzie wszechobecne zło? 

U.Sz.: W życiu wygrywa ten wilk, którego karmię (z anegdoty, którą umieściłam na końcu książki). Wiem również na pewno, że świat będzie tym lepszy, im więcej osób będzie karmiło dobrego wilka. Jeżeli więc choćby jedna osoba, która przeczyta tę książkę, przestanie karmić złego wilka, to warto było ją napisać i wydać.

S.C.: Uważam podobnie. Dziękuję za rozmowę. 
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: