Szwecja – kraj wielu sprzeczności. Rozmowa z Mirosławem Prandotą

Mirosław Prandota – dziennikarz sportowy, autor dwudziestu książek, wśród których znajdujemy jego powieści obyczajowe, satyryczne czy sensacyjne. Pokusił się też napisanie o jednego romansu. Wśród licznych publikacji są też reportaże i to właśnie za sprawą jednego z nich postanowiłam zadać autorowi kilka pytań na portalu Kulturalne Rozmowy. Niebawem bowiem ukazała się kolejna książka pt. „Przepustka do raju” opowiadająca o historii, tradycji i kulturze Szwecji w czasach, gdy sam autor wyjechał tam w celach zarobkowych. Przed Wami więc, Moi Drodzy Czytelnicy, rozmowa o pozornej integracji, imigrantach, o życiu Szwedów i Polaków oraz trudnej do zrozumienia polityce szwedzkiej. Zapraszam, będzie ciekawie.   


Sylwia Cegieła: Napisał Pan wiele książek różnego gatunku. Która z nich jest Panu najbliższa i dlaczego nie stał się Pan specjalistą jednego gatunku? 

Mirosław Prandota: Najbliższy jest mi „Łańcuch krwi”, ponieważ jest to książka oparta na niewiarygodnych przygodach partyzantów i dzięki temu udało się wykorzystać temat do ujęcia go w umownym literacko stylu „płaszcza i szpady”. A jeżeli chodzi o pisanie w jednym gatunku, to taka opcja koliduje z cechami mojej osobowości. Zawsze lubiłem „coś nowego” i to mi już pozostało. Teraz dla odmiany kończę kryminał, a w dalszym planie mam powieść satyryczną.

S.C.: Brzmi ciekawie. Z tego co wiem, napisał Pan aż jeden romans. Dlaczego tylko jeden skoro teraz są one takie popularne? Uważa Pan, że ten gatunek jest za nudny? 

M.P.: Romans nie jest nudny, ale jest trudny do napisania, gdyż wymaga specjalnego doboru słów, szczególnie w dialogach, żeby nie wyszło nienaturalnie albo zbyt infantylnie. Trzeba mieć odpowiedni nastrój, a najlepiej zakochać się i od razu przenosić swoje wrażenia na papier. Pisanie po tym czasie na podstawie wspomnień raczej nie wyjdzie. Owszem, można pisać jakieś serialowe pierdoły, ale to jest dobre dla literatów-chałupników, którzy zdają sobie sprawę, że tworzą kit, ale można na nim zarobić. W ogóle kiedy pisze się jakąś książkę, to trzeba czuć się jej bohaterem i wtedy wszystko wychodzi. W moim wieku już nie widzę się w tej roli.

S.C.: Jest Pan też dziennikarzem sportowym. Skąd więc pomysł na pisanie? Jak się u Pana zrodziła pasja do tworzenia historii o ludziach? 

M.P.: Przypadek. W roku 1976 był ogólnopolski konkurs na powieść, więc napisałem swoje wspomnienia z życia szkolnego i tak powstała książka „Pochwycić tamte dni”. Po jej napisaniu wyjechałem na rok do Szwecji – a gdy przyjechałem – okazało się, że moja książka zdobyła trzecią nagrodę. Jako debiutant uznałem to za wyzwanie, a ponieważ wyzwania lubiłem od zawsze, więc to się przeciągnęło na lata. Szkoda tylko, że brakuje mi czasu, ponieważ trzeba pracować, aby się utrzymywać, a pisanie książek dzisiaj to już jest tylko hobby albo  „praca społeczna”. 

S.C.: Kim właściwie jest Mirosław Prandota jako pisarz i człowiek? 

M.P.: Fajny gość! Ja nawet lubię siebie. Znam jeszcze kilka osób, które też mnie lubią. A jaki stosunek mają do mnie ci, którzy mnie nie lubią, to już jest wyłącznie ich problem. A mówiąc poważnie, lubię pisać, gdyż automatycznie przenoszę się wyobraźnią w inny wymiar dziejowy, a to mnie relaksuje i dzięki temu nie muszę brać magnezu w tabletkach, aby leczyć codzienne stresy.


S.C.: Czego oczekuje Pan po pisarzu? Dlaczego ktoś chce nim zostać? Jaki Powinien być?

M.P.: Pisarz musi mieć wrodzoną zdolność wychwytywania szczegółów z otaczającego świata, ponieważ interesujący jest wcale nie ten świat, tylko te szczegóły. Trzeba mieć też dystans do samego siebie. Nie sztuka śmiać się z kogoś, kto zarył nosem w kałuży, sztuka śmiać się, gdy samemu w nią się wpadnie. Przede wszystkim jednak liczy się zdolność umiejętnej obserwacji. Czasem pytam ludzi, którzy pojechali na wycieczkę do kraju, w którym jeszcze nie byłem, jak tam jest? Nie dowiedziałem się niczego, co wykracza poza reklamę biura turystycznego. No cóż? Łatwo jest patrzeć, ale trzeba jeszcze widzieć. 

S.C.: Słuszna uwaga. Á propos odwiedzania krajów teraz tematem Pana reportażu jest Szwecja. W jakim celu napisał Pan „Przepustkę do Raju”?

M.P.: Aby zaprezentować różnice kulturowe między tym krajem a Polską. Pojechałem tam do pracy, a przy okazji zagapiłem się na wiele ciekawych zjawisk. O ile w innych krajach europejskich obyczaje są podobne do naszych, to w Szwecji trzeba uczyć się wszystkiego od nowa, żeby wyjść na swoje. Przysłowiowe „udawanie Greka” budzi tam wyłącznie uśmiech politowania. Trzeba przyswoić sobie pewne normy prawne i obyczajowe, a wtedy można będzie mówić o integracji.

S.C.: Szwecja jest zbyt liberalna w wielu dziedzinach życia, co wielokrotnie powtarza Pan w książce. Czy czasem nie mamy do czynienia ze skutkami takiej pozornej integracji, ale w kontekście imigrantów? Czy Szwecja to faktycznie ten tytułowy raj z perspektywy mieszkańca Europy i Szweda?

M.P.: To był raj dopóki nie doszło tam do „najazdu” muzułmanów. Wędrując po Szwecji – zarówno w dzień, jak i nocy – człowiek czuł się jakby chodził po własnym ogródku. Począwszy od roku 2015 raj zamienia się stopniowo w piekło. Szwedzi dowiedzieli się o tym dopiero niedawno, ale z amerykańskich gazet, bo sami do dziś niewiele widzą. 

S.C.: Wspomniał Pan, że pojechał do tego kraju w celach zarobkowych. Ile czasu spędził Pan w Szwecji? Jak wyglądał kraj 40 lat temu, a jak jest teraz? Jakie zmiany się dokonały? 

M.P.: Wtedy wszystko było tam „poukładane”, szczególnie w odniesieniu do PRL-owskiej prowizorki, no i ówczesnej mentalności Polaków stawiających nierzadko na „jakoś to będzie”. Teraz dla odmiany to Szwedzi na siłę przyzwyczajają się do brutalnej dominacji muzułmanów licząc, że „jakoś to będzie”. W sumie spędziłem tam nieco ponad 5 lat z przerwami. 

S.C.: A jak mieszka się w Szwecji Polakom? 

M.P.: Na ogół dobrze, ponieważ dużo zarabiają i są pracowici, co pozwala im zarobić jeszcze więcej. Mają duże możliwości wszechstronnego rozwoju. Trzeba jednak mieć konkretny zawód, bo tam historyk na pewno nie zostanie dyrektorem szpitala albo prezesem od linii tramwajowych. Prawdziwi fachowcy są bardzo cenieni, pod warunkiem jednak, że szybko opanują język.


S.C.: Znając ten kraj od podszewki. Integrując się ze Szwedami, ich kulturą, zwyczajami oraz prawem, czy widzi Pan w Szwecji coś, co chętnie zaszczepiłby Pan w Polakach? 

M.P.: Przywiózłbym (gdyby się dało) umiejętność jazdy samochodem. Kiedy jeździłem szwedzkimi szosami, zawsze miałem pewność, że wrócę zdrowy do domu. U nas panuje plaga wariatów drogowych, którzy nie dają tej gwarancji. Proste porównanie:  Szwecja 300 wypadków śmiertelnych rocznie, Polska 4 tysiące, co i tak można uznać za „luksus”, bo w latach 90. było ponad 7 tysięcy. Jeszcze trochę i sami byśmy się powybijali.

S.C.: A czy jest coś, co Pana zdziwiło po przyjeździe do tego kraju? 

M.P.: Początkowo dziwiło mnie, że za jednego klapsa urząd odbiera dziecko szwedzkim rodzicom. Teraz dziwi mnie, że ten sam urząd nie odbiera dzieci muzułmanom nawet wtedy, gdy taki rodzic zgwałci własne dziecko. Już po takim rozróżnieniu widać, kto teraz rządzi naprawdę Szwecją.

S.C.: No właśnie, skoro już i tak wywołał Pan temat imigrantów a Szwecja przecież słynie z tolerancji wobec imigrantów z krajów muzułmańskich graniczącej z absurdem. Skąd wzięła się taka liberalna polityka migracyjna? Czy jest szansa na większą radykalizację praw imigracyjnych? 

M.P.: Powiem krótko: Szwedzi zgłupieli! Ubzdurali sobie, że wyznawcy Islamu zaraz po przyjeździe zapomną o prawie szariatu, przyswoją sobie szwedzkie normy współżycia i będą trzy razy dziennie dziękować swoim gospodarzom za ich łaskawość. Widocznie dobrobyt ma fatalny wpływ na funkcje kory mózgowej. Co gorsza, ta głupota stała się prawie powszechna, a mądrzy Szwedzi udają publicznie, że jest dobrze, natomiast klną tylko w trakcie piątkowej popijawy. Zresztą ta głupota ogarnęła już całą Europę Zachodnią, bo wszyscy tam zapomnieli, że ideą arabskiego islamu jest „zabić niewiernych”, podczas gdy europejskim odpowiednikiem jest hasło „miłuj bliźniego jak siebie samego”. Ale może jestem zacofany? Może tam już mają taką maszynkę, która umie łączyć te dwie cechy ku obopólnemu zadowoleniu? Czas pokaże.

S.C.: Tak, mnie też to zdziwiło i zbulwersowało, gdy przeczytałam o tym w Pana książce. Jak w takim razie się tam żyje w obecnej sytuacji? Łatwiej żyje się w Szwecji czy w Polsce? Ile kosztuje tam życie?

M.P.: Na pewno żyje się tam łatwiej, bo jak komuś nawet nie wystarczy na życie, idzie do urzędu i dostaje, co trzeba. Koszty są podobne do polskich, tyle że więcej się zarabia. Pewne jest też to, że każdy, kto chce żyć na wysokiej stopie, da sobie radę z tym chceniem.

S.C.: A jak żyje przeciętny Szwed? Czy bardzo różni się jego egzystencja od jego polskich kolegów? 

M.P.: Ogląda telewizję i wierzy we wszystko, co tam mówią. W Polsce byłoby to niemożliwe. A Szwedowi media dyktują, co ma robić w piątek po pracy, czym się cieszyć, czym smucić, czego nie lubić i tak dalej. Media i politycy każą kochać muzułmanów, mimo że oni ich biją, gwałcą i oszukują, no to Szwedzi kochają.


S.C.: To dość smutne i dla mnie niewyobrażalnie, aby telewizja miała aż taki wpływ na obywateli. Jak więc wygląda codzienne życie w Szwecji w tym telewizyjnym matrixie? 

M.P.: Jest spokojne i dostatnie, przynajmniej do niedawna, gdyż teraz często wybuchają granaty. Palą się samochody. Gwałcone są duże oraz małe dzieci i dorośli również. Z okiem domów, gdzie mieszkają goście z Bliskiego Wschodu powiewają flagi Państwa Islamskiego. Policja nie ma nic do powiedzenia, a premier Szwecji udaje, że wszystko jest w porządku i opowiada rodakom brednie o czyhającej zza węgła armii rosyjskiej.

S.C.: To może jednak porozmawiajmy o czymś przyjemniejszym, czyli o szwedzkiej kuchni? Czym różni się ona od polskiej? 

M.P.: W takiej kuchni jest więcej ryb. Do stołu nie podaje się kompotu, tylko mleko, a najsmaczniejszy produkt to grillowane żeberka sprzedawane w supermarketach. Oj, trudno tego nie kupić!

S.C.: Gdybym wybierała się do Szwecji, jakie miałby Pan dla mnie rady? Co wolno a czego nie wolno robić w Szwecji? Co najlepiej ze sobą zabrać?

M.P.: Radziłbym zabrać ze sobą kilka bochenków chleba kupionego w dobrej prywatnej piekarni. Szwedzki chleb jest niejadalny. Poza tym w Szwecji nie należy śmiać się głośno. Niektórzy pomyślą wtedy, że  to wariat, a przynajmniej że jest się człowiekiem mało poważnym, odstającym od lepszego towarzystwa. Nie wolno też robić z siebie przodownika pracy, bo to już jest indywidualizm, którego Szwedzi nie tolerują. Trzeba pracować w takim samym tempie jak inni, żeby nikogo nie stresować.

S.C.: To smutne. A co z pracą? Podobno Szwecja ma najmniejszy wskaźnik aktywności zawodowej wśród imigrantów w UE – mniejszy od rdzennych Szwedów. Kto ponosi za to odpowiedzialność? Co szwedzki rząd zamierza zrobić, aby zachęcić imigrantów do pracy? Czy istnieją już określone programy?

M.P.: Jak można zachęcić imigrantów do pracy, skoro daje im się pokaźny socjal za nicnierobienie! Owszem, gdyby przyjechali – jak to się u nas mówiło – inżynierowie i lekarze oraz inni specjaliści, to mieliby szansę otrzymania satysfakcjonującej pracy. Przyjechali półanalfabeci i bojownicy islamscy, którzy umieją tylko strzelać i handlować narkotykami, więc pracy dla takich nie ma. Programy zachęty, oczywiście, istnieją i są dość atrakcyjne, tyle że trudne dla osób, które nigdy nie pracowały i mają organiczny wstręt do pracy.

S.C.: Jak więc zapobiec dalszym napływom nielegalnych imigrantów, aby nie szerzyła się patologia oraz nienawiść wobec Europejczyków?

M.P.:
Jak zapobiec? Postawić kordon sanitarny na granicy. Tak robi Dania, Norwegia i Finlandia, aczkolwiek te kraje też przyjęły sporo imigrantów. Na szczęście wysnuły rozsądne wnioski z tego doświadczenia, podczas gdy Szwedzi jeszcze nie.


S.C.: Edukacja w szwedzkich szkołach też budzi moje obawy. Dlaczego nie kształci się indywidualistów? Dotychczas myślałam, że tylko w Polsce piętnuje się osoby, które wyróżniają się szczególnymi zdolnościami, a tymczasem w Szwecji jest jeszcze gorzej… 

M.P.: Bo Szwecja potrzebuje kolektywu. Mniej więcej takiego, jaki stworzono w stalinowskiej Rosji.  To taka tradycja, która wyrosła jeszcze w średniowieczu. Kolektywem łatwiej się rządzi, natomiast indywidualiści zawsze mają jakieś zastrzeżenia, które działają źle na nerwy rządzącym.

S.C.: Czy wobec tego integracja Szwecji z resztą Europy jest możliwa skoro ich tradycja sięga średniowiecza? Świat przecież się rozwija…  

M.P.: Owszem, ponieważ państwa zachodnioeuropejskie gotowe są utworzyć Stany Zjednoczone Europy i stłumić wszystkie tradycje. Kraje wschodniej Europy na szczęście nie palą się do takiej „uniformizacji”. Ten fakt dodatkowo potwierdza wspomnianą przeze mnie opinię, że dobrobyt prostuje korę mózgową. My byliśmy zawsze biedniejsi i chyba dlatego potrafimy jeszcze myśleć.

S.C.: Wspomniał Pan, że nikogo nie dziwi widok niepełnosprawnych, ale osoby o odmiennym kolorze skóry już są piętnowane. Znów nie widzę tutaj integracji, o której mówią Szwedzi. Jak uniknąć tych błędów w budowaniu wspólnoty chociażby w szkole, które mają miejsce obecnie?

M.P.: Szkolna integracja byłaby możliwa, gdyby wśród „tubylców” znalazła się mała grupka imigrancka. Kiedy jednak jest ich dużo, automatycznie tworzą oni grupę osobną narzucającą Szwedom własny sposób na życie. Poza tym, spada poziom nauczania, ponieważ trzeba przecież dostosować naukę do możliwości przyjezdnych. Szwedzkie dzieci się nudzą, a `goście wymagają długiego czasu na opanowanie podstawowych rzeczy. 

S.C.: Czyli integracja to poważny problem Szwecji? 

M.P.: Tak, ponieważ jest realizowana na wariackich papierach. Jest źle, bo Szwedzi ogłupieni przez sprzyjające politykom media zatracili instynkt samozachowawczy. Takich łatwo pokonać. Szwedzi nawet nie wiedzą, że w ich kraju organizuje się terrorystyczne Państwo Islamskie. Dowiedzą się za kilka lat.


S.C.: Ale wtedy będzie już za późno na ratunek. Rząd więc świadomie dąży do samozniszczenia państwa. Czy nie mam racji? Sam Pan wspominał, że z taką polityką imigracyjną grozi jej upadek. Czy faktycznie jest tak źle? 

M.P.: Na razie muzułmanie opanowali Malmoe. Za 20 lat opanują Goeteborg i Sztokholm i będzie po Szwecji. Niedawno odbyły się wybory do parlamentu szwedzkiego. Do urn zgłosili się Szwedzi w hidżabach i turbanach korzystając z prawa głosu, ponieważ rządzący socjaliści uprzednio nadawali im obywatelstwo z szybkością błyskawicy, aby w ten sposób zyskać wyborców. No i nie zawiedli się - muzułmanie głosowali tylko na socjalistów, którzy po zwycięstwie będą kontynuować obłąkańczą politykę migracyjną.

S.C.: To brzmi jak koszmar. A czy będzie ciąg dalszy tej historii, czyli Pana książki? Ma Pan w planach napisanie jeszcze jednej książki o Szwecji lub innej?  

M.P.: Mam jeszcze drugie tyle notatek, ale ponieważ w ostatnim czasie o Szwecji dużo się mówi, można spodziewać się kolejnych publikacji na temat tego kraju. Ja już mam dość. Teraz najchętniej napisałbym o Korei Północnej, ale póki co – można sobie tylko pomarzyć.

S.C.: Też niezwykle ciekawy i tajemniczy kraj. Chętnie bym poczytała o państwie ogarniętym reżimem. Tymczasem, dziękuję za ciekawą rozmowę i czekam na kolejne Pana publikacje. 
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

4 komentarze:

  1. Stek bzdur. Po pierwsze strzelaniny i sprzedaz narkotykow opanowaly gangi zlozne z drugiego pokolenia migrantow z Balkan. Poprzednie pokolenie ograniczalo się do kradziezy odziezy i sprzetu w skandynawskich sklepach, natomiast ich dzieci poszly dalej i zajely się sprzedaza narkotykow i trwa walka o terytorium. To wszystko stalo się dlugo przed 2015 rokiem. Ci co przyjechali w 2015 roku nie handluja narkotykami. Urzedy odbieraja rodzicom dzieci gwalcone jeżeli tylko taki sygnal dostana. Kobiety arabskie sa uswiadamiane na kazdym kroku jakie maja prawa i dostaja opieke i chronienie w kvinnojouren. Szwedzi nie zglupieli i to widac wyraznie po ostatnim glosowaniu gdzie lewica ma 144 mandaty, allianser maja 143 a sSverigedemokrater 64. To rzad lewicy zarzadzil wpuszczaniu wszystkich, nikt obywateli o to nie pytal. Przecietny Szwed nie wierzy we wszystko co telewizja mowi, bo jest wiele wolnych mediow gdzie otwarcie się pisze o sytuacji w Szwecji. Autor robi ze Szwedow osoby niemyslace, które sluchaja mediow co maja robic w piątek po pracy, czym się smucic i czym cieszyc …. Jakas paranoja, chyba autor nie poznal dobrze i nie przyjaznil się nigdy ze Szwedami. Sa normalnie myslacymi ludzmi, z duza dawka humoru, sa jednak nieufni i dopiero kiedy wpuszcza nas do kregu przyjaciol czlowiek poznaje ich duzo lepiej.
    Chleb jest duzo smaczniejszy niż w Polsce. Jest bardzo duzy wybor chleba pieczonego na zakwasie z przeroznymi ziarnami. Autor chyba nadal opowiada o Szwecji przed 15 laty, kiedy to rzeczywiscie wybor chleba był niewielki.
    Totalna bzdeta o tym, ze nie wolno smiac się glosno. Ja i moi szwedzcy znajomi smiejemy się glosno bardzo często (autor ma chyba jakas traume).
    Przyjechali polanalfabeci i bojownicy islamscy hehehe jakas czesc tak … niech się Miroslaw przejdzie do aptek w Malmö w prawie kazdej sa farmaceuci pochodzenia arabskiego. Wiele wyksztalconych osob opanowalo szybko jezyk i pracuja jako lekarze, pielegniarki, farmaceuci i w innych zawodach również. Pstawic kordon sanitarny …. Granice Szwecji sa kontrolowane, uchodzcy z waznym paszportem sa wpuszczane do Szwecji i mogą skladac o azyl. W tej chwili jest to jakies 200-250 osob miesiecznie. Edukacja w szwedzkich szkolach polega na tym, ze nauka poprzez zabawe. Nie wali się tyle wiedzy teoretycznej do glow co w Polsce. Dwoje moich dzieci skonczyl tu szkoly, syn mowi biegle 5 jezykami, zostal nauczony tolerancji, zostal nauczony jak się traktuje innych i jak się prowadzi dyskusje. Dzisiaj 22 letni mezczyzna, który ma odpwiedzialna prace i studiuje zaocznie.
    Jednym slowem stek bzdur i widac golym okiem, ze sa to ogolniki zaslyszane od innych Polakow. Którzy uwazaja się za narod wybrany, a kazda inna nacja jest przez nich tepiona.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z komentarzem powyżej, Pan Mirosław dalece min się z prawdą ,najwyraźniej bardzo chce zaistnieć,pisząc taki bzdury...!!!! PRZYKRE

    OdpowiedzUsuń
  3. To Ajax chce zaistniec. Unknow powiedzial prawde. Polacy lubia sie wypowiadac na tematy im nieznane niestety. I kazdy jest najmadrzejszy.
    43 lata mieszkam w Szwecji i napewno wiem wiecej niz Pan pisarz po 5 latach.
    ktory sie tak kategorycznie wypowiada sie na temat Szwecji i Szwedow. 5 lat to absolutnie za krotko na to.Trzeba tutaj dlugo mieszkac, przebywac ze Szwedami i ich poznac, trzeba poznac ich historie zeby zrozumiec ich sposob myslenia. Mleka Szwedzi do obiadu nie pija od 20 lat , ten pan nie ma pojecia o czym mowi Te opinie na temat Szwedow sa nieprawdziwe i b glupie. Czy ten Pan to pisior? Ksiazka z daleka mi smierdzi antyislamizmem i rasizmem. Obrzydliwe!

    OdpowiedzUsuń
  4. Unknow to ja i nie wiem z jakiego powodu moj komentarz jest anonimowy :-(

    OdpowiedzUsuń