Najnowsze

Dagmara Bąk, czyli Helena z „Korony królów”: To wspaniałe uczucie widzieć, że to co robię działa na widzów i dostarcza im tylu uniesień

Seriale historyczne od kilku lat przeżywają swoje odrodzenie i wzbudzają niemałe zainteresowanie widzów. Najpierw wszyscy zachwycali się serią „Wspaniałe stulecie” opowiadającą losy Imperium Osmańskiego, aby potem polscy producenci wpadli na pomysł sfilmowania losów Kazimierza Wielkiego. I tak oto już od ponad roku „Korona królów” gromadzi przed telewizorami wielu fanów, którzy z zapartym tchem śledzą losy bohaterów tej telenoweli historycznej przenoszącej nas w czasy dworskich intryg, miłosnych podbojów monarchy oraz życia mieszkańców Wawelu i Świdnicy. Zapraszam więc na niezwykle ciekawą rozmowę z Dagmarą Bąk – odtwórczynią roli Heleny u boku Mateusza Mosiewicza (rozmowa z aktorem do przeczytania tutaj) – dwórki z Wielkopolski, której los nie oszczędził. Aktorka opowiada na portalu Kulturalne Rozmowy o trudnej sytuacji kobiet w średniowieczu, roli aktora oraz o najnowszych planach zawodowych.  



W telenoweli historycznej „Korona królów” wcielasz się w postać szlachcianki z Wielkopolski – Heleny. Kim ona jest dla Ciebie jako aktorki i kobiety żyjącej w XXI wieku?

Dagmara Bąk: Helena to silna i pewna siebie kobieta. Wiele przeszła w życiu. Los nie szczędził jej trudnych momentów, ale dzięki nim jest tym kim jest. To dzięki swojej historii stała się tak silną kobietą jaką jest teraz. Tyle wiem na dzień dzisiejszy, ponieważ tak jak widzowie czekają na to, co przyniesie los, tak ja czekam na to, co przyniosą scenariusze. Może za chwilę okazać się, że scenarzyści wymyślą dla Heleny reakcję czy sytuację, jakiej nigdy bym się po niej nie spodziewała i wtedy Helena zaskoczy nawet mnie.

Z jakimi aktorskimi wyzwaniami musiałaś się zmierzyć, aby wejść w rolę Heleny? 

Scenarzyści zaskoczyli mnie już na samym początku naszej współpracy pisząc dla mnie tak ciekawą postać jak Helena. Zagrać szlachciankę, która próbuje odnaleźć się na królewskim dworze i w jego intrygach, zgwałconą, opuszczoną i doprowadzoną do skrajnego załamania nerwowego… To jedno wielkie wyzwanie aktorskie, z którego jestem bardzo dumna.

Świetnie sobie z tym poradziłaś. Gratuluję. Co najbardziej lubisz w swojej bohaterce? Czy znalazłaś w swojej postaci coś, co przypomina Ciebie?

Na różnych etapach życia Heleny lubię w niej różne cechy. Początkowo podobało mi się, że za wszelką cenę walczy o siebie i o swoje szczęście. Później uwielbiałam jej szaleństwo, ponieważ było to dla mnie fascynujące przeżycie aktorskie. Kolejny etap to nowy sezon i siła jaka buchała z oczu mojej bohaterki. W Świdnicy dzięki poczuciu bezpieczeństwa ujawniło się w niej ciepło do dziecka, do księżnej, itd. Teraz uwielbiam Helenę za to beztroskie zakochanie jakiemu się poddała. Moja postać daje mi całe spektrum emocji do zagrania. Lubię, kiedy Helena się uśmiecha, wtedy przypomina mi mnie najbardziej.

Co było najtrudniejsze do zagrania dla Ciebie jako aktorki? Która ze scen kosztowała Cię najwięcej? Którą lubisz najbardziej?

W „Koronie…”, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, czekało na mnie wiele trudnych, wymagających i bardzo emocjonalnych scen. Czytając scenariusze, śmialiśmy się z Mateuszem Mosiewiczem – naszym Guncelem, że jeśli na wizji będzie scena porodu małej Helenki, to właściwie mogę zwijać kramik, ponieważ zagram już wszystko, co aktorka mogłaby i chciałaby zagrać. Niech no przypomnę… skromna szlachcianka, złośliwa, lawirująca szlachcianka, scena gwałtu, szaleństwo, poniewierka w lochu, cudowne ozdrowienie i powrót do pełni sił, dumna, nieokiełznana, pewna siebie szlachcianka, zakochanie, wzgardzenie, porwanie, walka o ukochanego, szczęśliwa miłość, problemy w miłości i walka z przeszłością, znów walka o ukochanego, ale z inkwizytorem, ciepło domowego ogniska, ciąża, porwanie, wieloletnie uwięzienie i cudowne romantyczne uratowanie o wiele starszej już Szlachcianki…. Sporo tego było, ale chyba nie umiem powiedzieć, która ze scen była moją ulubioną. Na pewno bardziej lubiłam sceny, w których Helena była szczęśliwa niż te, gdzie zalewała się łzami – chyba, że płakała nad rannym Guncelem – to takie łzy szczęścia trochę.

Szlachcianka wywołała ogromne kontrowersje, ponieważ odeszła w niesławie z Wawelu, aby nagle powrócić do Świdnicy jako zupełnie nowa kobieta. Ucieszył Cię ten nagły zwrot akcji? Dla wielu fanów było to spore zaskoczenie. 

Dla mnie było to tak samo wielkie zaskoczenie co i dla fanów naszego serialu. Pożegnałam się już z Heleną i z jej średniowiecznym życiem a tu nagle informacja, że zaczynamy nowy sezon i zaczynamy go z Heleną. Bardzo się ucieszyłam i bardzo byłam ciekawa, jak potoczą się losy mojej bohaterki po takich przeżyciach.

Twoja bohaterka Helena musi jeździć konno. Czy przed rozpoczęciem zdjęć umiałaś już jeździć? Czy robiłaś to po raz pierwszy?

Jestem tzw. „koniarą” od dziecka. Już w podstawówce rodzice zabrali mnie do stajni niedaleko naszego osiedla na spacer, a ja powiedziałam, że nie wracam do domu (śmiech). Uwielbiam te zwierzęta. Kocham przebywać w ich otoczeniu, ale przestałam jeździć regularnie, dlatego też „Korona Królów” była cudownym powrotem do jazdy. Okazało się, że produkcja bardzo dbała o to, ażeby aktorzy mający sceny jazdy konnej wyglądali wiarygodnie, więc namawiali Nas, żebyśmy jak najczęściej chodzili na lekcje. Jak pewnie się domyślacie, mnie nie trzeba było długo namawiać i wykorzystywałam każdą wolną chwilę, żeby odwiedzać nasze rumaki.


Czy sądzisz, że Helena mogłaby być wzorem dla dzisiejszych kobiet? Wiele z nich z pewnością poprzez wydarzenia, które miały miejsce w jej życiu utożsamia się z jej losem. 

Helena w drugim sezonie wypowiada do Jolenty, którą przed chwilą uratowała od potwornego błędu jakim jest samobójstwo, takie słowa „To nie jest twoja wina, to nie Ty powinnaś się wstydzić, ale ten, który Ci to uczynił. Ale niestety dopóki ludzie tego nie zrozumieją, to nic się nie zmieni”. To niesamowicie ważne słowa i cieszę się, że to właśnie moja postać mogła je wypowiedzieć. Okazuje się, niestety, że w tych sprawach niewiele się zmieniło od czasów średniowiecza i to jest potwornie smutne. To straszne, że ofiary wciąż muszą walczyć i udowadniać swoją traumę na co najczęściej nie mają siły. I do dziś można usłyszeć takie głosy, że ofiara sama jest sobie winna albo że jeszcze prowokowała. Dlatego tak ważne jest, żeby takie słowa jak właśnie te słowa pocieszenia Jolenty padały w publicznej telewizji w jednym z najchętniej oglądanych seriali. Mam też szczerą nadzieję, że moja postać może być wzorem i pocieszeniem, że po tak traumatycznych wydarzeniach w życiu można się podnieść i walczyć o swoje szczęście.

Masz rację, ponieważ filmy nie powinny być tylko rozrywką, ale też edukować i stanowić dla innych przesłanie. Jaka była według Ciebie rola i sytuacja kobiet w średniowieczu? To znaczyło dla nich być kobietą?

Sytuacja kobiet w średniowieczu była bardzo uzależniona od stanu, majątku i pochodzenia. Jednak, oczywiście, bez względu na te czynniki były one całkowicie zależne od mężczyzn. Ta sytuacja „męskiego świata” trwała aż do początku XX wieku kiedy ruchy sufrażystek zaczęły walczyć o Nasze prawa. Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak uwłaczające musiało być sprowadzoną do roli wyłącznie gospodyni domowej, rodzącej dzieci i nie mającej żadnych praw prócz tych jakie wyznaczy jej mąż. Być Kobietą w tamtych czasach oznaczało rozpychać się w tych ramach i wypracowywać sobie swoją pozycję. Ale myślę też, że było wiele Kobiet w tamtych czasach, które nie dawały sobie w kaszę dmuchać i potrafiły ustawić sobie mężczyzn tak, żeby osiągnąć wszelkie zamierzone cele.

O Helenę pytałam już serialowego Guncela, więc teraz zapytam Ciebie  o Twojego serialowego męża. Kim więc jest Guncel dla Heleny?

Kim jest Guncel dla Heleny… Jest taka miłość na świecie, o której pisze się wiersze i śpiewa piosenki. Ta miłość jest wielka, nieposkromiona i pełna namiętności. Nie ma w niej miejsca na nudę dnia codziennego. Zawsze musi mieć jakiś ogień, który rozpala ją do czerwoności. W normalnym życiu taka miłość zazwyczaj nie jest w stanie przetrwać. Jest jakby zbyt gorąca jak dzikie zwierzę, które ma nagle chodzić na smyczy. Tacy kochankowie muszą się rozstać, żeby się nie spalić i nie zniszczyć nawzajem. Za to pięknie się o niej opowiada. Dlatego tak wzruszające i porywające są historie opowiadające losy takiej wielkiej miłości i dlatego tak uwielbiamy o niej słuchać. Myślę, że Guncel i Helena to właśnie taka miłość. Dwoje pokiereszowanych przez życie wrażliwców, trochę nieprzystosowanych, którzy odnaleźli się przypadkiem i już nie umieli bez siebie żyć.

Spytam nieco przekornie, jak uważasz, co mężczyźni cenili w kobietach w tamtych czasach?

Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ to pewnie zależało od mężczyzny i od kobiety. Te sprawy są bardzo indywidualne. Mogę za to powiedzieć, co ja bym ceniła – spryt, siłę, mądrość, wytrwałość, dobroć dla drugiego człowieka. Te wartości czy cechy są zresztą ponadczasowe.

Jacy w Twojej ocenie byli mężczyźni średniowiecza?

Nie wiem, jacy byli naprawdę, ale Ci z „Korony Królów” to super chłopaki (śmiech). Nie wiem, czy tak przedstawiając mężczyzn w średniowieczu, nie przekłamujemy obrazu historii, ponieważ szczerze wątpię, żeby średniowieczni Panowie choć do pięt dorastali Naszym. Guncel, Jaśko, Bolko, Wójt, Kazimierz, Zbigniew, Spytek, Ligęza, Olgierd… to wszystko uczciwi, opiekuńczy, wrażliwi mężczyźni. Najlepsi, jakich można sobie wymarzyć.

Czy w czasie zdjęć pomyślałaś chociaż przez chwilę, że mogłaby tak żyć jak Twoja bohaterka? Czy potrafiłabyś znaleźć się w tym – jak to sama powiedziałaś – świecie zdominowanym przez mężczyzn?

Jako mała dziewczynka marzyłam oczywiście o długich sukniach, pięknych komnatach i o tym, żeby być księżną, ale teraz jako dorosła Dagmara już jestem daleka od tych marzeń (śmiech). Cenię sobie miejsce i czasy, w których żyjemy choć nie są wolne od błędów. Wiele do życzenia pozostawia kwestia ekologii, wymierania gatunków, wojen na świecie czy nierówności społecznych, ale chyba i tak nie zamieniłabym się z Heleną.

Ja chyba też bym nie chciała żyć w tamtych czasach. „Korona królów” to telenowela historyczna, która pokazuje, że nie samą historią żyją widzowie – mimo że jest ona bardzo ważna, to jednak dworskie intrygi i romanse – jak chociażby wątek miłosny Heleny i Guncela – przykuwają największą uwagę oglądających. Skąd się ten trend bierze? Mam wrażenie, że w ostatnich latach, jeśli coś nie ma w tytule słowa „miłość”, nie osiągnie sukcesu. Czy też tak uważasz? 

Widzowie lubią podglądać swoich ulubionych bohaterów jak sąsiadów. Zżywają się z nimi i ich losami, historiami, kibicują im. W telenoweli szczególnie widz może związać się emocjonalnie z postaciami, ponieważ widzą się niemal codziennie. Myślę, że to dlatego wszelkie porywy serca serialowych bohaterów tak nas wzruszają. Lubimy pięknie nakręcone sceny miłosne i romantyczne wątki, ponieważ też tęsknimy za tym w naszym życiu.


Tęsknimy?

Tak, wszyscy pragniemy pięknej i romantycznej miłość pełnej dramatycznych chwil, ale zawsze stałej i niewzruszonej. W życiu jednak nie mamy prywatnego scenarzysty, który będzie pisał nam przygody na każdy dzień roku jak nowy odcinek, więc sięgamy do książek, filmów czy seriali, żeby przeżyć te wielkie uniesienia i może, może przemycić coś do rzeczywistości (śmiech).

Czy czegoś nas uczy doświadczenie minionych epok? Co dają ludziom takie epokowe historie? 

Uczymy się cały czas – jako indywidualne jednostki, jako gatunek ludzki. Pytanie tylko, czy dobrych rzeczy.

Widzowie współczuli Helenie, a wielu upatrywało w pohańbieniu jej winę, ale nagle się to diametralnie zmieniło i szlachcianka zyskała ogromną sympatię. Co czuje aktorka, kiedy jej postać najpierw jest krytykowana, następnie okazuje się jej współczucie, a ostatecznie chwali. Czy ta huśtawka emocjonalna widzów w jakiś sposób przekłada się na grę aktora, odczuwałaś to wewnętrznie jako aktorka, osoba? 

Wzbudzanie emocji wśród widzów to zadanie aktora, ale faktycznie postaci Heleny towarzyszy cały wachlarz najróżniejszych emocji i – z tego co widzę – z każdym odcinkiem atmosfera wokół granej przeze mnie postaci coraz bardziej się rozgrzewa. To wspaniałe uczucie widzieć, że to co robię działa na widzów i dostarcza im tylu uniesień. Otrzymuję mnóstwo wspaniałych wiadomości od fanów „Korony Królów” ze słowami podziękowania czy uznania, którzy chcą mi powiedzieć, jak bardzo przejmują się losami mojej bohaterki. Zawód aktora nie jest łatwy. Niesie ze sobą wiele trudnych momentów, zawodów, niepowodzeń, ale wszystkie te trudy są po stokroć wynagradzane, kiedy słyszymy brawa na widowni czy kiedy czytamy wiadomości od widzów, którzy doceniają nasze starania. 

A co wtedy, gdy odgrywana postać się jednak nie przypadnie widzom do gustu? Jak aktorka taka jak Ty sobie z tym radzi?
                                                                     
Zdarza się również tak, że nie wszystkim podoba się kreowana przez nas postać. W przypadku Heleny jakakolwiek krytyka nie dotyczy mnie, lecz jej losów czy jej zachowania. Wiem jednak, że niestety wielu aktorów boryka się z tzw. hejtem w sieci od widzów, którzy próbują bezpośrednio sprawić przykrość aktorowi czy aktorce, pisząc skandaliczne komentarze dotyczące ich wyglądu czy życia prywatnego. Nie umiem tego zrozumieć i bardzo jest mi przykro, kiedy słyszę podobne historie. Jesteśmy tylko ludźmi i to zazwyczaj ciut bardziej wrażliwymi na swoim punkcie, więc też łatwiej nas dotknąć. Z resztą taki hejt może dotknąć każdego. Anonimowość w sieci sprawia, że czujemy się bezkarni i wydaje się, że można napisać wszystko, ale zawsze trzeba pamiętać, że tam po drugiej stronie ekranu jest człowiek, któremu słowa mogą zrobić krzywdę.

Czy potrafisz oglądać seriale, w których występujesz, w m.in. „Koronę królów” i nie myśleć o tym, jak grasz i co byś poprawiła? Czy aktorka w ogóle potrafi oglądać seriale dla przyjemności i bez analizowania każdej sceny? Czy jednak jest w Tobie to tzw. skrzywienie zawodowe? 

Zawsze oglądam seriale, filmy czy etiudy, w których występuję. Gdybym mogła, to oglądałabym również spektakle, ale to już trudniejsze (śmiech). To oczywiście żart, ale zawsze żałuję, że nie mogę zobaczyć tej ulotnej ze sztuk, jeśli w niej gram. Na szczęście są widzowie, którzy oklaskują Nas – aktorów po lub czasem w trakcie spektaklu i te oklaski są dla Nas piękną informacją zwrotną, czy spektakl się podobał czy nie. A wracając do tematu, to oczywiście – jak to z dobrym serialem – kiedy się wkręcę, to przeżywam tak jakbym nie czytała nigdy scenariusza. 

Czy w Tobie samej zostaje coś z granych przez Ciebie postaci? 

Żeby zagrać postać o zupełnie innym charakterze i sytuacji życiowej ode mnie zawsze muszę bardzo wnikliwie poszukać jej w sobie, żeby odegrać ją jak najlepiej. Muszę spróbować zrozumieć jej motywacje, cechy charakteru. Myślę, że ten mechanizm działa w obie strony. Moje postaci dostają dużo ode mnie, ale i we mnie zostaje zawsze coś z nich.


Serial powoli dobiega końca. Wasz wspólny wątek, czyli Heleny i Guncela zakończył się już jakiś czas temu, ale wciąż fani się o nim rozpisują z ogromnym sentymentem. Jak będziesz wspominać tę przygodę? Czego się nauczyłaś podczas trwania zdjęć? Czego będzie Ci brakowało?

Wszystko, co dobre kiedyś się kończy. I na nas przyszedł czas, żeby przekazać pałeczkę kolejnym pokoleniom średniowiecznym. To była cudowna przygoda, w trakcie której wiele się nauczyłam i poznałam wspaniałych ludzi. Ale najbardziej wzruszające jest to jak żegnają nas nasi widzowie. Dostaliśmy od nich tyle pięknych słów, tyle wsparcia i dobra, że przeszło to nasze najśmielsze oczekiwanie. Mówię My, mając na myśli również Mateusza Mosiewicza, gdyż to właśnie naszą parę – Helenę i Guncela widzowie tak sobie upodobali. Tyle krótkich filmów na YouTube, ile powstało z wyciętymi scenami z naszego wątku, tyle komentarzy pod postami i takie dyskusje na temat naszych losów… w życiu się tego nie spodziewałam. Jest to cudowna nagroda dla aktora i serdecznie wszystkim za to dziękuję. „Koronę” będę zawsze wspominać z rozrzewnieniem, a jak zatęsknię to zawsze mogę włączyć któryś z pięknych filmików.

Gdybyś otrzymała propozycję zagrania kolejną postać historyczną, to kto by to był i dlaczego?

Jest wiele wspaniałych kobiet, których życiorysy mogłyby posłużyć jako gotowy scenariusz filmowy. Może Modrzejewska albo Szymborska? Nie umiałabym się zdecydować, ale bardzo chciałabym zagrać silną kobietę, która zaważyła na losach świata.

Tego Ci właśnie życzę, a na zakończenie naszej rozmowy chciałabym zapytać, gdzie obecnie – oprócz „Korony królów” – można Cię zobaczyć. Z tego co wiem, to niedawno odbyła się jedna premiera teatralna. Co to jest za spektakl? 

Tak, obecnie jestem tuż po premierze spektaklu „Miłość Szuka Mieszkania” tekstu Jerzego Jurandota w reż. Jana Naturskiego. Jest to spektakl mojego teatru, gdyż muszą państwo wiedzieć, że wraz z przyjaciółmi ze szkoły teatralnej lata temu założyliśmy Teatr EKIPA. Wystawiamy spektakle na różnych warszawskich scenach a naszym najmłodszym dziełem jest właśnie „Miłość..”. To wspaniała klasyczna komedia napisana i dziejąca się w getcie warszawskim w trakcie drugiej wojny światowej. Jest pełna uroczego humoru, zabawnych sytuacji i barwnych postaci. Widzowie mogą zobaczyć mnie tam w całkowicie innej odsłonie niż w serialu „Korona Królów”. Moja postać to Ada, pedantyczna, nieśmiała i lekko znerwicowana kobieta, która – jak się okazuje – wyszła nie za tego mężczyznę, za którego powinna. Serdecznie zapraszamy na naszą stronę facebookową i internetową, gdzie informujemy o terminach granych przez nas spektakli.

Niedawno również zakończyły się również zdjęcia do 3. sezonu „Watahy” i serialu „Cień”. Czy mogłabyś opowiedzieć coś więcej o tych projektach?

„Wataha” to produkcja, która zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Projekt ten zaczął się 7 lat temu i trwa do dziś. Mam wrażenie, że dorastam razem z nim. To mroczna opowieść HBO o Straży Granicznej i tzw. zielonej granicy między Unią Europejską a Ukrainą. Piękne malownicze tereny, które skrywają cierpienie i tragedię wielu ludzi z całego świata. Zapraszam serdecznie do obejrzenia serialu, ponieważ to piękna opowieść o naturze zła.
Z kolei „Cień” to nowy serial produkowany dla Telewizji Polskiej, który mam nadzieję wejdzie na ekrany już jesienią. Wcielam się tam w rolę pani podkomisarz Edyty Wójcik, która ściga tytułowego Cienia (w tej roli Krystian Wieczorek) wraz ze Swoim partnerem Małym (w tej roli zobaczymy Krzysztofa Kwiatkowskiego). Jesień zapowiada się niezwykle interesująco. 

Dziękuję serdecznie za rozmowę i czekamy na nowe filmy z Twoim udziałem. Życzę kolejnych sukcesów zawodowych. 

Rozmawiała

Jesteście ciekawi, co słychać u innych aktorów biorących udział w "Koronie królów"? Jeśli tak, zapraszam na wywiady z: Martą Bryłą - serialową królową Anną, Aleksandrą Przesław - serialową królową Adelajdą oraz z królem Kazimierzem Wielkim, czyli Andrzejem Hausnerem. Dla wielbicieli serialowej pary mam też niespodziankę w postaci wywiadu z Mateuszem Mosiewiczem.  

Brak komentarzy