Monika Jarosińska: Traktuję to miejsce jako swój dom

Monika Jarosińska – aktorka, wokalistka, autorka tekstów. Absolwentka Łódzkiej Szkoły Filmowej. Znana szerokiej publiczności z wielu swoich ról telewizyjnych w takich serialach jak n.in. "Dziewczyny ze Lwowa", "Barwy Szczęścia", "Plebania", "Samo Życie", "Dwie strony medalu" oraz z ról filmowych i występów scenicznych.  Od dwóch lat mieszka na Malcie, gdzie znalazła spokój i wypoczywa z dala od zgiełku wielkiego miasta, do którego zawsze chętnie jednak powraca ze względów zawodowych oraz po to, aby złapać trochę energii, której mimo  wszystko brakuje jej na wyspie. Portalowi Kulturalne Rozmowy opowiada w ramach cyklu "Polacy na emigracji" o tym, jak funkcjonuje na obczyźnie, o możliwości poznania wielu kultur oraz życiu w zaciszu tej maleńkiej wysepki, gdzie wraz z mężem znaleźli swój azyl. 

 

Sylwia Cegieła: Co spowodowało, że zdecydowałaś się na wyjazd na Maltę? Od jak dawna tam mieszkasz? 

Monika Jarosińska: Razem z mężem mieszkamy na Malcie już blisko dwa lata. To był przypadek. Zawrze marzyliśmy o mieszkaniu na południu Europy. Myśleliśmy o Ibizie, którą odwiedzamy regularnie od ponad 10 lat. Braliśmy pod uwagę również Grano d Canarie. Problem polega na tym że wszystkie te miejsca to wyspy, które zamierają po sezonie podczas gdy Malta to państwo, które dynamicznie funkcjonuje cały rok. Poza tym to nie tylko piękna i ciekawa wyspa, ale najbardziej rozwijająca się gospodarka basenu Morza Śródziemnego. 

S.C.: Malta to jedno z najmniejszych państw na świecie. Jest mniejsza nawet od Warszawy. Jak się mieszka w tak małej społeczności? 

M.J.: Malta jest wielkości Krakowa. Zamieszkuje ją około pół miliona mieszkańców. W dużej mierze to obcokrajowcy z całego świata. Mieszkamy w miejscowości Mellieha, która jest trochę na uboczu od tętniącego życiem Trójmiasta, czyli miast St. Julians, Sliema i Valetta. Jest u nas dużo spokojniej, ale za to mamy mnóstwo fantastycznych znajomych. Są to Brytyjczycy, Irlandczycy, Norwegowie, Niemcy, Włosi. Mamy też dużo znajomych Maltańczyków. To przemili ludzie. 

S.C.: Tak mała powierzchnia wyspy niesie za sobą przeludnienie. Jak znoszą to mieszkańcy?

M.J.: Dwie trzecie wyspy jest zurbanizowana. To jest ta jedna z niewielu rzeczy jakie mi doskwierają na Malcie. Niewystarczająca ilość natury, przyrody, zieleni. Szczególnie w porównaniu z Ibizą czy wyspami greckimi. Brakuje mi lasów, drzew i ładnych plaż. Nie to że na Malcie tego nie ma, ale wystarczy odwiedzić hiszpańskie czy greckie wyspy, aby wiedzieć, o czym mówię. Problemem są korki – szczególnie w godzinach szczytu. Trudno je porównywać do korków w Warszawie, mimo to jednak jest to poważny problem, który – jak wspomniałam trwa – cały rok. 

S.C.: Jak więc żyje się na Malcie Polce? Zintegrowałaś się już z tamtejszą społecznością? Jak radzisz sobie w środowisku multi-kulti? Co Ci dają te spotkania?   

M.J.: Mój mąż zaaklimatyzował się szybciej. Mi zajęło to trochę więcej czasu i nie dlatego że źle się czuje w obcym towarzystwie. Wręcz przeciwnie, jednak to było dla nas nowe miejsce gdzie musieliśmy się po prostu odnaleźć. Jak wspomniałam, to międzynarodowa społeczność, a dzięki temu, co chwila jest coś nowego do odkrycia. Można poznać nowe, ciekawe osoby. Zawsze cos nowego się dzieje. Malta z racji na swoją historię i sam charakter wyspy jest multi-kulti. Jest to naprawdę fantastyczne miejsce, gdzie spotykają się ludzie z całego świata. Nasi sąsiedzi to Brytyjczycy. Nasz dobry znajomy też z naszego miasta jest Norwegiem.
Kiedyś odwiedziłam fryzjera, gdzie pracowała dziewczyna ze Stanów, a mój mąż poszedł do Polskiej dentystki. Nie ma się wrażenia, że mieszkający tutaj obcokrajowcy czują się wyobcowani czy zbierają się w swoje własne narodowe enklawy. Wszyscy jesteśmy mieszkańcami tej wyspy i razem dzielimy ten mały skrawek lądu. To że mówię po angielsku i włosku, a mój mąż po angielsku i niemiecku, tym bardziej ułatwia nam kontakty z ludźmi.


S.C.: A Maltańczycy? Jakimi są ludźmi? Już wspomniałaś, że są mili, ale czy możesz powiedzieć o nich coś więcej? 

M.J.: Są bardzo podobni do nas – Polaków ze wszystkimi naszymi wadami i zaletami. Maltańczycy są Polakami południa a Polacy Maltańczykami północy. Jako ciekawostkę powiem, że jesteśmy bardzo lubiani na Malcie. Wielu Maltańczyków odwiedziło nasz kraj. Wystarczy powiedzieć „Polska”, a w odpowiedzi padają takie nazwy jak: Kraków, Warszawa, Zakopane. Myślę, że zawdzięczamy to nie tylko temu, że mamy podobne charaktery, ale też temu, że loty do Polski są częste i tanie.  

S.C.: Czym charakteryzuje się życie na wyspie? Jak mieszkańcy spędzają swój wolny czas? 

M.J.: Po pierwsze, należy wyzbyć się naszego północnoeuropejskiego podejścia, że cos wydarzy się tu i teraz. Sprawy załatwia się „w przyszłym tygodniu”, na spotkanie przychodzi się „jak będziesz miała chwilę”. Hiszpanie mają swoje powiedzenie „maniana”, Grecy „siga siga”, a Maltańczycy „mela”, co w skrócie oznacza ‘dobrze, za chwilę, mniej więcej, przy okazji’. Maltańczycy uwielbiają spędzać czas nad morzem. W weekendowe dni obok turystów wypoczywają całe rodziny, a wieczorem na plażach młodzi ludzie organizują grillowanie.  

S.C.: Co z rozrywką i kulturą na Malcie? 

M.J.: Fiesty i festyny szczególnie w okresie letnim to coś, z czego słynie Malta. Każde miasto i każda wioska ma swój festyn. Do pewnego stopnia jest to fajne czy nawet urocze, ale może być też męczące. Gdy przez tydzień czy dwa w naszym mieście odbywają się co dziennie fiesty z paradami orkiestr dętych wraz z nieodzownymi pokazami fajerwerków nawet w dzień, po pewnym czasie staje się to trudne do zniesienia. Wyobraź sobie, że od ósmej rano przez cały dzień co godzinę wybuchają fajerwerki, dzwonią kościelne dzwony i gra orkiestra. Po pewnym czasie można mieć już tego serdecznie dosyć. 

S.C.: Jakie jest podejście do pracy u Maltańczyków? Czy w tym aspekcie również odkładają wszystko „na potem”?  

M.J.: Tak, ich podejście do pracy mogę także podsumować jednym słowem: „mela”. Na szczęście potężna liczba mieszkających tutaj obcokrajowców nadaje gospodarce tej wyspy jej obecną dynamikę rozwoju.

S.C.: Z czego żyją Maltańczycy? Jakie gałęzie przemysłu czy branże się rozwijają? W jakim sektorze najłatwiej można dostać pracę? 

M.J.: Oczywiście, turystyka jest główną dziedziną gospodarki wyspy. Normalnie rozwinięty jest handel i wszelakie usługi. Do niedawna drugim przemysłem, z jakiego słynęła Malta była produkcja wyrobów szklanych, jednak od niedawna się to zmieniło. W przeciągu kilku ostatnich lat potężnie rozwinęła się branża IT, a w szczególności jej odnoga czyli… internetowy hazard. Malta jest stolicą internetowego przemysłu hazardowego określanego również jako iGaming. Na wyspie funkcjonuje mnóstwo firm, które non stop poszukują nowych wykwalifikowanych pracowników i specjalistów internetowych. Powstał nawet tutaj uniwersytet iGamingowy. 

S.C.: Naprawdę? To ciekawe, co mówisz. Nigdy o czymś takim nie słyszałam. Oficjalnym językiem urzędowym jest angielski i maltański, ale wielu mieszkańców zna też włoski. Czy zauważyłaś jakieś wpływy włoskie w maltańskiej społeczności? 

M.J.: Oj tak! Sama, poza angielskim, mówię również po włosku, gdyż moja mama od wielu lat mieszka na południu Włoch. W języku maltańskim jest dużo włoskich słów. Po włosku „dzień dobry” to „boungiorno”, po maltańsku – „bongu”. „Dziękuję” po włosku to „grazie”, a po maltańsku „grazzi”. Sycylia oddalona jest od Malty zaledwie ok kilkadziesiąt kilometrów, a tutaj pracuje bardzo wielu Włochów.


S.C.: Czym jeszcze charakteryzuje się język maltański? 

M.J.: Jest mieszanką arabskiego, włoskiego, angielskiego i francuskiego z bardzo wschodnioeuropejskim melodyjnym akcentem.  

S.C. W którym języku najlepiej wyrażasz swoją osobowość – mówiąc po angielsku, włosku, a może jednak po polsku? Dlaczego? 

M.J.: Wiadomo że po polsku, jednak na przykład wolę śpiewać piosenki po angielsku. Uwielbiam rozmawiać z Włochami. Uruchamia mi się wtedy moja „wewnętrzna Włoszka” z całym jej szalonym temperamentem. Zaczynam mocno gestykulować i mówić głośniej. Za każdym razem, gdy jestem we Włoszech czy w moich ukochanym Rzymie, czuję się jakbym żyła tam w moim poprzednim wcieleniu. Wydaje mi się, że jestem na tyle barwną osobą, iż w każdym języku wyrażam siebie w inny sposób.

S.C.: Malta zajmuje bardzo wysokie miejsca w rankingu jakości i zadowolenia z życia. Dlaczego Twoim zdaniem żyje się tam aż tak dobrze? 

M.J.: Po pierwsze, brak pośpiechu, czyste powietrze, dobre jedzenie oraz – jak wspomniałam – dobrze rozwijająca się gospodarka funkcjonująca cały rok. Muszę się jednak przyznać, że – mimo tego, iż bardzo wiele się tutaj dzieje i jest wiele wydarzeń kulturalnych, to brakuję mi czasami zgiełku wielkiego miasta jakim jest, np. Warszawa. Dlatego – wbrew pozorom – gdy przyjeżdżam do Polski, ładuję swoje akumulatory energią wielkiego miasta.

S.C.: A co z zarobkami? Ile trzeba wydać miesięcznie na wszelkie opłaty i na zakupy, aby przeżyć spokojnie „do pierwszego”? 

M.J.: Ceny są niewiele większe niż tak zwane ceny „warszawskie”. Wynajem mieszkania czy ceny w sklepach też są tylko trochę wyższe niż u nas. Zarobki są podobne, dlatego nie jest to miejsce typowej emigracji zarobkowej. Powiem szczerze, że mieszkając na Malcie, jestem bardziej ostrożna w gospodarowaniu budżetem domowym niż w Polsce.

S.C.: Ciekawe… Z czego to wynika? 

M.J.: Może ze świadomości, że jednak mieszkamy za granicą i ze jednak jest tu trochę drożej. Gdy idę do sklepu, bardziej spoglądam na ceny produktów. Gdy mam do wyboru masło o jedno Euro tańsze, to wybiorę właśnie to. Pamiętać też trzeba, że tutaj wszystko jest sprowadzane. Wiele banalnych rzeczy jak meble czy nawet wyciskarka do czosnku jest droższe, a okazje zdarzają się nadzwyczaj rzadko. Czasami lepiej wybrać się na sąsiednią Sycylię na duże zakupy albo przywieźć to, czego tutaj nie ma w walizce z Polski. Oszczędza się za to dużo na energii elektrycznej i gazie, chociażby dlatego, że przez większość roku jest po prostu ciepło. 

S.C.: Co z mieszkaniami? Ile trzeba zapłacić za wynajem czy kupno własnego lokum? 

M.J.: W ostatnich latach ceny nieruchomości poszybowały w górę. Aby wynająć lub kupić coś w dobrej cenie, trzeba mieć naprawdę dużo szczęścia. Kocham jednak nasze miasteczko. Mellieha jest wspaniała i nie zamieniłabym się na mieszkanie w centrum i nie tylko dlatego, że jest tutaj taniej. Traktuję już to miejsce jako swój dom.


S.C.: Jaka jest pogoda? Czy klimat na Malcie sprzyja relaksowi? Podobno cały rok świeci słońce. Nie brakuje Ci śniegu? 

M.J.: Oczywiście, że czasami brakuje mi śniegu. To nie do końca jest tak, że tutaj cały czas świeci słońce. Od listopada zdarza się więcej dni pochmurnych i deszczowych, mimo że jeszcze późną jesienią można się kąpać w morzu. Luty i marzec to okres, który nazywany jest przez miejscowych „moje pranie nie chce schnąć”. Mimo tego, że temperatura nie spada poniżej 15 stopni, wilgotność jest tak duża, że jest naprawdę zimno. Szczególnie w domach, w których nie ma centralnego ogrzewania, a okna nie są odpowiednio izolowane, a wtedy my dogrzewamy się farelkami. Na szczęście to tylko dwa miesiące i gdy czas wilgotnego prania minie i zaczyna być znowu ciepło, jest naprawdę wspaniale. Mam kilka swoich ulubionych miejscówek i skałek nad morzem, na których lubię usiąść i pomedytować. 

S.C.: Jak wygląda transport na tak małym obszarze? 

M.J.: Na Facebook’owych grupach dla obcokrajowców, krążą opowieści o Malta Transport, czyli Maltańskim Przedsiębiorstwie Komunikacji, o taksówkach czy szalonych maltańskich kierowcach. Na szczęście nasz samochód prowadzi przeważnie mój mąż, który świetnie daje sobie tutaj radę. Ja czasami korzystam z autobusowej komunikacji miejskiej. Nigdy jednak nie liczę, że autobus przyjedzie o czasie. Mela.

S.C.: Co z barierą komunikacyjną? Czego nie robić przy Maltańczykach? Jak oni zachowują się w kontaktach z drugim człowiekiem? Czy udało Ci się przeniknąć do tamtejszej społeczności? 

M.J.: Jako Polka świetnie się tutaj odnajduję, ponieważ – jak powiedziałam – jesteśmy tutaj lubiani. Mam swój salon urody, gdzie często przychodzę na plotki z dziewczynami, które tam pracują. Oczywiście, są one Maltankami. 

S.C.: Malta składa się z kilku wysp. Czy miałaś okazję odwiedzić je wszystkie? Czym różnią się od siebie? 

M.J.: Tak, byłam na Comino i na Gozo. Comino jest malutką wysepką, na której mieszka jedna rodzina, jest jeden hotel i kilka małych zatoczek i plaża. Gozo to miejsce, które jest dużo spokojniejsze niż Malta. Jest też bardziej urokliwe. Jest czyściej, ale też – powiedzmy sobie szczerze – nudniej. To miejsce, które dosłownie zamiera po zmroku. 

S.C.: Jaka jest maltańska kuchnia? 

M.J.: Nie jest to typowa kuchnia śródziemnomorska. Tak naprawdę Malta to wielki miks kuchni z całego świata i – mówiąc szczerze – ze względu na wybór wszelakich restauracji nie doświadczyłam jeszcze typowej maltańskiej kuchni.

S.C.: Jakie są według Ciebie plusy i minusy mieszkania na wyspie?

M.J.: Mój mąż czasami żartuje: jem stary ser, piję stare wino, a mój samochód nie ma dachu. Doceniam to, że gdy rano wstaję, wychodzę na nasz taras z kubkiem kawy, widzę morze i sąsiednią wyspę Gozo. Przyzwyczaiłam się też do maltańskiego „mela”. Wiem, że nie muszę się tu nigdzie spieszyć. Nadal brakuje mi jednak natury i zieleni. No i panicznie boję się miejscowych kierowców. 

S.C.: A co z religią katolicką? Jak ją się tutaj pojmuje? 

M.J.: Faktem jest, że Malta to kraj z największą liczbą kościołów i kapliczek na kilometr kwadratowy. Ja jednak nie interesuję się takimi sprawami. Żyje swoim życiem. Lubię jednak takie spirytualistyczne klimaty i w naszym mieście jest takie specjalne miejsce. Jest to grota ze źródełkiem, gdzie podobno zdarzają się cuda. 

S.C.: Czy jest coś, za czym w tym raju tęsknisz najbardziej oprócz śniegu, oczywiście? Coś, co masz w Polsce, a tutaj tego nie masz… 

M.J.: Może zabrzmi to banalnie, ale brakuje mi tutaj IKEI. Na Maltę wszystko trzeba sprowadzać. Brakuje mi czasami produktów czy rzeczy, które u nas są oczywiste i na wyciągniecie ręki, podczas gdy tu albo ich nie ma, albo wybór jest ograniczony, albo są dużo droższe. 

S.C.: Czego z Polski brakuje Ci na wyspie? Co z Malty przeniosłabyś do Polski? 

M.J.: Trudno powiedzieć, czego mi brakuje. Mamy polski sklep z polskimi produktami, polskiej telewizji nie oglądam. Do Polski natomiast przeniosłabym wyspiarski luz i brak przysłowiowej „spinki”. Po co się denerwować. Mela. 

S.C.: Masz absolutną rację. Czujesz się Polką mieszkającą na Malcie, czy może już Maltanką? 

M.J.: Czuję się Europejką, a Malta ze swojej natury to miejsce kosmopolityczne. Z racji że to tylko dwie i pół godziny lotu do Warszawy, to tak naprawdę czuję się jakbym mieszkała w innym mieście. Tyle że… bardziej słonecznym

S.C.: Co dał Ci wyjazd na Maltę? Czy ta przeprowadzka jakoś Cię zmieniła? 

M.J.: Mimo tego co powiedziałam o tym miejscu, to jednak emigracja. Człowiek zaczyna bardziej się starać. W języku angielskim mówi się, że to wyjście poza swój „comfort zone”, czyli sferę bezpieczeństwa.
Z drugiej strony, to też odskocznia od mojego dotychczasowego życia. Fakt, że nadal pracuję w Polsce a mieszkam na Malcie, to niesamowity komfort i szczęście. Dopiero po pewnym czasie zaczęłam doceniać ten balans jaki mam, czyli te dwa światy, szalonego i często brutalnego show-biznesu w Polsce i spokojnego wyspiarskiego życia na Malcie. Potrzeba wiele odwagi, aby podjąć taką decyzję i wiele osób nam tego zazdrości. My z mężem zdobyliśmy się na tą odwagę i tego nie żałujemy.


S.C.: Gdzie jest Twoje miejsce na ziemi? 

M.J.: Ani Malta, ani Polska nie są moim docelowym miejscem na ziemi. Wciąż mam swoje ambicje, a Maltę uważam za przystanek na mojej drodze. Czy dotrę do celu? To jest wielka niewiadoma. Każde z tych miejsc ma jednak swoje miejsce w moim sercu. Każde z nich pełni inną rolę. 

S.C.: Co masz na myśli? Jaką rolę pełni Polska i Malta? 

M.J.: W Polsce pracuję, na Malcie mieszkam. Polska daje mi energię i możliwości zawodowe. Malta spokój i równowagę ducha. Można to porównać do kogoś kto, np. pracuje w Warszawie lub w Trójmieście, ale dom, rodzinę i swoją własną enklawę ma chociażby na Mazurach. Jak już wspomniałam, loty są częste i tanie, a zamawiając bilet odpowiednio wcześniej można go kupić w cenie przejazdu Pendolino z Warszawy do Krakowa. 

S.C.: Wspomniałaś o pracy zawodowej. Jesteś aktorką grającą w popularnych serialach telewizyjnych. Jak często zdarza Ci się przyjeżdżać do Polski do pracy na planie?

M.J.: W Polsce jestem regularnie co miesiąc lub dwa. Wygląda to tak, że w Polsce spędzam dwa lub trzy tygodnie, a na Malcie miesiąc. Na początku bardzo doskwierały mi te zmiany i podróże. Teraz już się do tego przyzwyczaiłam.

S.C.: Czym się zajmujesz na Malcie, gdy akurat nie grasz? 

M.J.: Oprócz tego, że zajmuję się przede wszystkim domem, zaczęłam współpracę ze studiem nagraniowym i firmą mediową z Malty, gdzie pracuje mój mąż. Jest tutaj ciągły niedosyt ludzi z wysokim doświadczeniem w pewnych branżach. Dzięki temu, że jestem absolwentką Łódzkiej Szkoły Filmowej oraz mam wieloletnie doświadczenie w pracy na planie, wykorzystuję je do organizowania szkoleń dla młodych i aspirujących artystów z Malty. Podobnie jak został tu doceniony mój mąż jako producent muzyczny, tak i moje doświadczenie zawodowe jest tutaj bardzo cenione. To fantastyczne doświadczenie dla mnie jako aktorki i wokalistki, że mogę się dzielić swoją wiedzą.

S.C.: Czy możesz zdradzić, jakie masz najbliższe plany zawodowe?  

M.J.: W moim zawodzie nigdy nic nie wiadomo. Rzeczy dzieją się z dnia na dzień. Na wiosnę przyszłego roku zaczynamy zdjęcia do kolejnego sezonu „Dziewczyn ze Lwowa”. Cały czas pojawiam się jednak w mediach. Zostałam zaproszona do występu w programie „Jaka to melodia”, gdzie będę śpiewała kilka piosenek. 

S.C.: To ciekawe, gdyż miałam okazję widzieć Ciebie i inne aktorki z serialu w pierwszym odcinku „Jaka to melodia” w nowej odsłonie. Życzę wielu ciekawych przygód zagranicznych oraz zawodowych. Dziękuję Ci za niezwykle ciekawą rozmowę.
Udostępnij na Google Plus

O mnie Sylwia Cegieła

Moją pasją są ludzie i rozmowy z nimi. Interesuje się muzyką, filmem, sztuką, sportem, modą i urodą, czyli KULTURĄ powszechnie rozumianą. Lubi też śledzić bieżące wydarzenia, dlatego właśnie założyłam bloga KULTURAlne rozmowy. Znajdziecie tam wiele ciekawych wywiadów. Współpracuje również z miesięcznikiem „Bielski Rynek”, z portalem dla kobiet Women’s Magazine. Udzielam się też gościnnie w kilku portalach lifestyle'owych, o czym informuję na bieżąco na swoim fanpage'u.
Wybierz system komentarzy (Disquis, lub Google+)

Brak komentarzy: