Aleksandra Chrobak: Młodzi Irańczycy marzą raczej o wyjeździe do Miami niż o pielgrzymce

Aleksandra Chrobak – autorka bestsellera „Beduinki na Instagramie”, którą miałam okazję przeczytać i zrecenzować już jakiś czas temu (do przeczytania tutaj). Specjalistka od krajów Bliskiego Wschodu. Biegle włada językiem perskim, co pomogło jej w napisaniu najnowszej książki „Fashionistki zrzucają czadory” o życiu w Iranie. Zarówno w tej, jak i poprzedniej książce potraktowała temat kobiet, kultury oraz życia w krajach muzułmańskich lifestyle’owo starając się odczarować ten mit państwa ogarniętego religią narzucającą mieszkańcom własne reguły. Czy faktycznie powinniśmy się bać nieznanego? Jacy naprawdę są Irańczycy? Co to jest ta`arof? Jak zachować się w irańskim domu? O tym właśnie rozmawiamy z autorką. Zapraszam na niezwykle fascynującą opowieść o pięknie tradycji w dawnej Persji.   



Sylwia Cegieła: Iran – każdy planując tam podróż ma swoje plany, oczekiwania wobec danego miejsca. A od czego zaczęła się Pani podróż po tym kraju?

Aleksandra Chrobak: Na studiach religioznawczych zainteresowałam się islamem i jego mistyczną ścieżką, a to zainspirowało mnie to wzięcia drugiego kierunku – iranistyki. Było też dla mnie coś magicznego w tych robaczkach i esach-floresach arabskiego pisma. Moja mama powiedziałby, że po prostu kocham Orient, a Iran to dawna Persja. 

S.C.: Czy łatwo podróżuje się po tym kraju?

A.Ch.: Tak, w Iranie zawsze ktoś Ci pomoże i Cię ugości. To teraz gorący kierunek dla podróżników szukających przygody. Wizę dostaje się na lotnisku. Jest bardzo tanio. Można bez problem podróżować po dobrych drogach, czy skorzystać w usług lokalnych linii lotniczych. Persepolis, błękitne meczety i mauzolea zapierają dech. Ludzie są ciepli i niesamowicie przyjaźni. Baranina z szafranem smakuje wybornie i można sobie w ramach suweniru przywieźć perska miniaturę i dizajnerskie ciuchy. Tylko jechać!

S.C.: Á propos suwenirów, jaka jest Pani największa pamiątka po podróżach, którą przechowuje Pani do dziś? 

A.Ch.: Przyjaźnie. Dla mnie Iran to przede wszystkim wrażliwość i ludzie o wielkim sercu, często ukrytym pod fałdami czadoru. Co nie znaczy, że brakuje w moim domu perskich dekoracji, biżuterii, słodyczy czy książek. Nawet dywan raz przytargałam. 

S.C.: Jak więc wyglądała ta zdobycz? Czy faktycznie perski dywan robi takie wrażenie, jak się go opisuje? 

A.Ch.: Dywany to całe uniwersum, osobna dziedzina sztuki. Ich wzory pochodzące z pracowni mistrzów w różnych regionach Iranu i regionu w ogóle mają znaczenie symboliczne. Najbardziej cenione są dywany jedwabne, z których słynie miasto Kom, a które jest też ośrodkiem nauczania i centrum szyickiego kleru. Prawdziwy dywan to symbol oldschoolowego luksusu. Nie każdego stać na autentyk. Ubożsi kupują syntetyczne. Tradycyjne domy były po brzegi wyściełane dywanami. To kosztuje! W Iranie są tez popularne małe dywaniki oprawione w ramki. To ozdoby domów na każda kieszeń i gust. Oprócz  Mekki, można dostać tkany maszynowo obraz staroperskich tancerek, ale można też kupić scenki z Titanica i słodkie koty.

S.C.: To musi być piękny widok, ale Irańczycy – oprócz tego zamiłowania do przepychu, o którym tak dokładnie Pani pisze w swojej nowej książce pt. „Fashionistki zrzucają czadory” – słyną z ogromnej grzeczności i surowo przestrzegają ta`arof. Proszę zdradzić kilka z nich moim czytelnikom oraz potencjalnym turystom, którzy być może marzą o wyjeździe do tego kraju. 

A.Ch.: Ta`arrof to jak kaligrafia komunikacji międzyludzkich. Uwielbiam to. Ta`arrof może być wyszukanym komplementem, zwrotem, czysto grzecznościowym zaproszeniem lub prezentem. Można się w tym pogubić czasami i wyczytać prawdziwe intencje. 
Czasami to bardzo zabawne sytuacje, szczególnie gdy w tle pojawia się niczego nieświadomy turysta. Tak na przykład sprzedawca nie może podać ceny towaru od razu. Wymaga tego od niego święte prawo ta`arofu. Zapytany ile? Powie, że towar jest nic nie wart w porównaniu z nami, wręcz będzie go oferował jako prezent. Nie dajmy się jednak zwieźć i nie wychodźmy ze sklepu z chałwą pod pachą i wieszakiem w ustach. On musi odmawiać przyjęcia pieniędzy, a my mamy się upierać. Dopiero za trzecim razem pojawi się kwota i wcześniej już przygotowany rachuneczek. Byłoby niegrzecznym rzucić cenę prosto z mostu. To wyraz szacunku.
Zdarzyło mi się też niechcący przez to nieporozumienie wynikające z ich kurtuazji wprosić na irańskie wesele, itd. Takich sytuacji i historii opisuję bardzo wiele. Wizyta w irańskim domu to dopiero gąszcz ta`arrofu!


S.C.: Czym jeszcze, oprócz tej wyuczonej grzeczności, oczarowuje turystów Iran? 

A.Ch.: Po pierwsze są zaskoczeni, jak odmienny jest ten kraj od mrocznych przekazów medialnych. Iran jest odległy od image`u srogiego ajatollaha i czarnych czadorów. Jest tam mnóstwo pięknych zabytków, pałaców, błękitnych meczetów czy staroperskich pozostałości jak Persepolis. Perskie łuki i kopuły to inspiracja dla „Księgi tysiąca i jednej nocy”.
Iran ma też piękną naturę, góry. W Teheranie i Szirazie są bardzo dobre wyciągi narciarskie. Na turystów czekają też adaptowane na ekskluzywne hotele tradycyjne karawanseraje. W dużych miastach są też nowoczesne galerie handlowe, gdzie można zaopatrzyć się w eleganckie suweniry.
Myśl jednak, że turystów najbardziej łapie za serce Irańska gościnność i serdeczność. Irańczycy wiedza, że maja zły PR i starają się pokazać, że nie taki ten kraj straszny. Kto żyw, chce ugościć turystę – nawet jeżeli to tylko herbata. Bariera językowa w takich momentach nie funkcjonuje. Byłam kiedyś w Iranie z moim mężem. Odwiedziłam sanktuarium świętego imama w wypożyczonym na miejscu jasnym czadorze w kwiatki. Podczas gdy oglądałam skąpane w świetle kryształów i luster mauzoleum, do męża na dziedzińcu przysiadła się babcia w czadorze i poczęła do częstować orzeszkami z zawadiackim uśmiechem. Siedzieli sobie jak Mieszek z Leszkiem. 

S.C.: Spotykamy się na naszej rozmowie nie bez powodu, ponieważ właśnie wydaje Pani nową książkę. Po Pani ogromnym sukcesie wydawniczym, czyli „Beduinkach na Instagramie” przyszedł czas na  „Fashionistki zrzucają czadory”. Jak się pisało tym razem? Było łatwiej czy trudniej? 

A.Ch.: Od Iranu zaczęła się moja przygoda z Bliskim Wschodem. Studiowałam iranistykę, jak wcześniej wspomniałam i ten kraj zawsze był w moim sercu. Z kolejnych podróży przywoziłam nowe historie i przyjaźnie. Książka w zasadzie „napisała się sama”.

S.C.: Muszę przyznać, że jest o wiele dokładniejsza od poprzedniej. Skąd czerpała Pani źródła?

A.Ch.: Myślę, że jest inna. Wypływa z nostalgii. Iran gwałtownie się zmienia i westernizuje. Trochę tęsknię za miejscem, do którego pierwszy raz pojechałam 12 lat temu. W ostatnim rozdziale pisze o ginącej tradycji koczowników i prowincji zasypanej piaskiem, z której emigrują młodzi.
Na pewno w pisaniu książki i próbie zrozumienia tego miejsca pomogły mi studia iranistyczne i możliwość komunikowania się po persku. Iran ma 2500 lat kultury za sobą, która jest wciąż żywa, mimo reżimowych ograniczeń. To też tworzy klimat tej książki. 

S.C.: Co było najtrudniejsze podczas poszukiwań materiałów do książki i podczas samego pisania? 

A.Ch.: Dla mnie trudności to wyzwania. Myślę, że największym z nich było zdobycie zaufania irańskich koczowników z gór Zagros, abym mogła wejść do ich świata.

S.C.: Islam, kobieta w krajach arabskich i religia. Skąd wzięło się Pani zamiłowanie do tak trudnej tematyki? Wiem, że podjęła Pani studia w tym kierunku, ale co było przyczyną zainteresowania tak odmienną od naszej kulturą? Jak to się wszystko zaczęło? 

A.Ch.: Wydaje się trudna, bo jest mało zrozumiana. Niestety, w przekazach medialnych islam jest pokazany tylko od strony fundamentalizmu i zagrożenia, ale są też inne oblicza tej religii. Dla mnie religia  w ogóle jest odzwierciedleniem tego jak ludzie postrzegają świat. W islamie szyickim wyznawanym w Iranie doga do Boga wiedzie nie tylko przez świętą księgę, ale i poezję, teatr (misteria), muzykę, sztukę i wrażliwość na naturę oraz otaczający świat. 

S.C.: Z jednej strony Zjednoczone Emiraty Arabskie, a z drugiej Iran. Gdyby miała Pani porównać te dwa kraje i wskazać ich wady i zalety, co by Pani powiedziała? 

A.Ch.: Mimo pozornych podobieństw nie łączy ich tak wiele. Iran nie jest krajem arabskim i nie mówi się w nim po arabsku, tyko po persku. To indoeuropejski język spokrewniony z polskim. Łączy te kraje islam, ale są to jego dwie różne gałęzie.
Emiraty natomiast to kraj o silnej tradycji beduińskiej. Dziadkowie dzisiejszych młodych Emiratczyków w Ferrari rodzili się w namiotach na pustyni na liściach palmowych. Beduińska kultura jest tam wciąż żywa i dlatego ZEA tak mnie zafascynowały.
Iran to kraj o 2500 lat tradycji, państwo po przejściach, którego obywatele walczą dziś o swoją wolność. Iran jest krajem z teokratycznym reżimem i nowoczesnym, otwartym społeczeństwem.
W Emiratach jest odwrotnie. Na przykład: W ZEA nie ma nakazu noszenia islamskiego stroju, mimo to lokalne kobiety niemal stuprocentowo z domu wychodzą w czarnych długich abajach i chustach. Tak silna jest tam tradycja.
Natomiast w Iranie dziewczyny noszą dżinsy i kolorowe blezery od lokalnych projektantek do lekkich apaszek na włosach. Paradoksalnie, paradują ubrane dużo bardziej swobodnie niż ich koleżanki zza Zatoki. Te ostatnie są też wiernymi klientkami irańskich dizajnerek.


S.C.: Który z tych wyjazdów – do Emiratów czy Iranu – wzbudził w Pani największy strach i obawy? A gdzie czuła się Pani „jak w domu”? Dlaczego? Czy zdarza się Pani odczuwać smutek i żal, gdy opuszcza Pani dane miejsce?  

A.Ch.: Nie odczuwałam nigdy strachu. To nie są kraje ogarnięte wojną, gdzie na ulicy latają koktajle Mołotowa. Trzeba zawsze podróżować z głową i znać trochę lokalną kulturę i zwyczaje. Kiedy jeżdżę solo, wolę spędzać czas z rodzinami niż, np. pakować się na wyprawę w góry z nowo poznanym kolegą. Dbam o swoje bezpieczeństwo. Zawsze jeżdżę do danego miejsca – gdziekolwiek na świecie ono się znajduje – żeby się czegoś nauczyć od ludzi, żyć przez chwilę tak jak oni i przeżywać świat tak jak robią to oni. Przez to te miejsca stają mi się tak bliskie. Zostawiam tam część siebie, dlatego opuszczam je ze smutkiem.

S.C.: Co takiego fascynującego jest w krajach arabskich i w ogóle muzułmańskich, że pisarze, czytelnicy oraz widzowie coraz chętniej sięgają po książki oraz filmy z tego regionu? W czym tkwi fenomen i sukces chociażby seriali tureckich na świecie?  

A.Ch.: W Europie od wieków była moda na Orient. To co nieznane, tajemnicze ciągle nas fascynuje. Orient kojarzy nam się ze zmysłowością. Pociąga nas. To fantazja. Z drugiej strony, ludzie są coraz bardziej ciekawi prawdy o tym świecie, nie chcą już tylko polegać na serwisach informacyjnych. Poza tym, dziś coraz więcej ludzi stać na wakacje w ciepłych krajach lub wyprawy z plecakiem z dala od all inclusive i ten Orient jest na wyciągniecie ręki.

S.C.: Á propos Turcji, czy tam też będzie Pani wizytować? Może jakiś reportaż? Byłoby ciekawie.

A.Ch.:
Byłam w Turcji kilkakrotnie, również w tureckim Kurdystanie. Bardzo bym chciała spędzić tam więcej czasu. Nawet podczas studiów zaczęłam kurs tureckiego! Uwielbiam tamtejszy bit. W Iranie jest sporo kulturowych wpływów z Turcji. Piszę o tym przy okazji piękności z północy kraju, które nazywam kadżarskimi księżniczkami. 

S.C.: W Iranie pobożne kobiety noszą czadory, ale chyba nie od najmłodszych lat. Czy przyświeca temu jakaś specjalna ceremonia? 

A.Ch.: Tak, w Iranie konserwatywne panie noszą czadory. Często jednak ich córki już ich nie ubierają. To inne pokolenie. Jednak czadory są powszechne w środowisku irańskiego kleru. Dziewczynki ubierają go, kiedy wchodzą w wiek dojrzewania. Po prostu mama daje kilka metrów czerni do krawca, aby zrobić go na wymiar.

S.C.: Iran to dawna Persja z własną religią zaratusztrianizmem, który stopniowo uległ islamizacji. Czym różnią się te religie i ile w irańskiej tradycji zostało po dawnej Persji?

A.Ch.: Zaratusztrianizm to pierwsza monoteistyczna religia, z której czerpał judaizm, chrześcijaństwo i islam. To nie tylko czczenie ognia, które dziś rozpalają wyobraźnię turystów. Tej religii jesteśmy dłużni, m.in za wizerunek anioła, ideę mesjasza i widzenie świata jako opozycji dobra i zła. Mało jest filmów czy dzieł sztuki, które by się na tym nie opierały. Świetnym przykładem są „Gwiezdne Wojny”. Po latach dyskryminacji przez reżim następuje odwilż i wielu zaratusztrian wychodzi z szafy. Udało mi się dostać do kilku działających świątyń ognia i wież milczenia, gdzie kiedyś były chowane ciała zmarłych, aby nie zanieczyścić żywiołów. Notabene, oczyszczały je ptaki łącząc przyjemne z pożytecznym. Dziś zaratusztriaskie symbole, blisko związane z dawnym Perskim Imperium przeżywają renesans i są środkami wyrazu kontrkultury skierowanej przeciwko rządowi. Szyizm w Iranie przejął wiele elementów z czasów przed islamem, dlatego jest tak unikatowy na tle innych krajów muzułmańskich. Persja w Iranie ma się dobrze. Irańczycy są bardzo dumni ze swojej tradycji, w której czasy islamu to tylko część dziedzictwa.

S.C.: Co zostało w Irańczykach po ich perskich przodkach?

A.Ch.: Irańczycy są bardzo dumni ze swojego perskiego dziedzictwa. Składa się na to ponad 2500 tysiąca lat kultury, sztuki, literatury i starej religii, zaratusztrianizmu. Islamska Republika Iranu to tylko moment w historii tego kraju. Związkom między szyickim islamem i współczesną irańską kulturą, a nawet jej popowym aspektom poświęcam cały rozdział w książce. Dawne symbole wciąż są w Iranie bardzo żywe i nośne. Nie zapominajmy jednak, że Iran jest dość zróżnicowany etnicznie. Nie każdy Irańczyk to Pers.


S.C.: Wiem, że czador nie jest już obowiązkowy w Iranie, ale czy jest szansa na całkowite jego zrzucenie i wyzwolenie kobiet? Kiedy według Pani może to nastąpić?

A.Ch.: W książce używam czadoru jako metafory zmian, które zachodzą w tym kraju. Chusta – hidżab noszona w miejscach publicznych natomiast jest. Jednak wydaje mi się, że w przeciągu kilku lat nakaz jej noszenia zostanie zniesiony. Według mojej „sondy” przeprowadzanej z napotkanymi tam kobietami chustę z własnej woli nosiłoby około 20 procent lub mniej. Prawo hidżabowe już się zmienia. Od grudnia zeszłego roku zniesiono paragraf pozwalający na areszt ze względu na tzw. „zły hidżab”, czyli noszony tak, że niemal nic nie zakrywa. W zamian zaproponowano kursy z zasad moralności. Ponad połowa irańskiego społeczeństwa jest przed 30-stką, więc rząd musi coś młodym ludziom zaoferować. Inaczej upadnie.
Irańska chusta nie przylega ściśle do twarzy. Nosi się ją luźno. Jest normą, że odsłania warkocz do połowy pleców czy blond rozpuszczone włosy i bujną grzywę. Wiele z Iranek przypomina raczej gwiazdy kina lat 60. w Cadillacach niż uciśnione niewolnice. Iranki nieustannie naginają nakaz chusty, nawet jeśli to czasem tylko „listek figowy”. Np. w restauracjach często opuszczają ją na ramiona, tak samo jest w samochodzie. Zacierają granice miedzy publicznym a prywatnym życiem. W mediach społecznościowych czują się bardzo swobodnie i bez skrepowania wrzucają swoje fotki z rodzinnych imprez w krótkich sukienkach czy z gołym czteropakiem z siłowni. Widziałam w Teheranie kobiety w ogóle bez chust. To jest proces, którego – moim zdanie – nie da się zatrzymać.

S.C.: Czym są media społecznościowe dla Iranek? Jakie miejsce zajmują w ich życiu? 

A.Ch.: Media społecznościowe są w oby tych krajach przestrzenią, w której kobieta może być sobą. W ZEA konta są w przeważającej ilości trudne do rozszyfrowania. Na zdjęciach profilowych królują rajskie ptaki i kwiaty. Jest tak ze względu na potrzebę anonimowości do pokazania swojego prawdziwego oblicza, czasami jest to traktowane dosłownie.
W Iranie społeczeństwo nie jest tak konserwatywne oraz nie ma tam tradycji zasłaniania twarzy. Iranki istnieją w sieci pod swoimi imionami i uśmiechają się ze zdjęć profilowych.
Media społecznościowe dają wgląd w życie kobiet z dala od restrykcji stroju i zachowania obwiązującego w miejscach publicznych i dziewczyny z tej wolności korzystają. Ciężko na Instagramie znaleźć profil Iranki bez rozwianych na wietrze włosów. Media społecznościowe aktywizują kobiety, które mogą w sieci rozkręcić np. biznes modowy.

S.C.: Co z wykształceniem irańskich kobiet? 

A.Ch.: Obecnie w Iranie jest więcej studentek niż studentów. Dziewczyny są ambitne i kształcą się na potęgę. W Iranie uniwersytety są koedukacyjne, co też przyciąga młode panie szukające dobrej partii. 

S.C.: Co potem, jak już się wykształcą? Jak wygląda aktywność zawodowa niezamężnych i zamężnych kobiet w tym kraju?

A.Ch.: Naturalnie, istnieje dysproporcja między aktywnością zawodową wsi, rejonów koczowniczych i miast. Jednak i to zmienia się szybko. W Iranie dziś większość obywateli jest przed trzydziestką i to pokolenie chce żyć inaczej. To oni zmienią tek kraj. 

S.C.: Co się dzieje z dziećmi po rozwodzie rodziców?

A.Ch.: Po rozwodzie dzieci zostają z matką do 7. roku życia. Później o opiece nad dziećmi decyduje sędzia – mułła. Moja znajome powiedziały mi, że na ogół przychylają się oni do wniosku matki. W razie ponownego zamążpójścia prawo do dzieci przechodzi na ojca – chyba, że para się dogada i załatwi sprawę polubownie. 

S.C.: Jak się wychowuje dzieci w Iranie?

A.Ch.: Moim zdaniem dzieci w Iranie bardzo się rozpieszcza. Wielu rodziców, szczególnie tych lepiej sytuowanych chce im w pewnym stopniu zrekompensować reżimowe ograniczenia.


S.C.: Gdzieś przeczytałam, że dla przeciętnego mieszkańca Iranu bez względu na płeć religia wpleciona jest w życie obywateli, nawet jeśli nie jest zgodna z ich światopoglądem. Z tego co Pani napisała, Irańczycy jednak doskonale sobie radzą z omijaniem niektórych praw Koranu… 

A.Ch.: W Iranie religia nie odgrywa w życiu zwykłych obywateli aż tak dużej roli jak mogłoby się wybadać. Regularnie do meczetów chodzi 1,4% społeczeństwa. Więcej ludzi odwiedza szyickie sanktuaria. Są osoby szczerze i głęboko religijne oraz tacy, którzy czują się muzułmanami, ale nie praktykują obowiązków religijnych. Są też ateiści, którzy, oczywiście, się do tego oficjalnie nie przyznają. Młodzi Irańczycy marzą raczej o wyjeździe do Miami niż o pielgrzymce.

S.C.: Czy Polka taka jak Pani mogłaby żyć w kraju o tak odmiennej kulturze, tradycji oraz religii? 

A.Ch.: Myślę, że tak, pod warunkiem, że miałaby dobra pracę. Te tradycje nie są aż tak dalekie od naszych. Na nowy rok, który jest jednocześnie pierwszym dniem wiosny przygotuje się, m.in. pisanki. To ta sama symbolika. Należy pamiętać, że nasza kultura szlachecka miała wywodzić się od Sarmatów, a były to ludy irańskie. Iran i Polska to indoeuropejskie kraje, które łączy wiele tradycji.

S.C.: Łatwiej żyje się tam singielce czy mężatce? Czy chciałaby Pani zostać żoną Irańczyka? 

A.Ch.: Życie singielek w mieście takim jak, np. Teheran nie różni się tak drastycznie od naszego. Tam nie czuć oddechu ajatollaha na karku. Moje koleżanki prowadzą samochody terenowe i chodzą na randki. Niemal wszystkie rozjaśniają włosy na blond i mają już skorygowane nosy. Życie mężatki trochę zależy od rodziny męża i reguł, jakie w niej panują oraz klasy społecznej. Inaczej jest w penthausie w stolicy, gdzie myśli się o wypadzie na zakupy do Dubaju, a inaczej na slumsowych przedmieściach, gdzie kobiety dorabiają sobie jak mogą drobnym handlem ulicznym.
W tym roku wyszłam za mąż, także pytanie jest już nieaktualne (śmiech). Myślę, że teoretycznie mogłabym wyjść za Irańczyka. Według mnie te kultury są na tyle blisko, że można zbudować między nimi most. To wszystko zleży jednak od konkretnych ludzi, ich oczekiwań oraz zdolności do kompromisu i chęci uczenia się od siebie. 

S.C.: W jednym z Pani wywiadów przeczytałam, że po opisaniu życia Beduinów już nie ma Pani możliwości powrotu do Emiratów. Czy podobnie będzie z Iranem? 

A.Ch.: Zobaczymy, ale myślę, że Irańskich dygnitarzy zaprzątają teraz inne sprawy niż kobieta z dalekiego Lahestanu (Polska po persku) wydająca książkę, w której stara się przebić przez stereotypy i czarny PR, który przylgnął do Iranu i przybliżyć to miejsce czytelnikom. Choć na pewno reżimowi „Fashionistki” by się nie spodobały.

S.C.: Na koniec proszę powiedzieć, dlaczego warto przeczytać Pani książkę i jakie ma Pani kolejne plany wydawnicze? Gdzie teraz zamierza Pani wyjechać? 

A.Ch.: Chciałam pokazać Iran od strony lifestyle’owej, bez uprzedzeń, które przywarły do niego jak napalm. Jest to też w pewnym sensie przewodnik po współczesnym Iranie. Mam pomysł na kolejną książkę. Mogę tylko powiedzieć, że będzie dotyczyć kraju z tego samego regionu.


S.C.: Trzymam zatem kciuki za sukces wydawniczy "Fashionistek" oraz dalsze plany podróżnicze.
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: