Kamil Niziński: Gdziekolwiek widzę swoje zdjęcia, rozpiera mnie duma

Kamil Niziński – programista, który został modelem dzięki swojej dziewczynie, a obecnie narzeczonej. To ona motywowała go do pracy nad sobą, nad swoim wizerunkiem oraz ćwiczeniami. Pochodzi z Wadowic i aby móc pracować w branży fashion, musiał przeprowadzić się do stolicy. Jednak nigdy nie miał w sobie żadnych kompleksów wynikających z faktu, że urodził się i wychował w małym mieście. Obecnie ma na swoim koncie wiele udanych sesji modowych, markę obuwia oraz biżuterii sygnowane własnym nazwiskiem. Jego wizerunek zdobi również kilka książek. Ostatnio Kamila można zobaczyć na okładce „Obietnicy” Ewy Pirce, o której autorka opowiadała mi jakiś czas temu (wywiad i recenzja do przeczytania pod linkami). Z modelem rozmawiałam o jego początkach kariery, przeprowadzce do stolicy oraz oczywiście o modzie.     


   
Sylwia Cegieła: Modeling wymaga nie tylko dobrej sylwetki, ale i dobrej kondycji, aby sprostać wielu wyzwaniom przed obiektywem. Jak o to dbasz?

Kamil Niziński: Przede wszystkim zdrowa dieta. Przy natłoku pracy nie zawsze mam czas na siłownię, dlatego dbam o to jak i co jem. Dodatkowo pomagają mi ćwiczenia z elektrostymulacji mięśni, które prowadzi moja narzeczona.  

S.C.: Za co lubisz modeling, a czego lubisz w swojej pracy?   

K.N.: Modeling kocham za te wszystkie wyjazdy i podróże, na które nie mógłbym sobie tak często pozwolić pozostając przy moim wyuczonym zawodzie. Ogromnym plusem jest też możliwość poznawania różnych, przeważnie pozytywnych ludzi, którzy często otwierają nowe możliwości rozwoju.  Nie lubię natomiast, gdy ktoś twierdzi, że modeling to lekka praca nie zdając sobie sprawy z tego jak wiele trzeba poświecić karierze w tej branży.  

S.C.: Á propos poświęcenia, aby być w tym miejscu, w którym jesteś teraz, musiałeś poświęcić wiele czasu na treningi, dietę i zdrowy tryb życia. Czy teraz czujesz się dumny z własnych dokonań, czy jednak to nie jest jeszcze szczyt Twoich marzeń i chcesz osiągnąć więcej?   

K.N.: Porównując moje stare zdjęcia z tymi aktualnymi, jestem pod ogromnym wrażeniem jak bardzo zmienił się mój wygląd oraz poprawiło się moje zdrowie i kondycja. Ja obecnie i ja z przeszłości to 2 różne osoby. Oczywiście, nie chcę się na tym zatrzymywać. Jest jeszcze kilka rzeczy, które chciałbym poprawić w sobie, ale wszystko wymaga czasu. Nie lubię stać w miejscu.  

S.C. Pochodzisz z małego miasteczka i ze względu na charakter pracy musiałeś się przeprowadzić do Warszawy. Jakie były te początki w nowym mieście? Coś Cię zaskoczyło, zdziwiło…?  

K.N.: Na początku nie było łatwo. Przeprowadzając się postawiłem wszystko na jedną kartę. Nie miałem żadnej gwarancji, że moja kariera modela rozwinie się tak bardzo. Nie miałem też dużego zabezpieczenia finansowego, ale też nie brałem pod uwagę porażki. W Warszawie szybko poznałem ludzi takich jak ja - młodych, ambitnych, mających marzenia i chcących rozwijać karierę. Niemiłym zaskoczeniem było to, że część tych osób parło do przodu po trupach. Nieraz ktoś próbował mnie wykorzystać do swoich celów. Nieraz ktoś chciał mnie oszukać. Takie są uroki tej branży. Dlatego cieszę się, że od zawsze mam przy boku moją (już) narzeczoną, która zawsze mnie wspiera, pomaga i wierzy w mój sukces – czasem bardziej niż ja sam, dodając mi tym motywacji do działania.  

S.C.: Nie miałeś nigdy kompleksu małomiasteczkowego chłopaka, który nagle znajduje się w wielkim mieście i musi ułożyć sobie życie od nowa? Nie przeszkadzało Ci pochodzenie?   

K.N.: Po przeprowadzce nie miałem czasu na kompleksy. Mieszkanie w stolicy, w centrum nie jest tanie, a ja musiałem utrzymać się sam. Początki były trudne. Musiałem zakasać rękawy i mocno pracować, ale nigdy nie byłem dyskryminowany ze względu na swoje pochodzenie. Kiedy ktoś zapyta mnie o to skąd jestem, zawsze chętnie odpowiadam, że jestem z Wadowic. W pracy również nikt nie patrzył na to skąd jestem, a na to jak się ze mną współpracuje. Ludzie z mojej branży rzadko pochodzą z Warszawy czy innego dużego miasta. Może dlatego tak dobrze mi się z nimi pracuje.


S.C. Jak żyje się w małym miasteczku? Czym się charakteryzuje życie w stosunkowo małej społeczności?  

K.N.: Życie w małym mieście jakim są Wadowice ma swoje plusy i minusy. Na pewno jest spokojniej, czas jakby leci wolniej i nie widać tego pędu za pieniądzem, za karierą. Mieszkając w Wadowicach miałem bardzo dużo znajomych, kolegów – w takim miasteczku każdy zna każdego. Tego mi trochę brakuje, tak samo jak całej mojej rodziny, która nadal tam mieszka.  

S.C. Praca w modelingu – jak sam podkreśliłeś w jednym z wywiadów – nastawiona jest głównie na kobiety i stosunkowo niewiele jest w branży pracy dla mężczyzn. Jaki więc miałeś sposób na siebie na początku kariery? 

K.N.: Wydaje mi się, że zaczynając swoją karierę trafiłem w pewną niszę w branży modelingowej. Kilka lat temu można było znaleźć głównie modeli typowo High Fashion, bez zarostu, wyglądających młodo, nawet chłopięco. Ja byłem ich przeciwieństwem – brunet, ciemny zarost, bardziej męski. Taki wizerunek bardziej odpowiadał większości firm, z którymi udało mi się nawiązać współpracę, ale również wpisywałem się w trendy, które powoli wchodziły na polski rynek.  

S.C. Skończyłeś programowanie. Masz zawód „na czasie” - jak to mówią. Nie chciałeś być programistą, który w wolnych chwilach jest modelem? Branża modowa nie jest aż tak pewna, jak tzw. „normalna” praca. Trzeba się nabiegać za zleceniami.   

K.N.: To właśnie programowanie rzuciłem na rzecz modelingu. Branża informatyczna to silnie rosnący sektor już od wielu lat. Specjaliści są bardzo dobrze opłacani i nie mają problemu ze znalezieniem pracy. Zanim w pełni zająłem się modelingiem pracowałem w małym start-upʼie, który z miesiąca na miesiąc rozrósł się do firmy zatrudniającej kilkanaście osób. Ciągła praca przy komputerze jednak sprawiała, że czułem się odizolowany od społeczeństwa, a to finalnie mogło doprowadzić nawet do stanu depresyjnego. Jeżeli chodzi o modeling to mam tych zleceń dużo. Mam również swoich stałych klientów i nie muszę martwić się o brak pracy, a na każdym planie daję z siebie 100%.  

S.C. W ostatnim czasie ciągle widujemy Cię na okładkach polskich i zagranicznych tytułów. Jak to jest, gdy wchodzisz do księgarni, a tam… Kamil? Co się wtedy czuje?  

K.N.: Gdziekolwiek widzę swoje zdjęcia, zawsze rozpiera mnie duma. Czy to na billboardach, w TV, czy właśnie na okładkach książek. Zawsze wtedy myślę nad tym jak długą drogę musiałem przejść, aby być w miejscu, w którym teraz jestem, a potem mówię sobie: „Kamil musisz iść dalej, do przodu. Musisz dać z siebie więcej”. Często dostaję zdjęcia od moich fanów, którzy wypatrzyli gdzieś moją twarz. To również jest bardzo miłe i zawsze doceniam takie gesty.  

S.C. Co trzeba zrobić, aby zostać „etatowym” modelem? Jak wygląda taka praca nad sesją od kulis? Duża jest konkurencja?   

K.N.: Tak jak każdy zawód, modeling wymaga czasu i pracy, aby nabrać odpowiedniego doświadczenia i stać się pełnoetatowym modelem. Trzeba czuć się pewnie przed obiektywem, być plastycznym, przewidywać ruchy fotografa. Każda sesja jest inna, na każdej uczę się czegoś nowego. Model na pewno powinien mieć chociaż niewielkie zdolności aktorskie, aby bez trudu mógł wcielić się w rolę, zagrać w danej sytuacji i okazać odpowiednie emocje. Dużo ludzi próbuje swoich sił w modelingu, ale nie wielu udaje się przebić i pozostać w branży. Zdarza się, że rezygnują już na początku, kiedy zobaczą jak na prawdę wygląda praca na planie. Żeby być etatowym modelem, trzeba to lubić robić. Przydatna jest też taka cecha jak cierpliwość, ponieważ czasami czeka się po kilka godzin na odpowiednie warunki do zrobienia zdjęcia.


S.C. Bierzesz udział w sesjach zdjęciowych prezentujących ubrania, ale też okładkowych. Jak się pracuje w dwóch tak różnych obszarach?    

K.N.: Ja podzieliłbym to inaczej – na sesje produktowe i wizerunkowe. Sesje produktowe są nudne. Zdjęcia robione są głównie do sklepów internetowych, na białym tle odpowiednio prezentując produkty. Natomiast sesje wizerunkowe są dużo ciekawsze, wymagają więcej czasu i pracy. Zdarzyło się, że jedno zdjęcie wizerunkowe robiłem nawet przez 4 godziny bez przerwy. Fotograf musiał znaleźć odpowiedni kadr i warunki, aby mógł zaakceptować swoją pracę. Osobiście wolę sesje wizerunkowe. Na nich mogę pokazać więcej siebie, poeksperymentować i tworzyć takie zdjęcia jak to na okładce „Obietnicy”.  
S.C. Widziałam te zdjęcie i ciągle zachwycam się okładką. Razem z Moniką Synytycz stworzyliście bardzo klimatyczny obrazek. Na co dzień wolisz jednak pozować sam czy partnerować?   

K.N.: Samemu na pewno pracuje mi się o wiele szybciej i sprawniej. Ponadto nie jest łatwo fotografowi złapać idealny kadr, kiedy ma przed obiektywem kilka osób. Pomimo tego, ja wolę kiedy na planie jest więcej ludzi, kiedy coś się dzieje. Jestem otwarty, rozmowny i towarzyski, więc przy takich sesjach pracuje mi się lepiej.  

S.C. Stworzyłeś też autorską serię biżuterii męskiej oraz kolekcję obuwia, które prezentujesz na swoim Instagramie. Co było dla Ciebie najważniejsze przy tworzeniu tych marek? Czy towarzyszyło temu jakieś konkretne przesłanie, idea?   

K.N.: Oba projekty są dla mnie bardzo ważne. Obie kolekcje łączy jedna cecha – prostota. Zarówno buty jak i biżuteria są ponadczasowe, uniwersalne. Wyglądają dobrze na każdym, kto je założy. Zadbałem również o ich jakość. Mimo swojej prostoty, wyglądają ekskluzywnie. Dostałem już wiele pozytywnych opinii na temat moich kolekcji i ani jednej negatywnej! Projektowanie spodobało mi się i myślę, że wkrótce powstanie jeszcze coś ciekawego.  

S.C. Ubierasz się dla siebie czy zawsze dla innych? Czy zdanie otoczenia na temat Twojego wyglądu jest dla Ciebie ważne czy jednak niekoniecznie bierzesz pod uwagę to, co inny piszą o Tobie?   

K.N.: Ubieram się dla siebie, tak jak lubię i tak jak jest mi wygodnie. Nie zawsze wszystkim podoba się mój styl, rozumiem to. Jestem otwarty na konstruktywną krytykę i tylko taką przyjmuję. Pamiętajmy, że moda jest dla nas. Należy się nią bawić i eksperymentować szukając w niej siebie. Twój styl będzie się jednym podobał, a inni będą go wyśmiewać. Ludzie mają różne gusta i ciężko byłoby wszystkim dogodzić, dlatego ja jestem zawsze sobą, cokolwiek na siebie włożę.


S.C. Jaką rolę odgrywa moda w Twoim prywatnym życiu? Co najchętniej nosisz? Jaki jest Twój styl?   

K.N.: Moda zacząłem interesować się wraz z rozwojem kariery modela. Wcześniej nie przykuwałem do niej większej uwagi, ale teraz, dzięki swojej pracy, jestem na czasie. Mam kilka rzeczy w szafie, które określam jako mój MUST HAVE. Są to na pewno: białe sneakersʼy, sztyblety, prosty i elegancki płaszcz, skórzana ramoneska, dobrej jakości spodnie jeansowe i biała koszula. Reszta ubrań zmienia się wraz z porą i trendami. Zakupy najczęściej robię w „sieciówkach”, a najfajniejsze ubrania znajduję w takich sklepach jak ZARA, Mango, H&M. Mój styl jest elegancki, spokojny, stonowany – dokładnie taki jak mój charakter. Nie lubię „wyróżniać” się z tłumu poprzez krzykliwe stylizacje i kolory.  

S.C. Czy moda według Ciebie ma płeć? Jak reagują na nią mężczyźni z Twojego otoczenia nie będący modelami?   

K.N.: Od kilku lat coraz silniejsze w modzie staje się zjawisko neutralności Genderowej, jednak uważam, że granica między ubraniami dla niej i dla niego powinna istnieć. Choć kobieta w garniturze czy fraku może się podobać, to już mężczyzna w spódnicy mnie nie przekonuje.   

S.C.: Mnie też nie, chyba że jest to kilt, wtedy mogę przymknąć oko. A co jest dla Ciebie wyznacznikiem elegancji?   

K.N.: Elegancja to prostota i skromność. Chcąc wyglądać elegancko najlepiej postawić na klasykę, czyli proste kroje, wysokiej jakości materiały i niewielka ilość gustownych dodatków sprawiają, że każdy wygląda w nich dobrze. Elegancja to też sposób bycia i zachowania – pewność siebie, szacunek do własnej osoby i innych ludzi.  

S.C. U ludzi najbardziej cenię…

K.N.: Trzy cechy: szczerość, lojalność, pracowitość.  

S.C. Najtrudniejsze zlecenie modowe, jakie musiałeś zrealizować to?  

K.N.: Nie ma dla mnie trudnych zleceń. Każde to jakieś wyzwanie, które z chęcią podejmuję i które wzbogaca mnie o nowe doświadczenia. Jak każdy stresuję się czasami, żeby wszystko poszło po mojej myśli, ale szybko zwalczam ten stres i czerpię przyjemność z mojej pracy.


S.C. Wrócisz kiedyś do programowania?    

K.N.: Programowanie to moje wyjście awaryjne. Nadal to lubię i jestem na czasie z nowinkami z branży IT, a także sam modyfikuję i poprawiam swoją stronę internetową. Nie wykluczam, że wrócę kiedyś do zawodu, ale im później to nastąpi, tym lepiej.  

S.C. Jakie są Twoje najbliższe plany?   

K.N.: Aktualnie walczę o wizę pracowniczą do USA. To moje drugie podejście, ponieważ za pierwszym razem mój wniosek został odrzucony. Jest to dla mnie priorytet. Mam bardzo dużo zapytań od klientów ze Stanów i jestem w stałym kontakcie z moją agencją w Miami, która robi wszystko, aby mi pomóc. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko się udało!  

S.C.: Dziękuję Ci za rozmowę i życzę powodzenia w dalszym rozwoju kariery. 
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

1 komentarz: