Mężczyzna ubiera się nie tylko u Prady, czyli Max Barczak w świecie mody

Do niedawna świat mody, blichtru i eleganckich kreacji od projektantów zarezerwowany był jedynie dla kobiet i kojarzony tylko z płcią piękną. Wiadomo, że wśród kreatorów stylu wciąż przeważają mężczyźni, ale w przypadku modeli wybiegowych sytuacja wyglądała już zupełnie inaczej. Jednak od dobrych kilku lat również i oni mają swój udział na polskich i zagranicznych wybiegach. Przyczyniły się do tego zapewne liczne konkursy dla panów będące odpowiednikami konkursami piękności dla pań. Z jednym z takich modeli, który rozpoczął swoją karierę zagranicą rozmawiam dzisiaj na portalu Kulturalne Rozmowy. Zapraszam na wirtualne spotkanie z Maxem Barczakiem z Agencji MalvaModels, z której pochodzi też Karolina Antosiak (rozmowę z modelką możecie przeczytać tutaj).



Sylwia Cegieła: Kilka lat temu byłeś całkiem zwyczajnym licealistą, a dziś bierzesz udział w pokazach kolekcji światowych projektantów i w sesjach zdjęciowych dla międzynarodowych magazynów. Jak dochodzi się do takiego sukcesu? Jak sądzisz, co o tym zaważyło w Twoim przypadku?

Maksymilian Barczak: Nie ma jednego konkretnego sposobu czy prostej recepty na „wybicie się”. Wiele czynników wpływa na to, czy spodobasz się w branży czy nie. Najprostszym i najtrafniejszym ogólnym określeniem byłoby: trzeba się znaleźć w odpowiednim miejscu i czasie. W pewnym sensie decyduje uroda, ale nie ma jasno określonych jej kanonów, czyli praktycznie każdy może się spodobać.
Jak to było ze mną? Zadecydował swego rodzaju przypadek, iż w ogóle znalazłem się w agencji. Następnie nastało drobne potwierdzenie tego, że to może nie był przypadek i dostałem się do mediolańskiej agencji. Potem uśmiechnęło się do mnie szczęście – i to naprawdę sporo szczęścia – gdyż dostałem propozycję uczestnictwa w pokazie Prady. Niedługo potem zostałem na niego potwierdzony. Szczęście wciąż było po mojej stronie. Dosłownie przed samym pokazem dowiedziałem się, że będę tą osobą, która otworzy pokaz. Naprawdę ogromne wyróżnienie, szczęśliwa passa wciąż trwała. To był taki impuls, dzięki któremu potem, z moim oraz wielu innych otaczających mnie osób wysiłkiem, osiągnąłem to wszystko.   

S.C.: Wielkie gratulacje, to ogromne osiągnięcie. Jak mierzy się w ogóle sukces w branży modowej? Co się musi zadziać, aby on nastąpił? 

Maks: Sukces można mierzyć na wiele sposobów. Ilość pracy oraz różnorodność najlepszych klientów jest według mnie najbardziej dokładnym i oczywistym wskaźnikiem. Dodatkowo, jego miarą jest rozpoznawalność i popularność w mediach.
Aby go osiągnąć, potrzeba zaangażowania, wytrwałości, cierpliwości, pewnej odporności psychicznej, albowiem trzeba być świadomym, że choćby nie wiadomo jak bardzo się starało, to nie na wszystkie rzeczy można mieć wpływ. Dodam jeszcze, że odrobina szczęście jest także bardzo mile widziana.

S.C.: A może ten największy sukces dopiero nastąpi i marzysz o prawdziwej sławie takiej jaką zrobiła np. Anja Rubik?

Maks: Nigdy nie marzyła mi się sława. Jestem otwarty na wszelkie możliwości współpracy i akceptuję to, jak w danej chwili postrzega mnie świat. Gdyby z czasem okazało się, że rozpoznaje mnie ktoś więcej niż 5 znajomych to myślę, iż podołam nowej sytuacji.

S.C.: A co z Twoim męskim poczuciem własnej wartości, wyjątkowości? Czy ubrania, które masz okazję nosić dodają Ci pewności siebie czy jednak onieśmielają ze względu na markę, cenę? Jak to jest u Ciebie?

Maks: Czasem mam świadomość, że jestem doceniany, co jest niewątpliwie bardzo miłym uczuciem. Zazwyczaj jednak w ogóle o tym nie myślę i czuję się całkowicie normalnie pośród otaczających mnie osób. Ubrania mają niewielki wpływ na samopoczucie, może z wyjątkiem tych nieco bardziej prezentujących muskulaturę modela, a ja na ten moment takowej za bardzo posiadam. Dlatego w takich przypadkach odczuwam pewien dyskomfort. Cena ubrań nie ma w ogóle znaczenia, w wielu przypadkach nigdy jej nie poznaję. Z jednej strony, dlatego, że nigdy nie pytam, a z drugiej, jeśli na pokazie prezentujemy kolekcję która za rok będzie w sprzedaży, to raczej niewiele osób wie, ile to będzie kosztować.


S.C.: Pracujesz w branży do niedawna jeszcze zarezerwowanej dla kobiet. Jak się czujesz w świecie, w którym występujesz na jednym pokazie z dziewczynami?

Maks: Całkiem dobrze. Przebywanie w szacownym damskim gronie jest zawsze przyjemne. Branie udział w pokazach mieszanych ma tą niewątpliwą zaletę, że cała uwaga jest skierowana na dziewczyny. Dlatego na backstage’u tuż przed samym pokazem, kiedy jesteśmy już przebrani, a fotografowie robią zdjęcia, to naprawdę niewielu wyraża zainteresowanie chłopakami. Bardzo odpowiada mi ta sytuacja. Odrobina spokoju jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła.

S.C.: Dobrze powiedziane. Chciałabym pociągnąć ten wątek nieco dalej, ponieważ Ci najbardziej znani projektanci (tych jest szczególnie dużo), makijażyści oraz fryzjerzy to w większości mężczyźni. Jak sądzisz, dlaczego? Co Twoim zdaniem mają w sobie mężczyźni, którzy kreują wizerunek kobiety?

Maks: Wydaje mi się, że makijażystek jest mimo wszystko więcej niż makijażystów. Pośród fryzjerów mamy do czynienia ze zbliżoną ilością specjalistów z obu stron. Faktycznie, mężczyzn jako projektantów, stylistów, wydaje się być więcej. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co oni w sobie mają, co myślą i w czym czerpią inspiracje. Jestem modelem i obracam się w świecie mody to fakt, ale nie leży to w kręgach moich największych zainteresowań: co, jak i dlaczego. 

S.C.: Czy dostrzegasz negatywne emocje, konkurencję czy rywalizację między mężczyznami porównywalną do rywalizacji kobiecej? Jak to wygląda podczas sesji zdjęciowych czy pokazów mody?

Maks: Zasadniczo mężczyźni są mniej emocjonalnymi istotami, więc wiele zgrzytliwych sytuacji, które występują między modelkami, u modeli nie występuje. Jeśli jakakolwiek rywalizacja istnieje, jest ona tak zmarginalizowana, że trudno ją dostrzec. Castingi do pokazów, wydają mi się miejscem, gdzie konkurencja mogłaby wystąpić, o ile w ogóle musiałaby.

S.C.: Obecnie mężczyźni są blogerami modowymi, startują w konkursach piękności. Jednak wszystko zapoczątkowały kobiety. Cieszysz się z tej popularności mężczyzn w branży modowej? Uważasz, że im jest łatwiej osiągnąć sukces na tym polu czy jednak muszą więcej pracować niż kobiety?

Maks: Niewątpliwie cieszę się z sytuacji, gdy sporo mężczyzn robi mniej więcej to samo co ja. Przynajmniej zawód modela jest, mimo wszystko, powszechnie akceptowany. Na sukces nigdy nie jest łatwo zapracować, wymaga mniejszego lub większego poświęcenia. Zasadniczą różnicą jest to, iż w branży mamy znacznie więcej modelek niż modeli. Mimo ogromnej ilości prac dla kobiet, to właśnie na tym rynku bywa trudniej. Cięższe jest wypromowanie swojego nazwiska, zyskania rozpoznawalności.

S.C.: W jednym z wywiadów wspomniałeś, że czujesz wewnętrzną niechęć do mówieniu o sobie jako o modelu w środowisku niemodowym. Dlaczego? Z czego wynika ten opór? Wydawałoby się, że Polacy jednak już bardziej toleruje ten zawodów w męskim wydaniu…

Maks: Po prostu to jakoś nie brzmi. „Czym się zajmujesz? – Jestem modelem.” Czuję się zawsze zobowiązany coś więcej dodać, tak żeby zabrzmiało to nieco lepiej. Ciężko wytłumaczyć, dlaczego tak mam, ale pewnie jest to związane z tym, że istnieją bardziej stereotypowe męskie zajęcia. Nigdy też nie zamierzałem zostać modelem, co także może mieć na to wpływ. Dodam jeszcze, że nie miałem kłopotów z tym, iż ktoś w jakiś złośliwy sposób wyraził się o moim zawodzie. Po prostu taki opór mam.


S.C.: Właśnie, wciąż gdy mówimy modelka czy model myślimy o tym jak o zawodzie, ponieważ dostaje się  za swoją pracę wynagrodzenie. A Ty jak czujesz? Dla Ciebie to zawód czy jednak hobby?

Maks: Gdy zaczynałem, było to swego rodzaju hobby, pewna odskocznia, coś innego i ciekawego. Z czasem stało się to moim sposobem na życie i głównym zajęciem. Wtedy zacząłem to nazywać swoją pracą. Będąc modelem, spotyka się wielu ludzi, którzy poświęcają ogromne ilości czasu na tworzeniu ubrań, więc na pewno jest im milej, gdy wiedzą, że sam się w to angażujesz, a nie nazywasz to zwyczajnie jako hobby.

S.C.: Z jakimi domami mody zdarzyło Ci się współpracować? Który z nich jest Twoim ulubionym? Czy spełniłeś już swoje marzenie o noszeniu ubrań danej marki?

Maks: Z większością domów mody zdarzyło mi się współpracować podczas pokazów w Londynie, Mediolanie i Paryżu. Beefy to: Burberry, Christian Dior, Dolce&Gabbana, Fendi, Louis Vuitton, Prada oraz Valentino. Z Pradą współpracowałem również podczas różnych sesji zdjęciowych. Właśnie ta marka jest najbliższa memu sercu, ponieważ to oni byli tymi pierwszymi i od nich wszystko się zaczęło. Takie przywiązanie połączone z sentymentem. Nie wiem, czy spełniłem swoje marzenie o noszeniu ubrań danej marki, ponieważ nigdy takiego nie miałem.

S.C.: Z racji zawodu wiele podróżujesz, więc pewnie masz swoje ulubione miejsca na świecie, do których lubisz wracać?

Maks: Podróżowanie to niezwykle miła część bycia modelem. Wciąż jest wiele miejsc, do których pragnę pojechać. Spośród wszystkich miejsc, najmilsze są mi Włochy. Północno-zachodni ich kraniec to idealne obszar, w którym mógłbym kiedyś zamieszkać. Bardzo lubię południową Francję. Hiszpania także jest przytulnym miejscem. Spoza Europy niezmiernie sympatyczna jest Japonia, tam zawsze lubię wracać.

S.C.:  Z czego jesteś najbardziej dumny?

Maks: Z mojej siostry, ponieważ – mimo że wciąż walczy o swój sukces w modelingu – zawsze mogę liczyć na jej wsparcie.

S.C.: Jaki jest Twój styl na co dzień? Co najchętniej nosisz, gdy nie musisz się przebierać?

Maks: Bardzo lubię ubierać się elegancko, ale na co dzień nie ma takiej potrzeby. Stawiam wygodę na pierwszym miejscu. W związku z tym, iż często zdarzają mi się kilkudniowe wyjazdy, to staram się zabierać możliwie jak najmniej rzeczy zazwyczaj uniwersalnych, czyli czarne spodnie, T-shirty, bluzy, jeansowa katana, do tego tenisówki lub trampki. Jeszcze okulary przeciwsłoneczne, a to dlatego, że lubię je nosić. Zasadniczo to mi wystarcza i nie mam potrzeby noszenia czegoś więcej w ciągu zwykłego dnia.

S.C.: Ile jesteś w stanie zrobić dla tych kilku minut na wybiegu? Co musiałeś poświęcić, aby móc wykonywać swój zawód a czego nigdy byś nie zrobił dla modelingu?

Maks: Dużo łatwiej jest powiedzieć, co każdy model musi robić, aby doświadczyć tych kilku minut. Podczas każdego sezonu w Londynie, Mediolanie, Paryżu i Nowym Jorku wszyscy całymi dniami biegamy po mieście z castingu na casting – czy to w upale czy w siarczystym mrozie, w słońcu lub deszczu, od świtu aż po zmierzch. Kiedy dochodzą do tego fittingi i pokazy, jest jeszcze trudniej. Jeszcze wcześniejsze pobudki i późniejsze powroty do mieszkania. Gdy robi się to nieustannie przez miesiąc, zdrowie często zaczyna szwankować, mniejsze lub większe przeziębienia nieustannie mają miejsce.
Nie musiałem poświęcić aż tak wiele dla modelingu. Tym niemniej, moja kariera studenta posuwa się w bardzo powolnym tempie. Ukończenie 2 semestrów studiów w ciągu 3 lat nie jest to powszechnie uważane za dobry wynik.


S.C.: To tylko dowodzi, że zawód modela wymaga sporego zaangażowania czasowego. A jak wygląda taki casting „od kuchni”? Czy potrafisz wyczuć, kiedy wygrasz przepustkę na pokaz czy sesję zdjęciową czy jednak nie?

Maks: Castingi na sesje zdjęciowe są bardzo trudne do przewidzenia. Często nie są robione do konkretnej pracy, tylko do takiej pracy, która kiedyś może będzie i wtedy będą Cię potrzebować. Po samej krótkiej wizycie nie można nic przypuszczać.
Z castingami do pokazów jest nieco łatwiej. Wciąż trudno się domyślić, czy cię zaakceptują, ale z całkiem dużym prawdopodobieństwem można oszacować, kiedy ciebie nie wybiorą.
Jak to wszystko wygląda? Casting do pokazu jest bardzo prosty. Przychodzi się, zazwyczaj trzeba poczekać w kolejce. Modelek i modeli jest, mimo wszystko, sporo. Trwa to 10 minut, ale zazwyczaj znacznie dłużej. Następnie idzie się do pomieszczenia, gdzie przebywa casting director, któremu przekazuje się kompozytkę ze zdjęciem, imieniem i wymiarami. Potem trzeba zaprezentować chodzenie. W pewnym momencie asystent robi tobie zdjęcia. Zdarza się, że mają coś do przymierzenia, ale nie zawsze tak jest. Zasadniczo to tyle. W przypadku castingów do sesji zdjęciowych pokazuje się swoje portfolio w postaci książki, którą uprzednio przekazała Ci agencja.

S.C.: Najcięższa praca sesyjna lub wybiegowa, jaką udało Ci się zdobyć do tej pory. Co to było?

Maks: Całkiem niedawno miałem sesję zdjęciową. Niestety, oprócz zdjęć potrzebowali jeszcze wideo. Nie ma w tym tragedii, ale okazało się, że mam tańczyć. Można być w wielu rzeczach wybitnym albo chociaż dobrym, ale nigdy nie jest się utalentowanym we wszystkim. Przez pół dnia męczyłem się, próbując podrygiwać w ruchu tanecznym przed kamerą. Wychodziło mi to na tyle przeciętnie, że drugie pół dnia ekipa ze zrozumieniem odpuściła mi ten daremny trud. Było tam jeszcze parę dziewczyn i chłopaków, więc stwierdzili, iż to im wystarczy. Bardzo miło z ich strony.

S.C.: Czyli nie wszystko dla wszystkich. Wiem już, jak wygląda casting. Zdradź teraz moim czytelnikom, jak wygląda Twój jeden dzień pracy? Co robisz, gdy wypoczywasz?

Maks: W zdecydowanej większości praca wiąże się z przylotem na dzień przed pracą i wylotem dzień po. Rano przemieszczam się do studia, a następnie spędzam tam większość dnia. Wieczorem zjem coś na mieście, a potem wracam do hotelu. Muszę dodać, iż nie posiadam typowego dnia pracy, a współpraca z każdym klientem wygląda nieco inaczej.
W wolnych chwilach, kiedy jestem bliżej domu, spędzam czas z rodziną i znajomym. Trochę czasu poświęcam na różne aktywności fizyczne oraz na siedzenie przed telewizorem lub komputerem. Czytać też lubię. Tak to mniej więcej wygląda.

S.C.: Czy mężczyźni w Polsce są modni? Jakbyś ocenił ich styl? Czego im brakuje, aby być „trendy”?

Maks: Zdarzają się mężczyźni, którzy przywiązują wagę do ubioru oraz śledzą „trendy”. Są oni jednak zdecydowaną mniejszością. Większość w ogóle nie jest zorientowana w temacie, więc ubiera się w to, co akurat będzie pod ręką lub kupuje najwygodniejszą rzecz. Istnieje jeszcze kolejna grupa mężczyzn, którzy są wspierani i nakierunkowani przez żony dające im dobre rady w sklepach. Czasami mężowie mają na tyle potworny gust, że nie mają żadnego pomysłu na to co noszą, więc małżonki zajmują się wszystkim same. Nie jest to wina niczego konkretnego, taka jest polska mentalność. Tacy na przykład Francuzi w pierwszej kolejności wydają pieniądze na jedzenie w restauracjach i ekskluzywne ubrania, a Polacy inwestują w dom i samochód. To się szybko nie zmieni.

S.C.: Czy Twoim zdaniem wśród Polaków nadal pokutuje przekonanie, że moda nie powinna być domeną męskiego świata? A jak jest z tym na świecie?

Maks: Wydaje mi się, że już tak nie jest. Osoby medialne przykładają wagę do ubioru, a ich wizerunek zostaje rozpowszechniony. W takiej sytuacji każdy ma mniejszą lub większą styczność z modą w męskim wykonaniu i się z nią oswaja. W świecie zapewne jest z tym różnie, ale w państwach, w których bywam najczęściej, nie ma negatywnego nastawienia. Po prostu mężczyzna też się do tego nadaje.


S.C.: Wiem, że jesteś jeszcze bardzo młodym człowiekiem i daleko Ci do myślenia o przyszłości, ale czy wiesz już co naprawdę chciałbyś robić, gdy zakończysz karierę na wybiegu?  

Maks: Jeszcze nie mam sprecyzowanych planów. Mam nadzieję, że takie przyjdą z czasem. Miło byłoby skończyć kiedyś studia. Wykształcenie na pewno do czegoś się przyda. Być może spodoba mi się jakiś zawód związany z obecną branżą i będę nadal obracał się w modowym świecie. Oczywiście, chciałbym być modelem najdłużej jak się da, ale nigdy nic nie wiadomo. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

S.C.: Życzę Ci samych sukcesów i abyś jak najdłużej mógł cieszyć się modelingiem i podróżami, a na studia przyjdzie czas. Dziękuję za rozmowę. 
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: