Mam polski paszport, ale tak naprawdę nie wiadomo, skąd przyjechałam

Marta Kusak – stewardessa mieszkająca obecnie w Londynie, ale swoją przygodę z podróżowaniem rozpoczęła od Omanu, gdzie stacjonowała w czasie swoich podniebnych wojaży. Obecnie studentka Stosunków Międzynarodowych na Uniwersytecie Westminsterskim w Londynie i pracownik jednego z hoteli w Wielkiej Brytanii. Jakiś czas temu miałyśmy okazję rozmawiać o jej zawodzie i pracy stewardessy (ten wywiad do przeczytania tutaj), a obecnie w ramach cyklu „Polacy na emigracji” podpytuję mojego gościa o życie w Omanie oraz Wielkiej Brytanii, o różnice kulturowe oraz życie codzienne w tych dwóch odległych od siebie lokalizacji. Będzie ciekawie.    


Sylwia Cegieła: Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z emigracją i jakie były jej powody? 

Marta Kusak: Pierwszy raz wyemigrowałam 3 lata temu do Omanu, żeby pracować jako stewardessa dla narodowego przewoźnika. Po dwóch latach pobytu na Bliskim Wschodzie przeniosłam się do Londynu, żeby rozpocząć studia magisterskie.

S.C.: Dlaczego akurat Anglia i Londyn? 

M.K.: 5 lat temu przyleciałam na majówkę do Londynu i pokochałam to miasto. Powodów jest wiele. Studia magisterskie trwają tu tylko rok, a ja już miałam chwilkę przerwy, którą spędziłam na pracy w chmurach. W ostatnim roku, podczas pobytu na Bliskim Wschodzie i w czasie moich podróży szukałam miejsca, które najbardziej odpowiadałoby mojemu stylowi życia. Przyciągnęła mnie wielokulturowość, multum możliwości, życie socjalne, a także możliwość podszkolenia języka angielskiego. Ważny też był fakt, że mogę w każdej chwili polecieć z Londynu do Polski i nie jest to taki długi dystans jak z Omanu. 

S.C.: Przyjechałaś i co? Od czego zaczęłaś proces asymilacji? Czy miałaś jakąś barierę komunikacyjną? 

M.K.: Z asymilacją nie mam najmniejszego problemu. Wyjechałam z domu w wieku 16 lat. Mam za sobą miesięczne pobyty w Kambodży, Chinach, Izraelu i Francji. Poza tym, długo latanie po świecie było moją pracą. Mieszkałam też na Bliskim Wschodzie. Zmiana miejsca zamieszkania dla mnie to trochę tak jak podróż autobusem. Na uczelni przyznaję, że przez pierwszy tydzień musiałam przyzwyczaić się do brytyjskiego i szkockiego akcentu. Zastanawiałam się, czemu nagle nie rozumiem, co profesor mówi na wykładzie. Przecież przez ostanie kilka lat nie mieszkałam w kraju. Jednak po tygodniu zaczęłam się przyzwyczajać i bariera ustąpiła.  

S.C.: Jak wyglądały Twoje pierwsze miesiące w tym mieście? 

M.K.: Dopiero co zrezygnowałam z latania, byłam więc zmęczona podróżowaniem. Mój organizm był przemęczony. Starałam się odpocząć. Spotykałam się ze znajomymi z uczelni. Uczyłam się i czasami tańczyłam.

S.C.: Miałaś jakieś oczekiwania względem Londynu? Zostały one spełnione, czy jednak się czymś rozczarowałaś?

M.K.: Chyba najbardziej rozczarowały mnie standard mieszkań w Londynie i ceny. Trudno znaleźć pokój w dobrym stanie i właściciela, który dotrzyma słowa. A pojedynczy pokój kosztuje przynajmniej 5 razy tyle, co wynajem w jednym z większych miast w Polsce. W Londynie, jak w każdym większym wielokulturowym centrum, nie zawsze jest bezpiecznie. Mieszkam na północy Londynu, w dzielnicy słynącej z walki gangów. Z tego powodu miałam zaczepki na przystanku czy widziałam przelatujące mi nad głową fajerwerki. Poprzednio mieszkałam w centrum Londynu, w „imprezowej” dzielnicy i od czwartku do niedzieli miałam hałas za oknem.


S.C.: Przedtem jednak miałaś okazję mieszkać na Bliskim Wschodzie. Jak żyło się i pracowała w Omanie? A jak jest teraz w Londynie? Co z odmiennością kulturową tego kraju? 

M.K.:  Właściwie, pomimo, że przed wyjazdem do Omanu słyszałam mnóstwo negatywnych opinii, co do wyjazdu do kraju arabskiego, czułam się bardzo bezpiecznie i miałam zapewnione przez pracodawcę w pełni mieszkanie, rachunki, transport, etc. W Londynie mogę o tym zapomnieć. To znaczy, mam więcej wolności jako kobieta, czyli mogę się ubierać i chodzić gdzie mam ochotę, bez zbędnych spojrzeń na ulicy, ale o wszystko potrzebne do życia muszę zadbać sama. To prawda, że trochę żyłam jak arabska księżniczka i pierwsze wydatki w Londynie, brak zniżkowych lotów, które posiadałam jako stewardesa do dzisiaj powodują, że czasami tęsknię za Bliskim Wschodem. Czuję natomiast, że mam trochę więcej wolności i nie wyróżniam się z powodu europejskiej urody. Nie czuję się więc w Londynie obco.

S.C.: Co najbardziej zaskoczyło Cię czy zszokowało w tym kraju, gdy zdecydowałaś się w nim zamieszkać? 

M.K.: Liczba robotników z krajów trzeciego świata i to, że połowę arabskiego kraju stanowią ekspaci. 

S.C.: Jaki jest Oman oczami Polki? Jak wygląda tam życie codzienne? Chodzi mi o kulturę, obyczaje, podejście do kobiet. W końcu to jednak odmienny kulturowo kraj, w którym religia chyba jest ważna.

M.K.: Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, przyjaźń i pomoc ze strony przypadkowych osób spotkanych na ulicy, Oman to jedno z najbezpieczniejszych krajów na ziemi. Nikt nie zrobi kobiecie krzywdy, gdyż za to grożą wysokie kary, czy nawet wydalenie z kraju. Natomiast pod względem religijnym, kulturowym nie wyobrażam sobie pozostania czy związku w arabskim kraju. 

S.C.: Wspomniałaś, że wiele podróżowałaś i zwiedzałaś. Co dały Ci te podróże? Którą z nich wspominasz najczęściej? 

M.K.: Nepal – pewnie dlatego, że urodziłam się w górach. Chciałabym tam kiedyś wrócić i dotrzeć do Annapurna Base Camp. Miałam tylko 6 dni i, niestety, nie starczyło mi czasu. Zanzibar – moja ulubiona destynacja pracownicza. Teraz, wracając do domu, czuję się egzotycznie. Podróże dużo mnie nauczyły – chyba najwięcej. Zarówno podczas pobytu w Bangladeszu, jak i podczas lotów po Francji doświadczałam czegoś nowego. Poznałam różne kultury i ludzi z każdej strony świata, dlatego zdecydowałam się też studiować Stosunki Międzynarodowe, a nie kontynuować turystykę.

S.C.: Jacy są Londyńczycy oczami Marty Kusak? 

M.K.: Ciągle zabiegani – tak jak ja (śmiech), ale też tolerancyjni i otwarci na inne kultury.


S.C.: Ty nie tylko mieszkasz w Londynie, ale też podjęłaś tam studia, o czym zresztą już wspomniałaś. Studiujesz Stosunki Międzynarodowe na tamtejszym uniwersytecie. Jak wygląda brytyjska edukacja i dzień z życia studenta?

M.K.: Studiuję Stosunki Międzynarodowe. Zajęcia mam 2 razy w tygodniu, w sumie 9 godzin. Edukacja w Londynie bardzo różni się od tej w Polsce. Na polskiej uczelni jest dużo przedmiotów, niektóre nie są związane szczególnie z nauczanym kierunkiem. W Anglii jeden wykład trwa 3 godziny (przynajmniej na mojej uczelni) i są to nauczane przedmioty ściśle związane z danym kierunkiem. W przypadku moich studiów na zaliczenie piszę eseje i niekoniecznie muszę być w Anglii (pod koniec pierwszego semestru pisałam zaliczenia w czasie treningu na stewardessę na Chorwacji). Wykładowcy pomagają studentom. Z racji tego, że studia są dość elastyczne, większość moich znajomych pracuje na pół etatu. W Polsce zdawałam zazwyczaj kilka egzaminów. Wiadomo, że w Anglii koszty studiów są wysokie, a po Brexicie o kredyt studencki będzie pewnie trudniej.

S.C.: Dlaczego nie wybrałaś polskiej uczelni?

M.K.: Dlaczego wybrałam Londyn, a nie Polskę? 

S.C.: Tak.

M.K.: Chciałam mieć dyplom zagranicznej uczelni. Poza tym, spędziłam już kilka lat na lataniu. Studia magisterskie z mojego kierunku trwają tylko rok, a nie dwa lata jak w Polsce. Nie chciałam być „uziemiona”. Osoby, które mnie znają, wiedzą, że mam problem z usiedzeniem w kilka minut w jednym miejscu (śmiech). Poza tym, studia są bardziej elastyczne. Studiuję dziennie i pracuję na pełny etat.

S.C.: Czy masz w związku z tym czas na tzw. „celebrowanie” studenckiego życia? Czy jednak tylko nauka i praca? 

M.K.: Czasami jestem bardzo zmęczona, ale myślę, że – jak każdy z nas – potrzebuję czasu, żeby się „zresetować” i spotkać ze znajomymi. Poza tym, są to nasze ostatnie miesiące na studiach, dlatego znajomych z uczelni stawiam na pierwszym miejscu. 

S.C.: Czy jest coś, co przeszkadza Ci w Londynie?

M.K.: Wieczne korki i ludzie wpadający na siebie w metrze. Szczególnie jest z tym problemem w godzinach szczytu. 

S.C.: Twoje ulubione miejsca w Londynie.

M.K.: West End (dzielnica teatrów) i China Town.


S.C.: Miałaś już okazję zwiedzić całą Anglię? Czy jednak wciąż nie masz na to czasu?

M.K.: W Anglii spędziłam w sumie 4 miesiące, niestety, nie miałam okazji. Na początku walczyłam z jet lagiem, ponieważ po lataniu miałam przejściowe problemy ze zdrowiem i chciałam odpocząć od podróżowania. Obecnie pracuję i studiuję, ale kiedy skończę studia mam zamiar odwiedzić parę ciekawych miejsc na północy Anglii i Europy.

S.C.: Jakie są Twoje doświadczenia z Polakami w Londynie? 

M.K.: Czasami spotykam polskich gości w hotelu, w którym pracuję i jestem jedyną osobą na recepcji mówiącą w języku polskim. Zazwyczaj goście są bardzo mili, ale zdarzył mi się przypadek, kiedy było mi wstyd za Polaków. Utrzymuję też bliższy kontakt z trzema koleżankami z Polski mieszkającymi w Londynie. Jednak większość moich znajomych to środowisko międzynarodowe. Nie przywiązuję uwagi do tego, skąd ktoś pochodzi, bardziej chodzi mi o osobowość drugiego człowieka. 

S.C.: Jak długo zamierzasz zostać w Anglii? 

M.K.: Nie lubię planować. Wszystko też zależy od moich planów zawodowych. Na razie myślę o pozostaniu w Anglii przynajmniej rok, ale jak to w moim życiu bywa, potrafię spakować się w ciągu jednego dnia i przenieść się na drugi koniec świata (śmiech).   

S.C.: W jakim stopniu życie w obcym mieście ukształtowało Ciebie? Czy coś się w Tobie zmieniło? Co Ci dała emigracja? 

M.K.: Stałam się bardziej niezależna i silniejsza. Mniej przejmuję się opiniami ludzi. Nauczyłam się też, że warto jest mieć przy sobie kilku dobrych, prawdziwych przyjaciół, którzy rozumieją i wspierają mnie w tym, co robię. 

S.C.: Czy potrafiłabyś teraz, po tych kilku latach spędzonych poza Polską wrócić teraz do kraju i na nowo zacząć tutaj żyć i pracować? 

M.K.: Trochę to dziwne, ale jeszcze nigdy nie pracowałam w kraju. Nie wiem, czy w tym momencie potrafiłabym wrócić i odnaleźć się w Polsce. Mój styl życia całkowicie się zmienił. Moi znajomi śmieją się, że mam polski paszport, ale tak naprawdę nie wiadomo, skąd przyjechałam. I ja chyba też czuję się już bardziej międzynarodowo, chociaż uwielbiam wracać do domu w górach i odpocząć od wszystkiego. Myślę, że przyzwyczaiłam się też do ciągłej zmiany miejsca, przecież od 10 lat prowadzę „życie na walizkach”, potrafię szybko spakować się i rozpakować, a także zasnąć w każdym miejscu. 

S.C.: Czy czujesz się jako emigrant w obcym mieście? Czy jednak udało Ci się przeniknąć w tamtejszą społeczność?

M.K.: Nie czuję się emigrantką. Trudno jednak jest znaleźć w Londynie prawdziwego Brytyjczyka.


S.C.: Polska to dla mnie…

M.K.: Dom i miejsce, z którego pochodzę. 

S.C.: Co czujesz patrząc na Polskę z Londynu? 

M.K.: Jedyne miejsce, do którego zawsze chętnie wracam, żeby odpocząć to mój dom w górach. Tylko tego mi brakuje, gdy jestem w Londynie i jeszcze paru przyjaciół. Poza tym, czuję się dobrze w Londynie.

S.C.: Co z Twoją przyszłością? Masz już jakieś plany? 

M.K.: Zazwyczaj mam 100 planów na minutę. Na razie planuję zostać przy swojej obecnej pracy i wykorzystać możliwości, jakie daje mi Londyn. Myślałam też o powrocie do lotnictwa, tym razem prywatnego. Dostałam już pierwsze propozycje. 

S.C.: Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w realizacji planów i wielu wspaniałych podróży tych podniebnych i na ziemi.
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: