Najnowsze

Ważną rzeczą jest szacunek, który winny jest autor okazać czytelnikowi

Ewa Pirce to młoda i wciąż początkująca autorka, która dopiero zaczyna wkraczać w świat wydawniczy. Jednak jej debiut literacki wzbudził ogromne zainteresowanie i wywołał ogromne poruszenie na długo przed ukazaniem się powieści na rynku. I to właśnie o „Córce pedofila”, którą recenzowałam (możecie przeczytać tutaj) i o której też miałam okazję z pisarką pierwszy raz rozmawiać (ta rozmowa do przeczytania tutaj). Obecnie jest ona w przede dniu premiery jej najnowszej powieści pt. „Obietnica”. Zupełnie innej niż poprzednia, ale równie emocjonalnej. Już teraz więc na portalu Kulturalne Rozmowy mam znów okazję porozmawiać z autorką o pisarstwie, pasji, książkach oraz muzyce.   


Sylwia Cegieła: Swój debiut literacki rozpoczęłaś od niezwykle mocnej książki, ponieważ o „Córce pedofila” zrobiło się głośno nim ktokolwiek zdążył ją przeczytać. Czego Cię nauczyła ta książka jako autorkę?

Ewa Pirce: Z pewnością dystansu do pewnych spraw związanych nie tylko ze światkiem wydawniczym, ale i życiem osobistym. Uważam, że ta powieść mnie wzmocniła, ale również pokazała, ile pracy i wysiłku musi włożyć w swoje dzieło początkujący pisarz. Nie jest to takie proste jakby mogło się wydawać, kiedy przyglądamy się temu z boku. "Córka Pedofila" nauczyła mnie również pokory. Może jednak to jest już kwestią wieku (śmiech).

S.C.: Powiedziałabym raczej, że doświadczenia. Czy teraz, już po debiucie, czujesz się jeszcze autorką książek, czy wciąż pisarką? Czy jednak nie ma to dla Ciebie znaczenia?

E.P.: Czy czuję się pisarzem? Chyba nie. Nie ma to jednak dla mnie większego znaczenia. Po prostu robię to, co lubię. Jestem sobą i nie sądzę, by to, że wydaję książki, zmieniło mnie jako osobę. Być może dzięki temu nabrałam więcej pewności siebie, ale nic poza tym. Nie lubię pisać czy mówić o sobie pisarka — na to chyba jednak jest jeszcze za wcześnie.

S.C.: Niebawem ukaże się Twoja druga powieść – „Obietnica” i to jednak będzie już zupełnie inna historia... Skąd pomysł na fabułę? Czy też zaczerpnęłaś ją z życia?

E.P.: Jeśli mam być szczera, to nawet nie wiem, kiedy zakwitł mi w głowie pomysł na tę opowieść. Zapewne był to impuls, który pojawił się podczas słuchania którejś z piosenek. Muzyka od zawsze jest dla mnie najlepszym źródłem inspiracji. Minęło jednak zbyt wiele czasu, a po drodze wydarzyło się naprawdę wiele rzeczy i na ten moment mój przemęczony umysł nie zdoła już dokopać się do tych informacji.

S.C.: Kiedy zaczęłaś pisać drugą książkę? 

E.P.: Pisząc historię Lex, byłam w trakcie tworzenia kolejnej książki „Zapisane w pamięci” i to po niej zaczęłam spisywać historię Briana i Olivii w "Obietnicy". Zmieniła się tylko kolejność wydania. 

S.C.: Jak Twoi bliscy zareagowali na pomysł wydania „Obietnicy”? Kto był największym wsparciem, pierwszym recenzentem?

E.P.: Pierwszymi recenzentkami były moje najbliższe znajome-czytelniczki i siostry. Moja rodzina wspiera mnie i gorąco kibicuje. Zawsze mogę na nich polegać i trwają przy mnie w każdej najgorszej, ale i najlepszej chwili mojego życia.

S.C.: Które fragmenty były dla Ciebie najtrudniejsze? O czym nie lubisz pisać?

E.P.: Najtrudniej tworzy mi się sceny erotyczne. Nie chcę by, były niesmaczne i przesadzone. Staram się wszystko zbilansować tak, by pobudzały czytelnika i nie pozostawiały po sobie odrazy. Prócz tego, nie ma nic, co stanowiłoby dla mnie jakąś barierę nie do pokonania. Po prostu daję się ponieść wyobraźni i przenoszę na papier to, co rodzi się w mojej głowie.

S.C.: Kiedyś pisało się o pięknej romantycznej miłości, pełnej gestów, emocji, niedomówień. Teraz taka powieść by nie przeszła. Pisarz wykłada kawę na ławę i dosłownie zalewa nas erotyzmem. Dlaczego? Skąd ta zmiana? A może jest to podyktowane potrzebą czytelniczek?

E.P.: Zmieniają się czasy, zatem zmienia się i literatura. Nie uważam również, że obecni autorzy nie potrafią pięknie przekazać miłości, jak i samego współżycia. Zależy, po jaką literaturę się sięga, wiadomo przecież, że – sięgając po erotyk – próżno doszukiwać się subtelnych gestów i unikać scen bezpośrednio wiążących się z tym gatunkiem. Biorąc do ręki kryminał też nie znajdziemy w nim delikatności. Natomiast w romansach, w new adoult czy obyczajówkach jest naprawdę dużo emocji, gestów i niedomówień. 

S.C.: Czytając „Obietnicę” zauważyłam, że każdy rozdział ma dedykowaną mu piosenkę, który dobierałaś tematycznie. Bardzo fajny zabieg. Jakimi kryteriami kierowałaś się przy wyborze utworów? Co było dla Ciebie najistotniejsze?

E.P.: Zawsze, nim usiądę do jakiegoś rozdziału, szukam odpowiedniego utworu, czyli czegoś, co mnie zainspiruje i będzie towarzyszyło przy pisaniu. Kiedy już znajdę idealną piosenkę, słucham jej przez cały czas, aż do zakończenia rozdziału. Chcę też, by treść utworu była poniekąd zwiastunem tego, czego dotyczył będzie rozdział. Dlatego na takich poszukiwaniach spędzam czasami masę czasu.

S.C.: Podziwiam, ja bym nie umiała się skupić na pisaniu przy muzyce. Z tego, co zauważyłam, tytuły rozdziałów też są niestandardowe. Czym to jest spowodowane?

E.P.: Dawno temu, jeszcze przy tworzeniu „Zapisane w pamięci” – kiedy opisywałam scenę walk i mój bohater miał wyjść na ring – pomyślałam: „No to zaczynamy rundę pierwszą”. Wtedy właśnie przyszedł mi do głowy owy pomysł i od tamtej pory zaczęłam tytułowanie rozdziałów jakimś charakterystycznym dla powieści słowem. Także w „Obietnicy” jest punkt, w „Zapisane w pamięci” – runda, w „Debeściarze” – wpadka, itp.

S.C.: Wróćmy jednak do Twojej premiery. Kim są bohaterowie „Obietnicy” dla Ciebie? Potrafisz ich opisać? Co w nich lubisz najbardziej?

E.P.: To moje dzieci (śmiech). Brian jest zaślepionym chęcią zemsty biznesmenem. Facetem, który poświęcił wszystko w swoim życiu, by spełnić obietnicę złożoną nad grobem ojca. Pozornie to arogancki, bezduszny egoistyczny dupek. Wiemy jednak, że pozory mylą. Olivia natomiast jest idealną córką swoich rodziców. Stłamszoną przez ojca marionetką, która służy mu jako ozdoba – coś, czym jest w stanie pochwalić się przed swoimi nowobogackimi przyjaciółmi Jednak i w jej przypadku uległość to pozór, ponieważ w głębi duszy jest buntowniczką, która niejednokrotnie pokaże Brianowi, że nie wszystko to, w co wierzył było prawdziwe.

S.C.: Ile z Twojej bohaterki jest w Tobie?

E.P.: Nie kreuję bohaterów na swoje podobieństwo. Tworzę postaci, które będą od początku do końca sobą, bez cech osób z zewnątrz. Jedyne co pojawia się w książkach, a jest częścią mnie to emocje. 

S.C.: Dla kogo więc powstała „Obietnica”? Komu dedykujesz te emocje?

E.P.: Dla moich wspaniałych czytelniczek. Najlepszych i najcudowniejszych, jakie kiedykolwiek istniały. Jestem naprawdę farciarą, ponieważ otaczają mnie cudowne osoby, najwspanialsze motywatorki i to dla nich warto zarwać jedną, dwie czy dwanaście nocy, aby stworzyć kolejną historię, w której będą się zaczytywały.

S.C.: Dlaczego powinniśmy przeczytać “Obietnicę”?

E.P.: O to już trzeba zapytać inną osobę. Ja mogę odpowiedzieć: ponieważ jest moja (śmiech). A tak na poważnie: dlatego, żeby zobaczyć, że czasami nasz głupi upór nie prowadzi do niczego dobrego.

S.C.: Już wiem, że „Obietnica” będzie miała swoją kontynuację. Czy to znaczy, że teraz – inaczej jak w przypadku „Córki pedofila – przywiązałaś się do swoich bohaterów? Co Cię przy nich trzyma?

E.P.: „Córka pedofila” też będzie miała część drugą, tylko muszę znaleźć czas, by ją dokończyć. Tyle że "Obietnica" ma swoją kontynuację, a „Córka pedofila” będzie prequelem. Ja wiążę się emocjonalnie z każdym ze swoich bohaterów. Czuję się poniekąd ich mamą. Chociaż to niezbyt trafne porównanie, jako że często się nad nimi pastwię i poddaję ich niezliczonej ilości tragediom.

S.C.: Bardzo mnie to cieszy, gdyż ta powieść była niezwykle wciągająca i jestem ciekawa, co się wydarzyło „przed”. Wróćmy jednak do teraźniejszości. Na jakim etapie procesu twórczego drugiej części „Obietnicy” jesteś?

E.P.: ” Odkupienie”, gdyż taki tytuł nosi druga część, jest już zakończona. Zamierzam nanieść swoje poprawki i dopieścić ją tak, by czytelnicy byli usatysfakcjonowani. Po tym „drobnym” zabiegu kosmetycznym, leci prosto do wydawcy.

S.C.: Czym tym razem zaskoczysz swoich czytelników? Jaka będzie kontynuacja?

E.P.: Gdybym zdradziła, nie byłoby zaskoczenia. Druga część będzie z pewnością poruszająca i szokująca. Mam tylko nadzieję, że po "Obietnicy" dotrwam do wydania "Odkupienia" (śmiech).

S.C.: Czy po tych doświadczeniach pisarskich – w końcu wydałaś dwie książki i na tym pewnie nie poprzestaniesz – możesz powiedzieć, że pisarzem może w dzisiejszych czasach zostać każdy? Nie potrzebna jest do tego żadna szkoła, kursy, szkolenia?

E.P.: Oczywiście, że każdy może pisać. Powinien jednak być to człowiek, dla którego pisanie jest pasją. Jedyne, co jest w stanie ograniczyć każdego z nas to wyobraźnia. Parafrazując znaną piosenkę: „pisać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej...”, ale niezwykle ważną rzeczą jest szacunek, przede wszystkim ten, który winny jest autor okazać czytelnikowi. 

S.C.: Pisarz powinien w moim przekonaniu mieć dużo cierpliwości do samego siebie i swoich bohaterów, ponieważ obcuje z nimi przez długie miesiące. Czym jeszcze powinien się charakteryzować?

E.P.: Przede wszystkim inwencją twórczą, pomysłowością i dociekliwością. Człowiek jest w stanie się wszystkiego nauczyć, co widzę na własnym przykładzie. Z każdą kolejną książką staram się coraz bardziej i doskonalę swój warsztat. Mam nadzieję, że zostanie to zauważone przez moich czytelników.

S.C.: Z pewnością tak będzie. Ja czytam Twoje książki niemal z wypiekami na twarzy i w wielkim zniecierpliwieniu oczekuję na dalszy ciąg każdej historii. Co jest dla Ciebie najważniejsze w fabule? Czego nie może u Ciebie zabraknąć?

E.P.: Emocji, czyli tego, co kocham i za co cenię książki. Dla mnie to podstawa każdej powieści i staram się tak budować napięcie i tak opisywać sceny, żeby budziły w czytelniku całą gamę uczuć i nie przestawały trzymać go w napięciu. Mam nadzieję, że mi się to udaje.

S.C.: Jaka jest definicja dobrej książki według Ewy Pirce? 

E.P.: Książka, którą przeżywam każdym kawałkiem siebie, płaczę, złoszczę się i śmieję. To książka pełna wielobarwnych uczuć, jakie wymalują w moim umyśle cudowny obraz, który zechcę powiesić w galerii znajdującej się w mojej duszy.

S.C.: Jesteś polską autorką, ale jednak – podobnie jak inni – sięgasz po anglojęzyczne imiona a fabułę osadzasz w zupełnie niepolskich realiach. Skąd ten trend się bierze u innych? Dlaczego Ty tak postanowiłaś?

E.P.: Może zabrzmi to śmiesznie, ale lepiej się w niej czuję. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Już przy pierwszej powieści umiejscowiłam akcję poza granicami naszego kraju. Przychodzi mi to znacznie łatwiej, mimo iż sporo czasu spędzam na resorachu. Poza tym, pytałam moich czytelniczek, czy wolałyby powieści osadzone w Polskich realiach – odpowiedź była jednoznaczna: „nie!”.

S.C.: Z powodu tego, że w mediach i wszędzie ludzie sprzedają smutne historie, aby wzbudzić litość, ten negatywny przekaz trafił również do literatury. Dlaczego o smutku, cierpieniu i nieszczęściu pisze się i mówi lepiej i tak chętnie?

E.P.: Nie powiedziałabym, że lepiej. Wprost przeciwnie, wydaje mi się, że ciężej jest oddać odpowiednie emocje, jakie wiążą się z cierpieniem, niżeli te towarzyszące szczęściu. To już chyba zależy od wrażliwości każdego z autorów, jak i tego, w jaki sposób kierują opowiadaną przez siebie historią.

S.C.: Czego od pisania oczekują współcześni czytelnicy?

E.P.: To już zależy od czytelnika i jego preferencji. Jednakże wiele rzeczy przestało być już tematem tabu jak na przykład seks i wielu z czytelników oczekuje, że książka, po którą sięgną, będzie pikantniejsza niżeli ta sprzed dziesięciu lat. Uważam, że czytelnik – czy to współczesny, czy ten sprzed kilkudziesięciu lat – zawsze do książki oczekiwał jednego: przyjemnie spędzonego czasu w doborowym towarzystwie oraz oderwania się od przyziemnych, czasami przytłaczających spraw.

S.C.: Masz w swoim dorobku pisarskim również komedię. Dlaczego jej jeszcze nie wydałaś? Jest niedopracowana czy jednak to nie ten moment?

E.P.: Jeżeli chodzi o "tę" komedię, to w przyszłym roku ukaże się na rynku wydawniczym, także i ta książka ma się zupełnie dobrze.

S.C.: Wspomniałaś, że niebawem możemy się też spodziewać następnej Twojej publikacji. Czy znasz już szczegóły?

E.P.: Tak, niedługo po „Obietnicy” pojawi się moja kolejna książka. Nie mogę jeszcze zdradzić jaki będzie to tytuł i kiedy zostanie wydany. Tę wiadomość ogłosi wydawca. Zdradzę jedynie, że w przyszłym roku ukaże się więcej niż jedna powieść.

S.C.: Która z Twoich dwóch książek jest Ci bliższa i dlaczego?

E.P.: To tak jakbyś zapytała, które ze swoich dzięki kocham bardziej (śmiech). W każdą, wkładam po kawałku swojej duszy. Często opisując uczucia, posiłkuję się swoimi przeżyciami i tym, co ja odczuwałam w danym momencie lub sytuacji. Nie da się powiedzieć, którą powieść kocham bardziej i która jest mi bliższa. "Córka pedofila" uchyliła mi drzwi do wydawniczego świata, ale liczę po cichutku, że "Obietnica" mi je otworzy.

S.C.: Pewnie tak się stanie. Tego Ci życzę.  

3 komentarze:

  1. Ciekawy wywiad, można się z niego dowiedzieć paru rzeczy o autorce, ale i samym pisaniu. :D Co prawda ja jeszcze nie czytałem żadnej z powieści Ewy Price, ale może się skuszę. :D

    Pozdrawiam jeżowo
    Nikodem z Jeże czytają

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietny wywiad, bardzo lubie pióro Ewy,jej 1wsza ksiazka skradla moje serce. Z niecierpliwoscia czekam na nastepne powiesci. Zycze samych sukcesow 😉

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za możliwość poznania pani Ewy.

    OdpowiedzUsuń