Najnowsze

Edyta Werynska: Szwecja – tu jest moja nowa ojczyzna

Szwecja to kraj, w którym na północy występują białe noce i krótkie dni bez słońca. Mimo tak surowego klimatu, ludzie są tam pogodni i życzliwi wobec siebie. Jak mieszkają? Jaką mają kulturę? Jak wygląda opieka medyczna czy socjalna nad seniorami? Czego uczą się Szwedzi w swoich szkołach? Na te inne pytania odpowiada mi Edyta Werynska – Polka mieszkająca w Szwecji już 18 lat, która prowadzi grupę, gdzie bezinteresownie wspiera poradą i informacją rodaków mieszkających w tym kraju. Moja rozmówczyni opowiada mi o swoich trudnych początkach oraz rodakach. Poruszamy też trudny temat emigrantów. Zapraszam na kolejny bardzo obszerny wywiad z cyklu „Polacy na emigracji”. Będzie ciekawie. Pewnie wiele razy przetrzecie oczy ze zdziwienia. 



Sylwia Cegieła: Jak długo mieszkasz w Szwecji i co Cię tam sprowadziło?

Edyta Werynska: W Szwecji mieszkam 18 lat. Moja matka tu mieszkała i przyjeżdżałam do niej. Tu też poznałam drugiego męża.

S.C.: Czy jest coś, co Cię zdziwiło lub wzbudziło Twoją ciekawość zaraz po przyjeździe do tego kraju?

E.W.: Po przyjeździe zdziwiła mnie uprzejmość, życzliwość i cierpliwość Szwedów. Podobały mi się czyste ulice, zadbane budynki i uśmiech na twarzach Szwedów i ich stoicki spokój. 

S.C.: Żyjesz i pracujesz w Szwecji już od 18 lat. Czy według Ciebie tamta Szwecja sprzed lat to ten sam kraj co teraz? Co się zmieniło? 

E.W.: Kraj jest ten sam w tym kontekście, że mentalność Szwedów jest taka sama, ta sama przepiękna przyroda, architektura. Każdy kraj się zmienia, bo postęp techniczny idzie na przód. Ogólna dostępność do internetu powoduje, że mentalność młodych ludzi się zmienia. Kocham ten kraj, kocham podejście ludzi. Tu nikt się za nikim nie ogląda i nie komentuje wyglądu. Szwedzi są otwarci. Nie mają uprzedzeń do homoseksualistów, ani też religijnych czy rasowych. 

S.C.: Co w ogóle Cię w niej zatrzymało na tak długo?  

E.W.: Zatrzymała mnie miłość zarówno do partnera, jak i do Szwecji.

S.C.: Gdybyś dziś miała wyjechać do Szwecji, co najpierw byś zrobiła?

E.W.: Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam po przyjeździe tutaj 18 lat temu, to poświęciłam czas na szybką naukę języka, ponieważ bez języka ciężko się poruszać i człowiek czuje się wyobcowany. Dziś zrobiłabym to samo. 

S.C.: Jak wyglądały pierwsze miesiące na emigracji? Od razu wiedziałaś, że zostaniesz tam na dłużej? Ile trwało przystawanie się do nowych warunków życia, nauka komunikacji ze Szwedami? 

E.W.: Pierwsze miesiące to była nauka języka i frustracja, że nie mogę się porozumiewać z ludźmi. Wiedziałam od razu, że tu zostanę, gdyż podjęłam tą decyzję po rocznym namyśle. Nauka języka w podstawach zajęła mi rok. Uczyłam się nocami i przechodziłam z klasy do klasy co 2 miesiące, czyli dużo szybciej niż program przewiduje. Chodziłam do SFI, czyli do szkoły "Szwedzki dla Migrantów", następnie do szkoły dla dorosłych. Po roku byłam już na przyśpieszonym kursie języka na poziomie licealnym, po czym zdałam maturę z języka nationella prov. Mature, czyli test końcowy z języka szwedzkiego jest dobrowolny i  potrzebny jest wtedy, kiedy ktoś chce iść na studia. W moim wypadku w Szwecji uznano moje świadectwo maturalne z Polski, ale chciałam też mieć szwedzkie do kompletu. W Szwecji każdy ma prawo do edukacji, więc nauka języka jest darmowa.


S.C.: Czy w tym kraju istnieje coś porównywalnego do polskiej gościnności? 

E.W.: Polska gościnność… Zależy, jak to rozumieć. Ugoszczą, a potem obgadają – tak to w Polsce często bywa. Szwedzi również przyjmują gości i może nie stawiają na stół tyle, że później trzeba wyrzucać, ale goszczą w zależności od okoliczności lub święta. 

S.C.: Wielu mówiąc o Szwecji myśli sobie – ciemno, chłodno – a jak jest naprawdę? Jaki klimat panuje w tym kraju i czy ma on bezpośredni wpływ na mieszkańców?

E.W.: Na południu Szwecji jest taki sam klimat jak na polskim wybrzeżu. Często jest nawet cieplej zimą, zwłaszcza tam, gdzie jest morze. Natomiast na północy Szwecji jest już zimniej, a najzimniej jest na dalekiej północy, okolice Luleå, Kiruna. Tam w grudniu mają słońce tylko przez godzinę i mrozy dochodzące do 30-35 stopni. Za to latem rekompensatą są białe noce, czyli nie robi się ciemno. Kiedyś w pracy zadzwoniłam do policji w Kirunie, był grudzień i mój rozmówca zapytał się czy u nas w Malmö świeci teraz słońce, mówię, że tak, a on na to „opowiedz jak wygląda”.
Ludzie, którzy mieszkają na północy są tacy sami jak ci mieszkający na południu z tą różnicą, że muszą łykać więcej witaminy D i zimą jeżdżą na skuterach śnieżnych. 

S.C.: Znasz język, żyjesz w tamtejszej społeczności. Potrafisz więc z pewnością powiedzieć, jacy są mieszkańcy Szwecji.

E.W.: Szwedzi to z zasady spokojny, niekonfliktowy naród. Dużą wagę przykładają do kultury. Nie ma wrzasków i bicia się jak trochę wypiją. Dużą wagę przykładają do uprzejmości, urzędników państwowych szkoli się, jak się zachowywać i co robić w konfliktowych sytuacjach. Szkoli się również, jak traktować kolegów w pracy. Polacy ze swoim temperamentem maja niejednokrotnie problem i uważają, że Szwedzi są zimni. Nic bardziej mylnego. Szwedzi są ostrożni, dopóki kogoś dobrze nie poznają, ale kiedy już znają kogoś to wpuszczają go do grona znajomych i są wtedy bardzo otwarci. 

S.C.: Co z różnicą kulturową? Co wolno, a czego lepiej nie robić w Szwecji?

E.W.: Różnice kulturowe nie są zbyt duże. Rękę w Szwecji podaje się tylko kiedy się kogoś spotyka pierwszy raz, próżniej ręki już się nie podaje, natomiast w Polsce podaje się ją za każdym razem, kiedy się daną osobę spotka. Co wolno, mam nadzieję, że chodzi o kulturę. Nie powinno się krzyczeć i awanturować, ponieważ niczego się w ten sposób nie osiągnie. Wolno w zasadzie wszystko, dopóki mieści się to w normach.
Przykład: spotykając Szweda i pytając „jak leci?” dostaniemy odpowiedź, że wszystko dobrze. Natomiast spotykając Polaka, usłyszymy litanię narzekań, dziecko to, teściowa tamto, etc. Szwedzi nie narzekają publicznie. Inny przykład, poszłam ze szwedzkimi kolegami na lunch do restauracji, który był niedobry, jedzenie jałowe oraz niedoprawione i, oczywiście, zarówno oni jak i ja to zauważyliśmy. Kiedy przyszedł kelner i zapytał, czy smakowało to oni odpowiedzieli, że tak, natomiast ja, że nie, że było niesmaczne i niedoprawione. Oni się ze mnie śmiali, a ja im wytłumaczyłam, że trzeba mówić, że niedobre, ponieważ inaczej kucharz nie będzie o tym wiedział i nie będzie miał szansy się poprawić. To bardzo taktowny naród unikający konfliktów.

S.C.: Czy wobec tych różnic, możesz stwierdzić, że łatwiej żyje się w Szwecji czy w Polsce? 

E.W.: Dużo łatwiej żyje się w Szwecji. Przede wszystkim jest to kraj, który wyciągnął wnioski ze swojej historii i postawił na opiekę nad obywatelem. Jest to kraj opiekuńczy. Nie ma tutaj nerwówki, że jak mnie z pracy zwolnią i nie będę miała pieniędzy na czynsz, to wyrzucą mnie z mieszkania. Opieka socjalna jest wysoko rozwinięta i nie trzeba się obawiać o takie sprawy. Kredyty można ubezpieczyć, aby w razie czego móc być na bezrobociu i nie stresować się niezapłaconym kredytem. Opieka zdrowotna może nie jest najlepsza, ale w żadnym kraju już chyba nie jest. Natomiast jest tzw. ubezpieczenie ogólne dające każdemu, kto posiada nr PESEL i obywatelstwo w Szwecji, możliwość korzystania ze służby zdrowia na bardzo korzystnych warunkach. Dostęp do najnowszej drogiej medycyny daje poczucie bezpieczeństwa. Nie ma tu zbiórek na leczenie dzieci, z tego powodu, że państwo nie zapłaci za operację lub drogie leki. Kolega miał białaczkę i robiono mu w Lundzie przeszczep szpiku. Polska lekarka na oddziale powiedziała mu, że gdyby zachorował w Polsce, już by nie żył. Dla mnie – ateistki żyje się tu dużo łatwiej. Tu ludzie żyją dla siebie, a nie dla innych. Nikt się nie przejmuje, co sąsiedzi powiedzą i sąsiedzi się nie wtrącają. Nigdy nie przychodzą pożyczyć soli czy coś innego i mi to bardzo odpowiada. Natomiast, spotykając sąsiadów na dworze, miło sobie zawsze porozmawiamy na różne tematy. Żyje się tu lepiej, ponieważ cały system począwszy od rejestracji samochodu, poprzez odnawianie recept a skończywszy na dużo poważniejszych sprawach jest elektroniczny i nie trzeba wystawać w kolejkach po urzędach. Większość rzeczy można załatwić na swoim komputerze, posiadając podpis elektroniczny.


S.C.: Czego muszą się najpierw nauczyć przyjezdni, którzy chcą zamieszkać w tym kraju na długie lata?

E.W.: Przyjezdni powinni przede wszystkim wyłączyć polskie myślenie – to ułatwia asymilację. Powinni też zawsze pamiętać, że jesteśmy tu gośćmi i szanować rdzennych mieszkańców. Następnie powinni jak najszybciej nauczyć się języka, aby móc się tu poruszać bez problemów, móc przeczytać przepisy, porozmawiać z szefem o podwyżce. Powinni też wystrzegać się polskich pracodawców, gdyż wielu pada tu ofiarą własnych rodaków. Niejednokrotnie pomagałam Polakom, którzy zostali wykiwani przez rodaków. 

S.C.: A co z codziennymi zakupami? Ile trzeba mieć w portfelu, aby móc spokojnie przeżyć do pierwszego? 

E.W.: No cóż, ceny są adekwatne do zarobków, ale, niestety, wielu rodaków przelicza wszystko na złotówki i porównuje z cenami w Polsce. Tak się nie da. Jeżeli się tu mieszka i zarabia, trzeba wyłączyć przelicznik. Wielu rodaków jest też oburzonych na wysokie podatki tutaj, ale nie biorą pod uwagę, że te podatki idą na służbę zdrowia, dostęp do drogich leków, na lunche, książki i zeszyty w szkołach, na opiekę socjalną, na opiekę nad starymi ludźmi, etc. Aby tu przeżyć miesiąc, mam na myśli tylko jedzenie i środki higieniczne trzeba mieć 2 000-3 000 koron. Oczywiście, można taniej, jeżeli będzie się oszczędnie gospodarowało. Czynsze są bardzo wysokie, zwłaszcza za czynszowe mieszkania. 

S.C.: Jak już zrobisz te zakupy, co najczęściej wkładasz do koszyka? Czy w ogóle lubisz szwedzką kuchnię? 

E.W.: Są rzeczy, które lubię, ale są też rzeczy, których nie zjem. Uwielbiam ich torty kanapkowe z łososiem i krewetkami lub z pieczoną wołowiną z warzywnymi dodatkami „smörgåstårta”, kulki mięsne „köttbullar”, śledzie w przeróżnych zalewach. Natomiast nie zjem kiszonego śledzia, zresztą wielu Szwedów też nie jest w stanie tego zjeść. 

S.C.: Czy Szwedzi płacą raczej gotówką przy sklepowej ladzie, czy jednak używają karty? Jak z tym jest przy okazji innych płatności? 

E.W.: Najczęściej płacą kartą. Wiele urzędów i banków jest już bezgotówkowych. Może jest jakaś część ludzi starszych, którzy wyciągają pieniądze z bankomatu i płacą gotówką, ale jest to niewielki odsetek. Gotówką płacą, oczywiście ci, co zarabiają "na czarno".  

S.C.: Czy Szwedzi mają jakieś kulinarne zwyczaje i potrawy, bez których nie zasiadają do stołu, np. w święta?  

E.W.: Wigilia u Szwedów wygląda tak, że jest pieczona szynka i chleb ciemny z rodzynkami, który się macza w sosie z pieczonej szynki. Są kulki mięsne, małe paróweczki prinsesskorv. Jest oczywiście łosoś i śledzie w różnych zalewach. Kobiety ubierają czerwone sukienki, mężczyźni garnitury i czerwone krawaty. Przed Wigilią cała rodzina ogląda „Kaczora Donalda” w telewizji.
Innym obyczajem jest noc świętojańska, czyli początek lata midsommar – dzień wolny od pracy. Wtedy je się młode ziemniaki ze śledziami i koniecznie tort truskawkowy. Jest też tradycja jedzenia raków kräftskiva, która ma miejsce pod koniec sierpnia i we wrześniu. Szwedzi mają też odpowiednik tłustego czwartku, kiedy je się semlor, czyli bułeczki nadziewane masą marcepanową i przekładane bitą śmietaną. Jest też dzień drożdżówki z cynamonem kanelbulle. Na walentynki je się kruche ciasteczka na kształt serca wypełnione masą budyniową.  No i oczywiście fika, czyli przerwa na kawę, to rzecz święta. Pije się wtedy kawę i do niej je jakieś ciasteczko. W Szwecji nie ma określonej godziny na przerwę, ale biorąc pod uwagę, że lunch je się około 12:00, to przerwa na kawę jest około 14:30. 

S.C.: Jak żyje przeciętny Szwed? Co go wyróżnia od naszych rodaków?

E.W.: Przeciętny Szwed pracuje od poniedziałku do piątku 8 godzin, w tym ma półgodzinną przerwę na lunch, która nie wlicza się do godzin pracy. Np. ja pracuję od 8:00 do 16:27. Szwedzi to pracowity i zdyscyplinowany naród. Zawsze mnie śmieszy, kiedy się pisze lub mówi matki Polki, bo matki Szwedki i ojcowie tez robią zakupy, piorą, sprzątają. Weekendy Szwedzi poświęcają rodzinie. Bardzo często sami remontują swoje domy. Szweda od przeciętnego Polaka wyróżnia to, że sortuje wszystkie śmieci i w weekendy jedzie do punktu składu śmieci i zostawia tam posortowane śmieci. Wyróżnia ich też to, że po rozwodzie dzieci są tydzień u matki i tydzień u ojca. W tej kwestii zdecydowanie szwedzcy ojcowie są dużo bardziej odpowiedzialni. Małżeństwa po rozwodzie w dużej części dogadują się dobrze dla dobra dzieci. Mieszkają blisko siebie, aby dzieci nie odczuły dojazdów do szkoły. Szwedki są wyemancypowane i obowiązki w domu są podzielone po równo. Ojcowie idą na tacierzyński na równi z żonami, czyli dzielą to na pół. Szwedów wyróżnia również to, że mówią sobie na ty. Nie ma czegoś takiego jak pan i pani, co jest bardzo pozytywne według mnie, ponieważ zmniejsza dystans i daje więcej możliwości w dogadaniu się. W tym roku obchodzono 70-lecie mówienia na ty. Tylko do króla mówi się Wy, czyli Ni.


S.C.: Nie możemy zdradzić, gdzie pracujesz, ale powiedziałaś, że jesteś urzędniczką. Jak wygląda sytuacja, kiedy Polak szuka pracy w Szwecji? Czego musi się spodziewać? Jakie są warunki pracy i płacy? 

E.W.: Nie bardzo wiem, jak wygląda dzisiaj sytuacja, gdy Polak szuka pracy w Szwecji, gdyż nie mam – niestety – kontaktu z Polakami. Z tego co czytam na forach, Polacy przyjeżdżają tu bez znajomości języka, więc na początek jest to praca fizyczna, najczęściej na budowie lub sprzątanie. NA początek nie są to wygórowane stawki, coś około 100 – 120 koron przed podatkiem, podatek około 30-32%. Warunki pracy są z pewnością lepsze niż w Polsce. Związki zawodowe są tu silne i mają dużo do powiedzenia. Niestety, wielu Polaków się do nich nie zapisuje i później mają problem, zwłaszcza z polskimi pracodawcami. Zawsze namawiam na jak najszybszą naukę języka, ponieważ to daje możliwość zapoznania się z warunkami pracy, negocjowania stawki z pracodawcą i – oczywiście – poznania wszystkich praw i obowiązków zarówno pracodawcy, jak i pracownika. 

S.C.: Czy są takie same dla obu płci? 

E.W.: Szwecja bardzo prężnie walczy o to, aby zarobki dla obu płci były jednakowe i raczej różnic się już nie widzi. Częstym widokiem jest kobieta z młotem pneumatycznym, prowadząca autobus, ciężarówkę, kładąca asfalt. 

S.C.: Ile wynosi przeciętne wynagrodzenie obywatela szwedzkiego i tego żyjącego na emigracji?

E.W.: Przeciętne wynagrodzenie zależy od wykonywanej pracy, doświadczenia i wykształcenia. Ja pracuję w urzędzie państwowym jako pracownik odpowiedzialny za personel i ekonomię na jednym z oddziałów i zarabiam dzisiaj 29 000 kr. Szef oddziału w państwówce ma od 45-65 tys. koron, asystent 22-27 tys. kr. Nie ma tu ani 13. czy 14. pensji, ani premii, jest za to podwyżka co roku, tu mam na myśli pensję podstawową. Podwyżki negocjują związki zawodowe i są one przyznawane za zaangażowanie i wykonywanie pracy. W prywatnych firmach pracownicy otrzymują bonusy lub prowizję. Można być chorym bez zwolnienia lekarskiego do 7 dni, na ósmy trzeba dopiero dostarczyć zwolnienie. Nie jest to wykorzystywane nagminnie, gdyż pierwszy dzień jest bezpłatny, a na drugi i resztę dostaje się 80% wynagrodzenia. Na opiekę nad chorym dzieckiem może iść również babcia, jeżeli rodzice nie mogą. 

S.C.: W jaki sposób zawiera się tutaj umowy o pracę? Jakie pracownik czy pracodawca ma warunki, prawa i obowiązki? Co z okresem wypowiedzenia? 

E.W.: Warunki współpracy są różne w zależności od firmy. Pracodawcy maja swoje własne przepisy, które osoba podejmująca prace akceptuje. Ja mam na przykład ustalone super warunki, ponieważ pracuję na  państwowej posadzie. Normalnie pracownicy mają 25 dni urlopu, ale w państwówce jest to uzależnione od wieku i np. po 40. roku życia nabywa się prawa do 35 dni urlopu.
Okres wypowiedzenia jest regulowany przepisami. Jeżeli pracodawca podpisuje umowę zbiorową, w której pracodawca ma podpisana z pracownikiem umowę o warunkach pracy, zwolnień, urlopu, podwyżek, itp. Wtedy mogą te przepisy być inne. Ważne jest, aby przy zatrudnieniu dokładnie przeczytać umowę. Jeżeli osoba nie przepracowała więcej niż 2 lata to okres wypowiedzenia trwa 1 miesiąc, a gdy są przepracowane 2-4 lat, obowiązuje dwa miesiące wypowiedzenia, etc. 

S.C.: Polacy są uznawani za fachowców i sumiennych, solidnych pracowników. Czy u Szwedów jest tak samo? Lubią pracować? 

E.W.: Tak, Szwedzi lubią pracować. Absolutnie nie uważają tego za przykry obowiązek. Darmowe studia i różne udogodnienia w wyksztalceniu (pożyczka bardzo nisko oprocentowana na studia, nauka zaoczna przez internet, ogromny wybór kursów) powodują, że każdy może wybrać zawód lub też go zmienić czy podjąć pracę jaką lubi.

S.C.: A jak wygląda sytuacja z emeryturą? 

E.W.: Wiek emerytalny jest taki sam dla kobiet i dla mężczyzn 65 lat. Można pójść wcześniej na emeryturę, czyli w wieku 61 lat, ale wtedy emerytura będzie niższa. Jeśli chodzi o Polaków, którzy przyjechali do Szwecji jako dorośli ludzie, to sytuacja nie wygląda zbyt różowo, ponieważ – aby dostać pełną emeryturę, trzeba tu pracować 40 lat. Np. skoro ja w wieku 65 lat będę miała przepracowanych 25 lat, to mam wypracowaną emeryturę za 25 lat pracy i pomniejszoną o brakujące 15 lat. Jeżeli dostanę też emeryturę z Polski za przepracowane lata w Polsce, to moja szwedzka emerytura będzie jeszcze pomniejszona o sumę emerytury z Polski. Emerytura nie będzie wtedy wysoka i jeżeli osoba spełnia warunki, to dostanie dofinansowanie do mieszkania tak, aby na życie zostało około 5 000 kr.


S.C.: Mówi się, że Szwedzi nie są tak otwarci jak np. my. Jak traktują Cię w pracy i w codziennych kontaktach towarzyskich rodowici Szwedzi? 

E.W.: Tak, Szwedzi nie są tak otwarci jak my i za to ich cenię. Zasymilowałam się bardzo dobrze, gdyż – przede – wszystkim przyjęłam za dobrą monetę ich kulturę i mentalność. Pamiętam, jak po ukończeniu szkoły dostałam pracę w urzędzie, w którym pracuję do dzisiaj. Zaczynałam na oddziale, który przypomina dużą kancelarię adwokacką i procesuje się w sądzie, kiedy klienci podają nasz urząd do sądu z powodu odmowy świadczeń. Na oddziale pracowało około 40 prawników i 8 asystentów, którzy przygotowywali akta do spraw jak również zajmowali się całą administracją. Przyjęto mnie ciepło i serdecznie. Po szkole znałam gramatykę szwedzką i podstawy, ale słownictwo było nadal dosyć ubogie i wymowa niepoprawna. Na samym początku poprosiłam, aby mnie zawsze poprawiali kiedy powiem coś źle. Było to dla nich lekkim szokiem, ponieważ poprawność to jedna z ich cech, ale dotrzymali słowa i często śmiali się z mojej wymowy poprawiając mnie.  Zawsze śmiałam się z nimi. Któregoś razu koleżanka spóźniła się do pracy i na przerwie na kawę opowiadała, że ukradli jej rower i nie zdążyła dojechać na autobus. Następnie powiedziała, ze sąsiad widział jak bus na polskich numerach rejestracyjnych podjechał i wrzucił jej rower na pakę. Po czym spojrzała na mnie i powiedziała: ”przepraszam”. Na co ja odpowiedziałam: ”za co mnie przepraszasz – za to, że moi rodacy ukradli ci rower? Cholerni polscy złodzieje”. Od tego dnia jeszcze bardziej mnie polubili opowiadając potem, że wielu obcokrajowców broni swoich rodaków bez względu na to, jakie przestępstwo popełnili. Ja nie widzę żadnej różnicy w traktowaniu mnie lub innych pracowników zza granicy. Przyjaźnię się prywatnie ze Szwedami i – od kiedy przyjęli mnie do grona przyjaciół – są otwarci i możemy rozmawiać na wszystkie tematy. Duża część z nich ma świetne poczucie humoru, więc zaśmiewamy się czasami aż do łez.
Na początku mojej pracy miałam zadzwonić do sądu i zamówić akta klienta. Dzwonię i mówię, że chcę zamówić akta i chciałam zapytać rozmówczynię, czy podać jej numer akt i tu zaczyna się zabawna sytuacja. Zamiast powiedzieć: „diarienummer” (‘numer akt’) powiedziałam: „diarrenummer” („diarre” to ‘rozwolnienie’). Moja rozmówczyni płakała ze śmiechu, ja również i wszyscy siedzący dookoła mnie też (musisz wiedzieć, że pracujemy na otwartej powierzchni). Atmosfera w pracy jest świetna. Nie ma „wyścigu szczurów”. Nikt pod nikim dołków nie kopie, nie donosi. Pracodawca przywiązuje dużą wagę do tego, aby atmosfera była dobra. Jeżeli jest jakiś konflikt, to albo pracodawca albo negocjator stara się ten konflikt rozwiązać. Mamy też wiele szkoleń z psychologami i negocjatorami, jak traktować osobę konfliktową, jak traktować konfliktowego klienta, jak zachowywać się profesjonalnie w pracy. Kiedyś nawet mi jeden z kolegów powiedział, że mówię jak „typowy Svensson”, co dla mnie było komplementem, gdyż oznacza, że zintegrowałam się z nimi bardzo dobrze. Niejednokrotnie zostałam nazwana przez Polaków anty-polka tylko dlatego, że postawiłam na moją integrację. 

S.C.: Jak więc udało Ci się zasymilować z tamtejszą społecznością?

E.W.: Aby czuć się tu dobrze, postanowiłam szybko nauczyć się języka, czytać gazety, oglądać wiadomości, interesować się tym, co dzieje się w kraju, w którym mieszkam. Przyjechałam tu mając 30 lat i widziałam, jak inni obcokrajowcy żyją zawieszeni między Szwecją a swoim krajem. Pracują tu i żyją na minimum tęskniąc za swoim krajem i licząc miesiące do urlopu i oszczędzając pieniądze. Nie takiego życia chciałam i postanowiłam, że najlepszym wyborem będzie się odciąć od ojczyzny – nie całkowicie, ale skoro wybrałam ten kraj do życia, to muszę żyć tu i teraz oraz wiedzieć, co się tu dzieje, jaka jest polityka, zbudować tu moje życie od nowa. Po 18 latach myślę, że to był bardzo trafny wybór, ponieważ czuję się tu świetnie i tu jest moja nowa ojczyzna. Część moich rodaków wypowiada się negatywnie na temat Szwecji i Szwedów. Dla nich wszystko co polskie jest najlepsze. Tylko polski lekarz jest dobry, polski dentysta, polskie tradycje, etc. Czasami mam wrażenie, że są tu za karę. Ja wzięłam, co najlepsze z polskiej kultury, szwedzkiej i paru innych kultur i żyje  mi się dobrze. 

S.C.: Czyli co np. zapożyczyłaś do swojego życia z Polski i innych tradycji? 

E.W.: Od Szwedów nauczyłam się spokoju i cierpliwości, ale też pozytywnego patrzenie na świat oraz traktowania wszystkich jednakowo – zarówno sprzątaczkę, jak i szefa, jasnego i ciemnego, etc. Podczas Wigilii tak jak Szwedzi jem mięso. Od serbskich i chorwackich przyjaciół nauczyłam się piec baklawę, pite i burek. Nauczyłam się też serbskich tańców. Koledzy z różnych krajów często przynoszą do pracy tradycyjne jedzenie czy ciasta na spróbowanie. Dostałam bardzo wiele różnych międzynarodowych przepisów, z których korzystam w swojej kuchni.

S.C.: Skoro wspominasz o świętach, to muszę zapytać, czy Szwedzi są religijni? 

E.W.: Niestety, Szwedzi nie są religijni. Tutaj są głownie protestanci. Prawo gwarantuje wolność wypowiedzi na temat religii i wiarę, w co się chce.

S.C.: Dużo rozmawiamy o kulturze, pracy, tradycji, ale nie wspomniałaś o rodzinie za wyjątkiem rozwodu. Jak się żyje matce w Szwecji? Czy w Szwecji funkcjonuje polityka prorodzinna? Chodzi mi o opiekę okołoporodową, urlop macierzyński czy tacierzyński, sytuację w pracy, socjal.

E.W.: Jak najbardziej, Szwecja jest jednym z krajów, gdzie opieka prorodzinna jest bardzo wysoko rozwinięta. Przy narodzinach dziecka lub adopcji przysługuje obojgu rodzicom 10 dni wolnego, następnie do 18. miesiąca życia przysługuje rodzicom urlop macierzyński, który mogą podzielić jak chcą, z tym, że 2 miesiące minimum musi wykorzystać ojciec. Urlop macierzyński płatny to 480 dni, które można wykorzystać aż do 12. roku życia dziecka. Pracodawca nie może odmówić pracownikowi urlopu macierzyńskiego. Opieka nad chorym dzieckiem jest możliwa do 12. roku życia dziecka, a w niektórych wypadkach nawet dłużej. Pierwsze 7 dni opieki jest bez zwolnienia lekarskiego, na 8 dzień trzeba zwolnienie dostarczyć nie do pracodawcy, ale do Försäkringskassan, czyli odpowiednik polskiego ZUS. Każdy rodzic dostaje tu rodzinne 1250 kr na dziecko bez względu na zarobki. Jeżeli rodzice są rozwiedzeni i dziecko mieszka tydzień u ojca i tydzień u matki, każde dostaje po połowie. Zasiłek jest do 16. roku życia dziecka, a od 16 roku jest to zasiłek na naukę w tej samej kwocie, ale wypłacany już tylko w czasie szkoły, za okres wakacyjny nie jest wypłacany. Wypłaca się go aż do ukończenia przez dziecko liceum lub do 20. roku życia dziecka. Od 18. roku dziecko dostaje ten zasiłek na swoje konto. Jeżeli wagaruje i opuszcza więcej niż 20% lekcji, szkoła powiadamia instytucję wypłacającą i zasiłek zostaje wstrzymany. Jeżeli rodzice mają niskie dochody, mają prawo ubiegać się o zasiłek mieszkaniowy.

S.C.: A jak wychowuje się dzieci w Szwecji? 

E.W.:
Szwedzkie dzieci są wychowywane inaczej, ale oczywiście, nie wszystkie. Dzieci pracują latem jeden miesiąc często już od 13-14 roku życia i zarabiają swoje pieniądze. Są wychowywane w poczuciu wartości pieniądza. Sama załatwiłam synowi pracę w Burger King, gdy miał 15 lat. Później pracował tam 3 lata w weekendy i na wakacje. Nawet jeżeli dzieci jeszcze mieszkają z rodzicami a już pracują, muszą się często dokładać do czynszu. Nie chodzi tu o skąpstwo Szwedów, ale o wychowanie dzieci tak, żeby umiały sobie poradzić w przyszłości. 
Ogólnie wychowanie jest troche surowsze. W Polsce często pomaga się dzieciom ile się da, nawet już dorosłym dzieciom. Rodzice tu nie pomagają zbyt dużo swoim dorosłym dzieciom. Uważają, że one same powinny się dorobić, aby docenić. Dzieci nie wolno tu bić.


S.C.: Dobrze, że o mieszkaniach mówisz, ponieważ chciałabym się też dowiedzieć jak wygląda polityka kredytowa oraz mieszkalna w Szwecji? Czy Szwedzi i obcokrajowcy maja w zwyczaju wynajmować czy jednak kupować na kredyt swoje nowe lokum? Opowiedz coś o tym moim czytelnikom.

E.W.: Mają w zwyczaju, ale nie wszyscy. Część obcokrajowców planuje wrócić do ojczyzny, kiedy przejdą na emeryturę. Inna część nie spełnia warunków, aby móc kupić na kredyt. A część kupuje na kredyt, gdyż to dobra inwestycja. Np. w roku 2000 roku mieszkanie 3-pokojowe o metrażu, np. ok. 90 m2 w Malmö można było kupić za 40-70 tys. koron. Dzisiaj te mieszkania kosztują około lub ponad milion koron. Musisz też wiedzieć, że lokale mieszkalne są tu budowane zupełnie inaczej, czyli kuchnie są zazwyczaj duże. Takie mieszkanie ma często też osobną garderobę.

S.C.: Mówi się, że obecnie w Szwecji jest więcej imigrantów niż Szwedów z urodzenia. Prawda to? 

E.W.: (Śmiech) Pewnie dostałaś taką informację od jakiegoś Polaka, który nie zna szwedzkiego i nie umie przeczytać gazety ani statystyk lub jest rasistą czy też mieszka w Malmö, gdzie rzeczywiście 44% to obcokrajowcy. Trzeba jednak brać pod uwagę, że mieszka tu wielu Duńczyków, którzy dojeżdżają do pracy do Danii. To jest fizycznie niemożliwe, aby było więcej imigrantów niż rdzennych Szwedów. Popatrzmy na statystyki z końca 2015 roku: 
  • mieszkających w Szwecji 9 851 017 osób
  • urodzonych za granicą 1 676 264 = czyli 17%
  • urodzonych w Szwecji, gdzie oboje rodzice to również urodzeni w Szwecji 6 939 156 = 70,5%
  • urodzonych w Szwecji mających jednego z rodziców urodzonego w Szwecji a drugiego za granicą 724 841 = 7,5%
  • urodzonych w Szwecji mających oboje rodziców urodzonych zagranicą  = 5%.
Jak widać, 70,5% to rdzenni Szwedzi, więc nie ma obawy, że obcokrajowców jest więcej. 

S.C.: Jak wobec tego wygląda polityka migracyjna i co z tolerancją wobec innych nacji? 

E.W.: Polityka migracyjna zmienia się cały czas. Myślę, że Szwedzi nadal mają wyrzuty sumienia co do postępowania ich przodków w czasie II wojny światowej i nie rozumieją, że nie mogą dzisiaj odpowiadać za błędy swoich przodków. Poza tym, Szwedzi to empatyczny naród, który uważa, że skoro oni mają dobrze, to mogą się tym dobrobytem podzielić. Oceniają innych według siebie samych i ciężko im zrozumieć, że ludzie mogą oszukiwać. Większość Szwedów nie potrafi kombinować i oszukiwać, ponieważ nigdy nie musieli tego robić. Mimo że przed wojną była tu straszna bieda, zawsze byli narodem uczciwym. Szwedzi nie mają problemu z tolerowaniem innych nacji. Nie oceniają ludzi po kolorze skóry lub kraju pochodzenia. Oceniają bardziej pod względem osobowym. Jeżeli dana osoba pracuje, utrzymuje się, płaci podatki, asymiluje się to nie mają nic przeciw takiej osobie bez względu na pochodzenie.
Polityka migracyjna wobec migrantów z krajów europejskich jest bardzo dobra. Każdy może tu przyjechać i podjąć pracę.
Polityka wobec uchodźców zmienia się zależnie od sytuacji politycznej w kraju, z którego uchodźca przybywa. W 2012 zdecydowano, że wszyscy Syryjczycy będą od razu dostawać pobyt stały. Niestety, przeliczono się, bo wielu przybyło tutaj na fałszywych syryjskich paszportach. Urząd migracyjny ma swoich ekspertów językowych i każdy jest poddany rozmowie, z której eksperci wyłapują dialekty i mogą powiedzieć, z jakiego rejonu Azji lub Afryki jest ta osoba. Mają również ekspertów od paszportów, więc kontrola jest. Kontrolę stracono kiedy w 2015 masowo przybyło do Szwecji 180 000 uchodźców. Były tygodnie, że przybywało po 10 000 osób tygodniowo.
20% to prawdziwi uchodźcy wojenni, przerażeni i wdzięczni za wszystko, 80% to uchodźcy ekonomiczni, którzy wykorzystali szansę na poprawienie sobie bytu. Jednak z tych 180 000 osób około 40% dostało odmowę statusu uchodźcy i musi wrócić do swoich krajów. W grudniu 2015 rząd podjął decyzję o kontroli na granicach państwa, która to trwa do dzisiaj. Wpuszczane są tylko osoby posiadające ważny dokument tożsamości. Dzisiaj przyjmowanych jest około 160 osób miesięcznie. Jest cała dobrze zbudowana siatka przemytników ludzi, którzy to kazali uchodźcom wyrzucać wszystkie dokumenty. Ponieważ Szwecja nie robiła prześwietlenia ręki ani szczęki, aby określić wiek, przemytnicy kierowali młodych już dorosłych mężczyzn do Szwecji, gdzie podawali się za niepełnoletnich, a dzieci przemycano do Danii, Norwegii i Finlandii. W związku z tak dużym napływem samotnie przybyłych ”dzieci” Szwecja wprowadziła rentgen ręki, aby określić faktyczny wiek uchodźców. 

S.C.: Czy faktycznie imigranci w Szwecji żyją jak w raju? Jaki jest ich status, sytuacja ekonomiczna i socjalna? 

E.W.: Następny mit powtarzany przez Polaków. Skoro dla nich rajem jest życie na minimum i bycie niepełnoprawnym obywatelem to raj – to życzę im, aby pożyli w takim raju. Uchodźcy przybywający tu czekają na decyzję biura migracyjnego około 1,5 do 2 lat. W tym czasie otrzymują 71 koron dziennie na dorosłą osobę samotną, 61 kr dziennie na dorosłą osobę w związku z innym uchodźcą. 37 kr dziennie dla dziecka do 3. roku życia, 43 kr dziennie dla dziecka między 4. a 10. rokiem życia i 50 kr dziennie dla dziecka między 11. a 17. rokiem życia a przy trzecim dziecku 25 kr dziennie. Te stawki są dla uchodźców mieszkających bez wyżywienia. Natomiast uchodźcy mieszkający w ośrodkach dla uchodźców z wyżywieniem to 24 kr dziennie dla dorosłej samotnej osoby, 19 kr dziennie dla dorosłej osoby w związku, 12 kr dziennie dla dziecka do 17. roku życia, przy trzecim dziecku 6 kr dziennie. Biorąc pod uwagę ceny żywności w Szwecji, gdzie chleb kosztuje 15-45 kr, margaryna 20 kr, 1 kg wołowiny 50 kr wzwyż, 1 kg jabłek 15 kr wzwyż, etc., to rajem tego nazwać się nie da. To jest życie na granicy ubóstwa. Po otrzymaniu pobytu dostają etableringsersättning, czyli tak zwany zasiłek podczas szukania pracy w wysokości 231 kr dziennie, a kiedy plan na poszukiwanie pracy jest gotowy wspólnie z biurem pośrednictwa pracy jest to 308 koron dziennie. Proszę sobie teraz to pomnożyć przez średnio 20-22 dni robocze i suma nie wyjdzie wysoka biorąc pod uwagę ceny żywności i czynsze. Posiadający dzieci dostaną również zasiłek na dzieci i dodatek do mieszkania. Zasiłek ten jest zabierany, jeżeli osoba odmówi pracy. Nie jest to raj, a pieniądze na przeżycie. Często ci ludzie mieszkają w małych mieszkaniach, gdzie gnieżdżą się z wieloma dziećmi. I tu wytłumaczenie, dlaczego niektóre narody mają tak wiele dzieci. Otóż u nich nie istnieje system emerytalny, więc jedynym zabezpieczeniem na starość są dzieci, które w ich kulturze muszą się zaopiekować rodzicami. Dzisiaj można spotkać w prawie każdej aptece aptekarzy pochodzenia arabskiego lub perskiego. Jest też dużo lekarzy. Ludzie wykształceni idą na przyśpieszone kursy nauki języka i kontynuują pracę w swoim zawodzie w Szwecji. 

S.C.: Jaka jest Szwecja z punktu widzenia Polki mieszkającej w tym kraju od wielu lat? 

E.W.: Szwecja jest moją drugą ojczyzną. Kocham ten kraj. Bardzo dobrze mi się tu żyje. Czuję, że jestem u siebie. Zycie jest spokojniejsze, bez stresu, z poczuciem bezpieczeństwa. 

S.C.: Co ze statutem prawnym takich osób jak Ty, czyli obywatelstwem? 

E.W.: Mój status prawny jest taki sam jak każdego Szweda. Posiadam obywatelstwo szwedzkie i polskie. Jestem pełnoprawnym obywatelem płacącym podatki, uprawnionym do głosowania.


S.C.: Ostatnio miałam okazję przeczytać pewną książkę i rozmawiać z autorem, który przyjechał do Szwecji z powodów zarobkowych. Jest w tej publikacji stwierdzenie, że Szwedzi zaakceptują osoby niepełnosprawne, ale z ciemnoskórymi już jest problem. Też tak uważasz? Jakie są Twoje doświadczenia w temacie?

E.W.: Autor tej książki najwidoczniej nigdy tak naprawdę nie zaprzyjaźnił się z żadnym Szwedem. Z jego wypowiedzi wynika, że przebywał w Szwecji około 5-6 lat, czyli zbyt krótko, aby nauczyć się dobrze języka i móc porozumiewać się i poznać bliżej Szwedów. Nie wiem, jaka była jego praca tutaj oraz gdzie pracował i czy miał możliwość tak naprawdę poznać kulturę i Szwedów. Powiem tak.
Po pierwsze Szwedzi nie muszą akceptować osób niepełnosprawnych, gdyż ich się nie akceptuje. Oni po prostu są takimi samymi ludźmi jak wszyscy inni. Wysoko rozwinięta opieka nad niepełnosprawnymi jak również możliwość podejmowania pracy przez nich czyni ich pełnoprawnymi obywatelami. Sama mam w pracy osoby o różnym stopniu niepełnosprawności i nie widzę żadnej różnicy. Jego wypowiedź jest typową wypowiedzią Polaka z uprzedzeniami. Jak w ogóle można porównać osobę niepełnosprawną z osobami o innej karnacji i dlaczego robić takie porównania, czemu maja one służyć?
Szwedzi akceptują też osoby o innej karnacji bez problemu. Znam wielu Szwedów i Szwedek, którzy związali się z osobami o innej karnacji, maja dzieci i fajnie sobie żyją. Być może starsi ludzie mają większe opory w zaakceptowaniu, ale młodsze pokolenia już nie. Chodzili razem do szkoły z obcokrajowcami, studiowali z nimi i pracują z nimi. Biorąc również pod uwagę ile jest adoptowanych dzieci z ciemną karnacją przez Szwedów, wypowiedź autora jest nieprawdziwa.
Tu nadmienię, że adopcja taka kosztuje około 100 000 koron. Pamiętam kiedy moja córka była mała – mieszkaliśmy wtedy jeszcze w Polsce, a było to na początku lat 90. – ona i jeszcze parę dzieci biegło za chłopcem mulatem i krzyczeli murzyn. Zawołałam moją córkę i wytłumaczyłam jej, że tak nie wolno. Mój syn ma tu w Szwecji kolegów różnych nacji. Kiedy był mały, często całą zgrają przychodzili do nas do domu. Zawsze miałam w zamrażarce parówki wołowe dla chłopców pochodzenia arabskiego. Dzisiaj paczka przyjaciół mojego syna składa się z różnych narodowości również Szwedów.
Autor książki szerzy własne uprzedzenia, które nijak się maja do rzeczywistości w Szwecji. Również wypowiedź autora książki, że w Szwecji nie należy się głośno śmiać powaliła mnie z nóg. Gorszej bzdury nigdy nie słyszałam. Mogę się tylko domyślać, skąd autor wziął takie stwierdzenie. Prawdopodobnie rozmawiał z Polakami po polsku i z czegoś się głośno śmiali i Szwedzi siedzący z nimi lub niedaleko nich patrzyli zdziwieni lub też coś w tym guście.
Z moich wieloletnich obserwacji wyciągnęłam wniosek, że najwięcej negatywnych opinii o Szwedach wychodzi od Polaków, którzy nie przyjaźnią się i nie znają Szwedów. Zapewniam, ze Szwedzi śmieją się głośno i wielu z nich ma super poczucie humoru. Poza tym, to Polacy w Polsce mają problem z zaakceptowaniem osób niepełnosprawnych i osób o ciemnej karnacji…

S.C.: Wspomniałaś, że osoby niepełnosprawne pracują tak jak wszyscy, a jak jest z socjalem i ich szczególnymi potrzebami, np. lekami, rehabilitacją, edukacją czy aktywizacją zawodową?

E.W.: Osoby niepełnosprawne, które nie mogą pracować ze względu na stan zdrowia mają przyznaną rentę. Jeżeli renta jest niska, można się starać o dofinansowanie do mieszkania. Leki, podobnie jak rehabilitacja, są na takich samych zasadach jak i da zdrowych osób. Można się też ubiegać o dofinansowanie do ich zakupu, jeżeli osoba ma bardzo niską rentę i nie stać jej. Jeśli chodzi o zatrudnienie, są też różne firmy, które zatrudniają, np. tylko niepełnosprawnych. Osoby te wykonują prace adekwatne do ich stanu zdrowia.

S.C.: A co z muzułmanami i szariatem, który według mediów opanował już dużą część Szwecji? Czy jest kłopot z radykalnym islamem w tym kraju, np. groźby zamachów, aresztowania i inne przestępstwa? Podobno są olbrzymie problemy z nimi, a rząd i policja zamiata sprawę pod dywan…

E.W.: Szariat opanował dużą część Szwecji (śmiech) – i znów bełkot jakiegoś polskiego rasisty. Nie, islam nie opanował dużej część Szwecji. Groźb zamachów jest tyle, że można policzyć na palcach jednej ręki. Aresztowania i inne przestępstwa…. Powiem tak: jeśli chodzi o strzelaniny w Szwecji – jest to sprawa nie uchodźców przybyłych 2, 5 czy 10 lat temu. Za tym stoją porachunki gangów, których członkami jest drugie pokolenie przyjezdnych z dawnej Jugosławii. Walka miedzy M-Falangen i F-Falangen. F-Falangen to pokolenie ludzi urodzonych w latach 60. i 70. i przybyłych tu podczas wojny w Jugosławii. Zadowalali się okradaniem sklepów w całej Skandynawii, jednak niektórym z ich dzieci, które weszły do gangu nie odpowiadały już drobne kradzieże i poszli dalej, czyli w narkotyki. I tu zaczyna się wojna o terytorium… Więc to nie są uchodźcy z krajów arabskich i Afryki.
Problem jest z uchodźcami, którzy dostali odmowę azylu i decyzję o deportacji. Oni się pochowali, zeszli do podziemia, a żyć za coś trzeba. Problemem jest również ogromna różnica kulturowa. I właśnie tu się Szwedzi przeliczyli. Uchodźcy, którzy przybyli tu z różnych krajów, gdzie panuje różna kultura, np. Afganistan, w którym nie zobaczy się kobiety samej, na dodatek są tam one zakryte i nagle ci Afgańczycy przybywają tutaj i widzą kobiety w bluzkach na ramiączkach, krótkich spódnicach… Dla nich Szwecja to raj. I tu daje o sobie znać kultura i mentalność. Skoro kładziono im do głów, że kobiety odkrywające ciało to ladacznice, to jakie będzie ich podejście po przyjeździe tutaj? I właśnie w tym miejscu przegapiono, że najpierw trzeba ich nauczyć naszej kultury, wytłumaczyć naszą mentalność. Teraz jest to naprawiane. Ludzie pochodzenia arabskiego, którzy mieszkają tu długo prowadzą spotkania i tłumaczą zwyczaje europejskie i jak należy się zachowywać. Na początku policja rzeczywiście ukrywała wiele rzeczy, ale i to się zmienia. Nie da się na dłuższą metę ukrywać takich rzeczy. Problemy nie są olbrzymie, ale są jak i w każdym kraju. Niektórzy z moich znajomych mieszkających w Polsce myślą, że ja czołgiem do pracy jeżdżę, że barykaduję się w domu uzbrojona po zęby… Nic bardziej mylnego. Żyję normalnie, chodzę gdzie chcę, wieczorami na spacery z psem. Nie boję się, gdyż to są porachunki między gangami, a ja w gangu żadnym nie jestem.
W Polsce też była mafia pruszkowska, mafia rosyjska i też nie ginęli zwykli ludzie, tylko ci co byli zamieszani w te mafie. Są tutaj dzielnice, gdzie większość to uchodźcy. W Malmö mamy jedną, Rosengård, jednak to duża przesada mówić o tym, że tam panuje szariat. Mam paru znajomych, którzy pokupowali tam mieszkania i tam mieszkają i nie mają większego problemu. Prawdą jest, że większość ludzi tam żyje w enklawach, nie asymilują się, nie chcą uczyć się języka. Ale to samo robi część Polaków, też żyją w enklawach, pracują i przyjaźnią się tylko z Polakami, nie uczą się języka, oglądają tylko polska tv i czytają polskie media, część nie pracuje i siedzi na socjalu. W każdej nacji znajdą się czarne owce.


S.C.: Jak wygląda polityka socjalna wobec nich? Są na utrzymaniu państwa z tego co wiem, ale pewnie muszą spełnić jakieś warunki i jednak się aktywizować?  

E.W.: Skoro państwo zdecydowało się przyjąć uchodźców, to właściwym jest, że musi ich utrzymać dopóki nie znajdą pracy. Proszę teraz pomyśleć, co by się działo, gdyby państwo ich nie utrzymywało – sodoma i gomora. Aby otrzymać socjal, trzeba spełnić pewne warunki. Nikt nie dostanie socjalu przez całe życie nic nie robiąc. Jak już wspomniałam wcześniej, dostają zasiłki dla bezrobotnych.  

S.C.: Jaki jest przekaz medialny w tym temacie? Jaką politykę przekazują media obywatelom Szwecji?

E.W.: Przekaz medialny jest różny, w zależności od tego jakie media czytamy. Są media prawicowe, które piszą o wszystkim, ale są też media, które nie piszą wszystkiego. Ostatnie wybory 9 września pokazały, że coraz więcej ludzi ma jednak dosyć rządów lewicy i bardzo wielu głosowało na prawicę, która chce zmienić wiele spraw. Jimmie Åkesson – lider prawicowej partii Sverigedemokrater powiedział, że przyznanie obywatelstwa szwedzkiego powinno być przywilejem i powinna być wymagana znajomość języka i historii Szwecji. I tu się z nim zgadzam, ponieważ dostając obywatelstwo, nabieramy prawa wyborczego, więc jak osoba, która nie zna języka może głosować, skoro nie wie na jaką partię. To uderzy też w wielu Polaków, którzy żyją tu wiele lat nie znając języka. Muszę dodać, że największą grupą z krajów europejskich otrzymujących w tej chwili obywatelstwo są Polacy. Błędem szwedzkiego rządu było informowanie uchodźców o ich przywilejach, milcząc jednocześnie o ich obowiązkach. 

S.C.: W pełni się z tym zgadzam. Skoro wspomniałaś o polityce, to według mojej wiedzy – mogę się też mylić, więc mnie popraw – wielu wróży upadek Szwecji. Czy naprawdę jest aż tak źle? 

E.W.: Którzy politycy wróżą upadek Szwecji? – polscy politycy, bo szwedzcy tego nie robią, gdyż wiedzą, że to jest bzdura. Szwecja ma się dobrze i upadek jej nie grozi. Polscy politycy widocznie tego nie wiedzą, że migracja napędza koniunkturę. Popatrzmy na Polskę, gdzie liczba osób z Ukrainy dochodzi już do dwóch milionów. Jednak z powodu bardzo skomplikowanego i w zasadzie nie do przejścia systemu otrzymania statusu uchodźcy, Ukraińcy składają wnioski o pozwolenie na pracę. Gdyby nie oni to kto by wykonywał prace fizyczne w Polsce? Sama byłam świadkiem, będąc w Polsce parę lat temu, że budowy stały niedokończone, ponieważ nie miał kto na tych budowach pracować. Nie taki diabeł straszny, jak go malują. 

S.C.: Jesteś też mamą, więc muszę spytać o edukację. Jak wygląda tamtejszy system edukacji na etapie przedszkolnym, wczesnoszkolnym i późniejszym? W pewnych źródeł wiem, że ceni się tam kolektyw a nie indywidualne zdolności dziecka. Też to zauważyłaś? Czy znów moja wiedza jest niekompletna? Co z chęcią przeniosłabyś do Polskiej szkoły?

E.W.: Dzieci chodzą tu do przedszkoli, gdzie grupy są mieszane. Żłobków nie ma, więc małe dzieci chodzą z dużymi dziećmi do tych samych grup. Edukacja jest tu nastawiona na naukę poprzez zabawę – odnosi się to do podstawówki. Mój syn przeszedł tu przez całą podstawówkę i liceum i część studiów. Szwecja jest chyba jedynym krajem, gdzie dzieci chętnie chodzą do szkoły. Absolutnie się nie zgadzam, że nie ceni się indywidualnych zdolności ucznia. To właśnie nauczycielka mojego syna zauważyła, że ma on zdolności językowe i kładła nacisk na języki u niego. Tu podchodzi się indywidualnie do ucznia, patrzy się na to, czy nadąża za zdolniejszymi czy też nie. Nie ma konkurencji między uczniami i „wyścigu szczurów” jak w polskich szkołach. Czy uważasz, że zmuszanie dzieci do pamiętania ogromnej ilości dat z historii lub też wymagania wiedzy o kopalniach w innych krajach, etc. to stawianie na indywidualność? Miałam dobre porównanie, bo mojej koleżanki mieszkającej w Polsce syn jest o rok starszy od mojego. Podczas gdy mój syn miał czas wolny po szkole i nie był obciążony wieloma zadaniami domowymi, koleżanki syn nie miał na nic czasu, ponieważ wiecznie się uczył. Czy mój syn będzie głupszy tylko dlatego, że nie będzie wiedział, w którym roku była bitwa pod Grunwaldem. A na co komu ta wiedza? Ja dzisiaj pamiętam ze szkoły tylko 4 daty: bitwy pod Grunwaldem, chrztu Polski, wybuchu I i II wojny światowej. Niewiele mi zostało z wiedzy, której ode mnie wymagano. Na geografii dzieci uczą się krajów Europy, Azji i Ameryki, Afryka nie jest już tak istotna. Uczą się ogólnie o wojnach, ale nie muszą pamiętać dat. Nie mają ogromnej masy lektur obowiązkowych. Czytają książki na lekcjach w szkole. Tu uczy się praktycznych rzeczy. Kładzie się nacisk na pracę w grupie, bo to jest ważne w przyszłym życiu. Kiedy człowiek idzie do pracy, musi umieć współpracować z innymi pracownikami i tego powinno się zacząć uczyć też w Polsce. Jednak w Polsce uczy się już w szkole podstawowej lizusostwa i donoszenia.
Szwedzkie dzieci nie ściągają, ponieważ za ściąganie można dostać wilczy bilet i jest to im wbijane do głowy, że ściągać nie można, gdyż to nieuczciwe. Uczniowie tu nie powtarzają klasy, jeżeli nie dali rady zaliczyć jakiegoś przedmiotu. Przechodzą dalej, a przedmiot zaliczają w ciągu następnego roku szkolnego. Wywiadówki też wyglądają zupełnie inaczej. Na wywiadówkę rodzice są wołani osobno. Nie ma zebrań klasowych. Rodzic przychodzi z dzieckiem i nauczyciel mówi przy dziecku, z czego jest dobre i co musi poprawić. Na koniec wywiadówki dziecko podpisuje oświadczenie, w którym jest napisane, z czego musi się poprawić. Kiedy dziecko kończy 18 lat samo chodzi na swoje wywiadówki. Jest już osobą dorosłą i tak jest traktowane. Książki i przybory do szkoły dziecko dostaje w szkole za darmo, lunch też je za darmo w szkole. Jedyne co rodzic musi kupić, to strój do gimnastyki. Dzieci nie noszą ciężkich tornistrów, gdyż wszystko zostawiają w szafkach w szkole.
W liceum dostają laptop od szkoły, który muszą zdać po zakończeniu nauki lub mogą też odkupić za przystępną cenę. Nie ma tu też egzaminów jak w Polsce. Podstawówka trwa 9 lat, potem uczeń dostaje się do średniej szkoły na podstawie punktów zdobytych w podstawówce. Im więcej punktów, tym większa szansa dostania się do lepszego liceum, które trwa 3 lata. Nie ma też matur.
Na studia absolwent szkoły średniej dostaje się na podstawie punktów zdobytych w liceum. Jest opcja podwyższenia punktów poprzez napisanie hhögskoleprov. Pisze się go parę godzin i złożony jest z trzech części: matematyki, szwedzkiego i angielskiego. Taki test można pisać co pół roku i powtarzać tyle razy, ile się chce. Obowiązuje zawsze najwyższa ilość punktów zdobytych na którymś z testów.
Studia wygalają podobnie jak w Polsce, czyli 3 lata licencjat, 5 lat magister. Podczas edukacji często dostaje się zadania grupowe, czyli studenci podzieleni są na kilkuosobowe grupy i muszą pracować razem nad różnymi projektami. Najpopularniejsze kierunki to IT, prawo, prawo międzynarodowe, prawa ludzkie.


S.C.: Podobno Szwedzi nie uczą się historii w takim stopniu jak my, ale za to potrafią władać językiem angielskim. Czy potrafisz to potwierdzić? 

E.W.: Jak najbardziej potwierdzam część o języku angielskim. Dzieci zaczynają się uczyć angielskiego już w 3 klasie. Łatwiej im się tu uczyć również z tego powodu, że w telewizji nie ma dubbingu ani lektora, tylko lecą napisy szwedzkie na ekranie. Mój syn zdał nawet egzamin Cambridge z angielskiego. Poza tym włada biegle jeszcze trzema innymi językami. Takiej możliwości nigdy nie miałby żyjąc w Polsce. Na przykład, kiedy uczył się hiszpańskiego, nauczycielką była Hiszpanka. Ma to wtedy sens i nauka języka idzie dużo sprawniej. Co do nauki historii to jak wspomniałam wcześniej, uczą się ważnych rzeczy, ale nie zakuwają dat i szczegółów, które i tak wyparują im wcześniej czy później z głów. Poza tym, Szwecja nie byłaby tym krajem, którym jest, gdyby nauczanie było na niskim poziomie. 

S.C.: A opieka medyczna? Słyszałam o niej wiele dobrego. Co z prawem do aborcji, opieką nad osobami dotkniętymi niepełnosprawnością… Możesz coś na ten temat powiedzieć?

E.W.: Opieka medyczna z pewnością jest lepsza niż w Polsce. Prawo mówi, że chory musi spotkać specjalistę w ciągu 3 miesięcy, jeżeli nie jest to na cito. Prawo do aborcji oczywiście, że tak, gdyż kobieta jest człowiekiem i ma prawo decydować o własnej przyszłości i swoim ciele. Nie ma tu przepełnionych domów dziecka, jak to ma miejsce w Polsce. Są tutaj rodziny zastępcze, ale domów dziecka nie ma.
Osoby niepełnosprawne mają tu wspaniałą opiekę. Mogłam to sama zaobserwować, kiedy mojej matki mąż dostał wylew i wylądował na wózku. Na koszt państwa mieszkanie – w tym również łazienka – zostało wyremontowane i przystosowane do jego niepełnosprawności. Dostał też wózek elektryczny. Na każdym osiedlu jest hemtjänst, czyli opieka 24-godzinna nad niepełnosprawnymi i chorymi. Osoba niepełnosprawna dostaje opaskę z alarmem na rękę i poprzez gniazdko telefoniczne podłączenie do centrali. Naciska się wtedy przycisk na ręce i zgłasza się centrala i osoba niepełnosprawna mówi czego potrzebuje, np. wstać z łóżka, usiąść na toaletę, etc. Ta forma wsparcia dotyczy też sprzątania i zakupów. W Szwecji są domy opieki dla niepełnosprawnych, którzy nie mogą być w domu sami.  Natomiast, ci co mieszkają sami, mają asystentów personalnych, jeżeli stan zdrowia tego wymaga. Takiej osobie przysługuje też transport, jeżeli osoba niepełnosprawna chce gdzieś pojechać. Za taką usługę się płaci, jeżeli ma się odpowiednio wysoką emeryturę lub rentę, ale są to groszowe sprawy. Również osoby w podeszłym wieku mają tu doskonałą opiekę. Są też organizowane dzienne zajęcia manualne, gdzie osoby niepełnosprawne malują, lepią dzbanki, etc.
Dzieci mają lekarstwa i wizyty lekarskie za darmo. Również dentysta jest za darmo do 23. roku życia. Dorośli płacą 160 kr za wizytę lekarską, do specjalisty 300 kr aż do momentu przekroczenia kwoty 1100 kr wtedy to mają już wszystkie wizyty za darmo aż do następnego roku. Czyli jeżeli poszłam do lekarza pierwszy raz w maju i później chodziłam często i osiągnęłam kwotę 1100 kr to do maja następnego roku już nic nie płacę. To samo jest z lekarstwami – są refundowane, a kiedy przekroczę sumę 2200 kr, to do następnego roku mam lekarstwa za darmo. Mojego kolegi żona miała raka i dostawała leki najnowszej generacji, warte tyle co nowy mercedes i płaciła tylko do kwoty 2200 kr później miała je za darmo. Jeśli chodzi o dentystę to tutaj też są dopłaty. Jeżeli jest to gruba robota powyżej 15 000 kr, np. implanty lub mostek, to Försäkringskassa płaci 85% a pacjent 25%. Za szpital płaci się 80 kr dziennie i jest to opłata za jedzenie, które jest naprawdę dobre. 

S.C.: Jak dostać obywatelstwo w Szwecji? Po ilu latach można aplikować? Jakie warunki trzeba spełnić? Kto natomiast nie dostanie obywatelstwa? 

E.W.: Svenskt medborgarskap. Osoby przybywające z innych krajów Unii muszą mieszkać w Szwecji 5 lat. Sami musimy złożyć wniosek do Migrationsverket. Razem z wnioskiem wysyłamy wszystko, co poświadczy o tym, że tu pracowaliśmy, uczyliśmy się, byliśmy bezrobotni. Im więcej papierów, tym lepiej, ponieważ wtedy isnieje mała szansa na to, że będą chcieli, aby coś dosłać – a co za tym idzie – okres oczekiwania nam się wydłuży. Wysyłamy również paszport, gdyż ten urząd chce w oryginale i sam sobie robi kopie. Póżniej możemy poprosić o zwrot paszportu i ten zostanie nam odesłany. Uiszczamy również opłatę. Kto może mieć problem z otrzymaniem obywatelstwa? Z pewnością ten kto jest z prawem na bakier i popełnił tu jakieś przestępstwo, ale również ten, co ma tu niespłacone długi i widnieje na liście w Kronofogden (komornik).

S.C.: Czy dzieci urodzone w Szwecji dostaną automatycznie obywatelstwo szwedzkie?

E.W.: Nie, nie dostaną. Dostaną to samo obywatelstwo co rodzice, ponieważ będą dopisane do dokumentów rodziców. Tutaj też musi być złożony osobny wniosek dla dzieci. Jednak jeżeli któreś z rodziców ma obywatelstwo szwedzkie, to dziecko też je dostanie.


S.C.: A ślub w Szwecji jak wygląda? 

E.W.: Att gifta sig i Sverige. Jeżeli oboje mieszkacie w Szwecji i macie tu zameldowanie, to musicie wypełnić druk SKV 7880, który znajduje się na stronie skatteverket i odesłać na wskazany adres. Jeżeli jedno z was nie ma zameldowania i personnummer, musi złożyć podanie o sprawdzenie, czy nie ma przeszkód do zawarcia związku małżeńskiego, czyli "ansökan om hindersprövning". W tym celu należy pójść do Skatteverket z wypełnionym drukiem SKV 7880 z paszportem, a jeżeli osoba jest z innego kraju Unii, wystarczy dowód osobisty, zaświadczenie ze swojego kraju o tym, że nie jesteście w związku małżeńskim, które jest ważne przez 4 miesiące. Jeżeli kobieta chce przyjąć nazwisko męża, musi wypełnić druk SKV 7502 dostępny na stronie Skatteverket. 

S.C.: A jakie są w związku z tym zwyczaje? Nazwiska męża, żony i dzieci? Imiona – czy są tutaj jakieś ograniczenia? 

E.W.: Rzadko ludzie biorą tu ślub a dopiero potem zamieszkują razem. Jeżeli już Szwedzi decydują się na ślub, to przeważnie kiedy ich dzieci mają już po parę lub paręnaście lat. Najczęściej żyją jako SAMBO, czyli w konkubinacie. Coraz bardziej popularnymi związkami – zwłaszcza u ludzi po rozwodach – jest tak zwane särbo, czyli związki weekendowe. Para spotyka się w weekendy i jeździ razem na urlop, a w tygodniu każde żyje osobno. 

S.C.: Dość specyficzna sytuacja, która w krajach katolickich chyba nie jest mile widziana. Jacy są Polacy w Szwecji?

E.W.: Przykro to mówić, ale duża większość to ludzie, którzy przyjeżdżają tu z postawą roszczeniową ”ja i tylko ja, mi się należy, naród wybrany ”. Jest takie powiedzenie, ”jak ci Polak za granicą nie zaszkodził, to już ci pomógł ”. Kiedy tu przyjechałam, szukałam rodaków, aby móc się z nimi zaprzyjaźnić. Konsekwencje tego były żałosne – dostałam ostro po tyłku i nauczyłam się, żeby się trzymać z daleka od rodaków. Przyjaźnię się z różnymi nacjami, ale nie z Polakami. Polscy robotnicy budowlani są w większości doceniani przez Szwedów jako dobrzy fachowcy. Mojego kolegi syn myślał, że Polakami nazywa się pracowników budowlanych i któregoś dnia przyszedł do domu i powiedział do ojca:  ”tata czy ty wiesz, że Polacy mają nawet swój własny kraj”. Jednak mamy też opinię narodu mocno nadużywającego alkoholu i łatwo to zauważyć na forach Polaków w Szwecji, gdzie jest pełno ogłoszeń o sprzedaży taniego alkoholu. Zdarzają się też kombinatorzy, którzy myślą: „jak się nie narobić a zarobić”. Niestety, wielu polskich pracodawców w Szwecji jest nieuczciwa i wykorzystuje to, że rodacy nie znają języka i oszukuje ich. Niestety, Polacy tutaj są zawistni, zazdrośni, są nacjonalistami. Krytykują Szwecję i Szwedów. Mają pretensję, że uchodźcy mają lepsze przywileje. Nie potrafią zrozumieć, że przyjechawszy do tego kraju przyjechali do pracy, a nie pobierać zasiłki. Zasiłki mogą pobierać za to w swojej ojczyźnie, ponieważ takie jest prawo unijne. Często dostaję pytania od nowo przybyłych, jakie zasiłki im się należą. Mimo, że człowiek odnosi wrażenie, iż rodacy są pewni siebie, to tak naprawdę mają dość niskie mniemanie o sobie. Nie cenią się i wykonują pracę za najniższe stawki. Nie chcą się uczyć języka. Sami siebie wpędzają w kompleksy i – żeby poczuć się lepiej – obrażają Szwedów. 

S.C.: Tęsknisz czasem za Polską? Masz zamiar wrócić?   

E.W.: Nie tęsknię za Polską bo tutaj czuję się jak w domu. Do Polski nie wrócę, ale nie jest wykluczone, że zamieszkam w jakimś cieplejszym kraju po przejściu na emeryturę.