Najnowsze

Ola Andrzejewska: Osobiście jestem w pełni zgrana z Kolumbią, ale tęsknię za polskim chaosem

Kolumbia przeciętnemu Polakowi (głównie jednak Polce) kojarzy się ze słynnymi telenowelami z lat ’90, w które zapatrzone były kobiety przez dobrych kilka lat, do tego z różnicami klasowymi oraz z ogromnym bogactwem tamtejszych „panów”. Z drugiej jednak strony to kraj, gdzie przemysł narkotykowy nieustannie daje o sobie znać. Słynne są też operacje plastyczne fundowane nawet 15-letnim dziewczynom przez ich własne matki tylko po to, aby każda z nich poczuła się piękna. Jednak czy nie są to przypadkiem stereotypy? Co jest prawdą a co fikcją w tym tajemniczym, ale niezwykle urokliwym kraju? Jacy są jego mieszkańcy? Jeśli chcecie się tego wszystkiego dowiedzieć, zapraszam na spotkanie z kobietą, która opowie mi, jak wygląda Kolumbia oczami Polki, bo to właśnie podpytuję mojego kolejnego gościa – Olę Andrzejewską – pomysłodawczynię projektu Polka w Kolumbii. A to wszystko w ramach realizowanego na portalu Kulturalne Rozmowy cyklu „Polacy na emigracji”.  



Sylwia Cegieła: Dziękuję, że zgodziłaś się na ten wywiad. Dowiedziałam się o Tobie z cyklu programów na Travel Channel Polska pt. „Jestem z Polski” i postanowiłam zaprosić na rozmowę o Kolumbii, w której mieszkasz od wielu lat, ale zacznijmy od początku,. Kim jest Ola Andrzejewska? 

Aleksandra Andrzejewska: To ja dziękuje i cieszę się, że wspólnie odczarowujemy Kolumbię. Ola Andrzejewska to świeżo upieczona, polsko-kolumbijska Mama, Vlo- i Bloggerka, eksporter kwiatów, terapeuta i astrolog. Astrologiczny Strzelec, a zatem nie lubiąca rutyny, niepoprawna optymistka i ciągły w ruchu obieżyświat, lub – jakby to dosadniej powiedziała moja babcia – „powsinoga” (śmiech).

Piszesz o sobie, że jesteś Polką z urodzenia, ale Kolumbijką z wyboru. Skąd ten kierunek? Jak się tu znalazłaś?  

W 2006 roku przyjechałam do Bogoty na wymianę studencką zorganizowaną przez moją niemiecką Alma Mater z Moguncji. Miałam tutaj zostać przez dwa semestry, ale tak się złożyło, że przedłużyły się do 12 lat. Trzykrotnie miałam stąd wyjeżdżać i trzykrotnie coś w ostatnim momencie sprawiało, że zostawałam. Najważniejszym powodem pozostania w Kraju Tysiąca Kolorów jest mój mąż – Miguel, zwany pieszczotliwie przez moją Mamę „Michasiem”.  Oraz najmłodszy w Rodzinie Synek. W tej chwili więc nie planuję powrotu, ale wciąż daję się Kolumbii zaskoczyć i czekam z właściwą mi niecierpliwością, co jeszcze się tutaj wydarzy. 

Co dla Ciebie oznacza „bycie Kolumbijką”? 

„Bycie Kolumbijką” to optymizm i siła, dzięki której poradzę sobie z każdą przeciwnością losu oraz kreatywność do wymyślania nowych rozwiązań. Kolumbijskie kobiety w ciągu jednego pokolenia dokonały skoku kwantowego w emancypacji – podczas gdy pokolenie naszych Mam jeszcze bywało „wydawane za mąż”. W tej chwili większość studentów na uniwersytetach to dziewczęta; wyższe posady w firmach również zajmują kobiety. W Kolumbii zauważyłam również bardzo dużą liczbę samotnych Mam, a wszystkie pracują i radzą sobie, mimo tego, że w Kolumbii nie ma przewidzianych żadnych zapomóg ani dodatków. W Kolumbii stosuje się określenie „berraca/verraca”, które najbardziej pasuje mi do opisu tutejszej kobiety – czyli ‘mocna, dynamiczna i odważna osoba’.

Jakie było to pierwsze wrażenie po Twoim przyjeździe do Kolumbii? Dlaczego chciałaś wracać do Polski tyle razy? 

Pierwsze wrażenie w kolumbijskim mieście to egzotyka. Choć czułam podskórnie więź z Kolumbijczykami – od razu wydali mi się niezwykle kompatybilni z nami – Polakami. Miasta i ich kolonialno-nowoczesna architektura, straganiane jedzenie na ulicach, wyboiste drogi, trąbiące taksówki, pędzące na złamania karku autobusy i biegające po wybojach kobiety na szpilkach były poważną i fascynującą zmianą kulturową. Poza tym, od początku oczarowała mnie różnorodność kultur, gastronomii, stref klimatycznych. Po dwóch semestrach w Kolumbii tak się w nią wtopiłam, że później w Polsce chciałam zatrzymywać autobusy w dowolnym miejscu na ulicy machając na nie rękami a na pasach dla pieszych dziwiłam się, że kierowcy, zamiast na mnie trąbić, od razu chcą mnie przepuszczać. W tej chwili uważam, że w Europie brakuje nam odrobiny tej kolumbijskiej nieprzewidywalności i żywiołowości. 

Prowadzisz bloga i videobloga „Polka w Kolumbii” – skąd wziął się pomysł na ten projekt? Czy to była jedynie Twoja chęć podzielenia się z ludźmi swoimi doświadczeniami z Kolumbii? Czy jednak zainteresowanie tematem przyszło z zewnątrz? 

Projekt „Polka w Kolumbii” powstał z wielkiej potrzeby podzielenia się tym, co wiem o Kolumbii – po 12 latach spędzonych w Kolumbii mogę szczerze powiedzieć, że znam ten kraj jak własną kieszeń. A ponieważ pochodzę z rodziny nauczycielskiej, słyszałam od dziecka, że wiedza na nic nikomu się nie przyda, jeśli zatrzymamy ją dla siebie.
I chociaż wciąż na mapie Kolumbii są regiony, których jeszcze nie miałam okazji odwiedzić, to czuję się tutaj pewnie i wiem, jak Kolumbia funkcjonuje. Opowiadam o tym, jak się przygotować na Kolumbię, co tutaj zjeść i zobaczyć, jakie są podobieństwa i różnice między nami, Polakami oraz pokazuję to, co w Kolumbii widzę ja – czyli nie przemoc, ale kolory, radość życia, różnorodność biologiczną i wspaniałych ludzi.


O czym opowiadasz na blogu? Czy tylko o Kolumbii?

Najlepiej odeślę Cię na mój kanał YouTube „Polka w Kolumbii”. Tutaj, z pomocą mojego wspólnika, Juana Davida Silva Torresa, w filmach pokazujemy Kolumbię i jej wspaniałości. Tematy rozszerzam na blogu www.polkawkolumbii.com, gdzie od niedawna opowiadam o byciu mamą w Kolumbii #Mamawkolumbii oraz gdzie zapraszam do astropsychologii, którą się z wielką fascynacją zajmuję.

Jednak blog to nie wszystko, czym się zajmujesz – oprócz tego jesteś też – jak już wspomniałaś – astropsychologiem. Co dokładnie oznacza ten termin? 

Tak jest. Astropsychologia, nietrudno wywnioskować, to połączenie astrologii z psychologią. Astrologia polega na tym, że na podstawie daty, godziny i miejsca urodzin, możemy odczytać talenty, predyspozycje i słabości drugiej osoby. To mi natomiast niezwykle pomaga w zrozumieniu osobowości konsultanta i usprawnia terapię. Astrologia to więc moje narzędzie, które dodaję do dwóch innych technik – Bioneuroemocion® i Cellular Memory Release® - które stosuję w terapii, aby jak najlepiej i najszybciej pomóc konsultantowi w problemie. 

Brzmi ciekawie. Możesz powiedzieć coś więcej o tych technikach i swojej pracy? 

Obie techniki polegają na uważnym słuchaniu konsultanta, aby wychwycić między wierszami podświadome schematy myślenia. Ponieważ uświadamiamy sobie jedynie kilka procent tego, co w nas się znajduje, ważne jest właśnie dotarcie głębiej. Wiele powtarzających się sytuacji w naszym życiu wywodzi się z tego, że działamy na tzw. „autopilocie”, czyli nieuświadomionych, nabytych we wczesnym dzieciństwie przekonaniach. Powiem więcej, wiele grających w nas przekonań wręcz dziedziczymy genetycznie po naszych bezpośrednich przodkach. Moim zadaniem jest więc rozpoznanie, skąd się biorą problemy konsultantów i tak ich poprowadzić, aby sobie je uświadomili i mogli wziąć odpowiedzialność za to, co się w ich życiu dzieje.
Celem terapii jest poza tym ciągła samoobserwacja, aby nie targały nami emocje, ale abyśmy je trafnie rozpoznawali i mogli je kontrolować.
A poza tym jestem przekonana, że choroby i symptomy są somatyzacją podświadomości, ponieważ zdrowy duch nie pozwoli się rozchorować ciału. Moje zadanie również więc polega na tym, aby uświadomić konsultantowi, co podświadomość mu chce powiedzieć, np. przez bolące kolano lub choćby zwykłą grypę.

Brzmi bardzo ciekawie. Astropsychologia to jednak nie wszystko, czym się zajmujesz. Pracujesz przecież również na plantacji róż, o czym też już mi mówiłaś na początku. Czy możesz zdradzić kilka ciekawostek związanych z ich dystrybucją na świecie?  

Eksport róż do Europy to moja kolejna pasja i codzienne zajęcie. W Kolumbii róże i goździki, dzięki codziennej, 12-godzinnej dawce światła słonecznego, rosną pięknie i dorodnie przez okrągły rok.  Do tego, krąży legenda, że kolumbijskie kwiaty są zaklęte i że gdy raz ma się z nimi do czynienia, nie sposób przestać. Przekonało się o tym wielu moich kolegów, którzy pracują w produkcji i eksporcie kwiatów od dziesiątek lat. Sama również jestem tego przekładem, ponieważ eksport róż uprawiam już od 7 lat.

Za co uwielbiasz ten kraj? Co jest w nim pięknego – krajobrazy, klimat, a może ludzie i tradycje?

Wszystko na raz!

Co to znaczy, że klimat zmienia się w Kolumbii w przestrzeni a nie w czasie? Opowiedz trochę o kolumbijskiej pogodzie i czy ma ona jakiś szczególny wpływ na mieszkańców.  

W Kolumbii nie trzeba czekać aż zmieni się pora roku, ale wystarczy zmienić miejsce postoju, aby cieszyć się innym klimatem i temperaturą. Gdy w położonej na 2600 metrach n.p.m. Bogocie staje się nagle zbyt chłodno lub deszczowo, wystarczy wsiąść w samochód, aby za trzy godziny przenieść się w krajobraz tropików z bananowcami i mango dookoła. Każde miasto w Kolumbii położone jest na innej wysokości w Andach i to sprawia, że wszędzie panuje inny klimat. Zależy on bowiem nie od pory roku, ale od metrów nad poziomem morza. Na wycieczkę więc nie tylko należy brać ze sobą dobry nastrój, ale również ubrania „na cebulkę”, ponieważ podczas krętej drogi przez Andy wciąż trzeba z siebie coś zdejmować albo… zakładać.


Mówisz, że w Kolumbii wszystko jest możliwe. Czy to znaczy, że Kolumbijczycy nie boją się niczego i nie czują ograniczeń w żadnym aspekcie życia? Skąd w nich tyle optymizmu?  

Kolumbijczycy do niedawna plasowali się w rankingach światowych na pierwszej pozycji najbardziej optymistycznych narodów świata. To ludzie, którzy nie lubią rozpamiętywać przeszłości, rozdrapywać dawnych ran. Cieszą się za to z drobnych przyjemności i lubią patrzeć w przyszłość. Nienarzekaniu na pewno sprzyja zagwarantowany, 12 godzinny dzień przez cały rok i możliwość zmiany klimatu, gdy tylko przyjdzie im na to ochota. 

Podobno są bardzo kompatybilni z Polakami, co z pewnością pomogło Ci znaleźć z nimi wspólny język. 

Tak, kompatybilność zauważam we wspólnej kulturze, opartej na katolicyzmie. Kolumbijczycy tak samo jak my lubią marzyć, nawet gdy marzenia nie mają wiele wspólnego z niemiecką racjonalnością. Są tak samo gościnni jak my, tak samo jak my nie dają się łatwo zbić z tropu i zawsze znajdą sposób na wyjście z sytuacji. Kolumbijczyk jest pełen temperamentu, a my – impulsywności. Jest więc wyjątkowa nić porozumienia między nami i nie bez powodu poznaję coraz więcej polsko – kolumbijskich par.

Skoro już jesteśmy przy poznawaniu się, to nie mogę nie zapytać, o ich zwyczaje w komunikowaniu się między sobą? Opowiedz o zwyczajach i tradycjach w kontaktach międzyludzkich. 

W Kolumbii najważniejsza jest uprzejmość. Nazywam to „traktowaniem przez jedwabne rękawiczki”. Nie wolno na nikogo podnieść głosu, natomiast obowiązkowy jest uśmiech. Ten szczery uśmiech naprawdę widać na twarzach ekspedientek w sklepach i personelu firm. Czuć, że szczerze chcą pomóc.
Poza tym, widoczna jest tutaj postkolonialna pozostałość – a mianowicie hierarchia. Ktoś na wyższej pozycji i chodzi w krawacie automatycznie nazywany jest „doctor” i wzbudza respekt. 

Czego jednak nie należy robić w Kolumbii? Co będzie uznane za faux pas w kontaktach z ludźmi? 

Nie wolno unosić się w kontaktach międzyludzkich. Najważniejsze jest opanowanie. Nie wolno położyć w sklepie ekspedientce pieniędzy na ladzie, trzeba dać jej do ręki. Zawsze należy odpowiednio tytułować napotkane osoby. I najważniejszy jest uśmiech.

Tytułować? Co masz na myśli?

Grzeczność i delikatność w obejściu ceniona jest ponad wszystko i znów związane jest to z postkolonialną kulturą hierarchii. Do polityków, wielu szefów i innych tzw. „ważnych” należy się więc zwracać używając odpowiedniego tytułu – czyli tytułować go per „doctor”, choć jegomość nigdy doktoratu nie napisał, ani też nie jest medykiem.
Nazywać panie „señorita” – najlepiej niezależnie od wieku, ponieważ „señora” może wskazywać na podeszły wiek.
Uważać na formy grzecznościowe w rozmowie, a czasami i nawet – w niektórych kręgach – zwracać się w trzeciej osobie liczby pojedynczej, np. „Droga Sylwio, co Sylwia myśli o tych zwyczajach w Kolumbii?” (śmiech).


Te ostatnie sformułowanie brzmi zabawnie. Jak wygląda życie w Kolumbii? Czym się charakteryzuje życie codzienne oraz miejskie? 

Przede wszystkim brak rutyny. Nigdy nie wiadomo, jak będzie wyglądał dany dzień, bo możemy nagle utknąć w godzinnym korku, możemy nagle kogoś spotkać i dać się zaprosić na wieczorne tańce lub piwo. Może się okazać, że w urzędzie zabrakło nam jednego dokumentu i trzeba jechać na koniec miasta, aby go dostarczyć. Godziny urzędowania lubią się zmieniać. Kolumbia to kraj dla elastycznych osób, które lubią zmiany i lubią się adaptować do nowych warunków. Osoby, które cenią sobie porządek i przewidywalność raczej nie będą tutaj długo szczęśliwi.

Ile kosztuje życie w Bogocie i w pozostałej części Kolumbii? Ile trzeba wydać na zakupy i rachunki, aby móc swobodnie przeżyć w tym mieście do przysłowiowego pierwszego?

Aby swobodnie przetrwać do pierwszego i żyć na poziomie klasy średniej (czyli estrato 4 – w Kolumbii mamy 6 stref mieszkaniowych, na podstawie których mierzy się dobrobyt), w Bogocie potrzeba ok. 3 000 złotych. W mniejszych miastach, tak jak Medellin lub Cali, koszty życia są oczywiście niższe i za 2000 złotych powinno nam się żyć wygodnie.

Opowiedz coś więcej o tych strefach mieszkaniowych. Ile się płaci za swoje lokum? Czy każdy ma wykupione na własności? Czy jednak wynajmuje przez większą część życia? 

W Kolumbii mieszkania podzielone są na 6 stref, z których 1. jest najbiedniejsza, a 6. najbardziej luksusowa. To, gdzie mieszkamy, zależy od dochodów. Najbardziej prestiżowe dzielnice miast mają oczywiście w pobliżu parki, a budynki wyposażone są w sale gimnastyczne oraz baseny, natomiast winda często otwiera się już w mieszkaniu. Ta strefa numer 6 oznacza największe koszty utrzymania. Stefa numer 5 jest również droga i maleje tak po kolei aż do numer 1. Estrato 1., 2. i 3. płaci najmniej za media, ponieważ są one dofinansowywane przez większe sumy płacone przez estratos 5. i 6..
Ponieważ coraz więcej Polaków pyta się o koszty zamieszkania w Bogocie, mamy dla zainteresowanych video oraz post na blogu i ruszamy ten temat.
Kolumbijczycy, tak samo jak my, Polacy, uwielbiają kupować mieszkania na własność i każdy marzy o własnych czterech kątach, nawet gdy kredyty są drogie i procent roczny wynosi nawet do 12%. W Kolumbii sektor budowlany jest zwykle najprężniej rozwijającą się gałęzią gospodarki i Kolumbijczycy – jeśli mogą inwestować – najczęściej inwestują właśnie w nieruchomości.

Kolumbię znamy ze słynnych w latach ’90 seriali, w których bez zbędnego lukrowania pokazywało się ten kraj jako pełen kontrastu, gdzie bardzo bogatym ludziom usługiwała biedota. Jak to faktycznie wygląda? Co z tym bogactwem i niemal karykaturalnym stylem życia bogaczy i ludzi ze wsi? Wierzyć w te bajki o współczesnych Kopciuszkach?

Zdecydowanie wierzyć. Najwyższe klasy społeczne wciąż zatrudniają gosposie na cały etat, a w ogromne mieszkania wciąż mają pokoiki dla służących, które mieszkają razem z rodziną. Usługiwanie jest tutaj tak silne, że nawet na stacjach benzynowych nie tankuje się samemu, ale czeka, aż personel zrobi to za nas. Ba, w niektórych centrach handlowych przy wyjeździe z parkingu zatrudniani są pracownicy, którzy pomagają kierowcom włożyć kartę parkingową do automatu. W Kolumbii żyją niebotycznie bogaci oraz skrajnie biedni ludzie.

A co z klasą średnią? Istnieje w ogóle takie pojęcie w Kolumbii? 

Klasa średnia w Kolumbii istnieje i osiedla się najczęściej w miastach. Ma się coraz lepiej, ponieważ i tutaj widać demokratyzację w możliwościach. Każdy może zaistnieć przez media społecznościowe, więc granica klas społecznych nie jest już tak zatwardziała jak dawniej. W Kolumbii, gdy nie chce się być zatrudnionym na podobnych do polskich warunkach płacowych, liczy się pomysł, i to pomysł na siebie.
Tutaj trzeba przyznać, że Kolumbia jest dużo przyjemniejszym krajem do zamieszkania, gdy ma się pieniądze i można godziwie żyć.


A jak mieszkają Europejczycy, którzy postanowili się tu osiedlić na dłużej albo na stałe jak Pani? Jaka grupa społeczna zazwyczaj osiedla się w Kolumbii – chodzi o wykształcenie? Co robią emigranci w tej części świata?

Powiem szczerze, że Kolumbia nie jest krajem, do którego wyjeżdża się „za chlebem”. Zarobki są bowiem takie same jak w Polsce i w dużych miastach nie jest łatwo wygodnie się z tego utrzymać i zaoszczędzić. Tutaj trzeba mieć albo dobry kontrakt w międzynarodowej korporacji, która zagwarantuje wszelkie wygody, albo mieć duże oszczędności, albo – dobry pomysł na siebie i biznes. Często przyjeżdżają tutaj również partnerzy Kolumbijczyków, gotowi na przygodę i egzotykę Kolumbii. 

Co w takim razie jest najpopularniejszym zajęciem, zawodem? Która branża daje Kolumbijczykom stabilizację finansową? 

Osobiście nauczyłam się, że stabilizacja finansowa to iluzja i że jedyna pewna rzecz to zmiany (śmiech). Jeśli chodzi natomiast o tradycyjnie najbardziej lukratywne zajęcia, to na pewno w sektorze budowlanym, medycznym, dobrze się mają też inżynierowie czy adwokaci. Tych zawodów zawsze potrzeba i są one niezmiennie na topie. Innym zajęciem, które jest bardzo popularne to handlowcy. Eksport w Kolumbii zawsze był bardzo ważny i od kilkunastu lat rośnie jak na drożdżach. 

Jak wygląda organizacja służby zdrowia? Podobno jest płatna. Czy przedszkola, szkoły i  uniwersytety, drogi czy parkingi również są płatne? Ile na to wszystko trzeba przeznaczyć? 

Tak, podobnie jak edukacja, służba zdrowia jest płatna. Podstawowa jest dostępna dla każdego i każdy ma do niej prawo, aby jednak usprawnić dostęp do specjalistów, należy płacić miesięcznie za dodatkową polisę, tzw. „prepagada”, której cena zależy od firmy, którą wybierzemy. Średnio to ok. 300 zł.
Drogi międzymiastowe, niezależnie od swojego stanu, również są płatne.
Również za przedszkola, szkoły i uniwersytety trzeba zapłacić. Oczywiście, możemy wysyłać dziecko do szkoły publicznej. Ze względu jednak na dostęp do języków obcych i materiałów, wszyscy wolą szkoły płatne, czyli prywatne.

Gdzieś przeczytałam przygotowując się do naszej rozmowy, że w Kolumbii nadal funkcjonuje pomoc domowa dla zabieganych Kolumbijek. Czy to prawda? Jak to wygląda w praktyce i ile trzeba zapłacić za taką wygodę w domu? 

Każda osoba, która pracuje, może sobie pozwolić na zatrudnienie pomocy domowej. To osoba, która wykonuje prace domowe, na które domownikom nie starcza czasu lub ochoty. Jeden dzień w tygodniu gruntowego sprzątania kosztuje ok. 50 złotych za dzień.
W tej chwili pracujące panie są pod szczególną opieką rządu. Jeśli zatrudniamy pomoc domową, musimy również płacić jej wszelkie świadczenia i ubezpieczenia.


Co w tym czasie robią Kolumbijczycy, gdy w domu króluje gosposia? Na co przeznaczają swój wolny od obowiązków domowych czas tutejsze kobiety? Jak długo pracują? Gdzie się relaksują? 

Kolumbijskie kobiety, zwłaszcza z wyższych klas, uwielbiają spotykać się z koleżankami, chodzić do fryzjera, na manikiur i do spa. Uwielbiają również wspólnie organizować wyjazdy za miasto, w cieplejsze rejony Kolumbii. Kolumbijki lubią wygodę. Nie lubią natomiast gotować i zajmować się domem. To nie jest „wdzięczne” zajęcie i raczej mają kogoś do pomocy. Prawda jest też taka, że w 8-milionowej Bogocie i większych miastach przeznacza się długie godziny na dojazdy, więc prawdziwie wolnego czasu zostaje dla Kolumbijczyków naprawdę niewiele. Wiele zabieganych kobiet pozostały czas woli spędzać z dziećmi. 

Jak wygląda kwestia zatrudnienia obcokrajowców w Kolumbii – umowa o pracę, zarobki, urlopy? 

W Kolumbii mamy prawnie zagwarantowane 15 dni roboczych urlopu. Każdy, kto chce być zatrudniony, musi wystąpić z podpisanym kontraktem o pracę o wizę pracowniczą, którą wydaje się na okres do dwóch lat.

Jak Kolumbijczycy traktują obcokrajowców? Jak szybko udało się Tobie zasymilować z tamtejszą ludnością? 

Kolumbijczycy, ze względu na swoją famę, przez długie lata byli – zresztą tak samo jak my – blokowani wizami przed wyjazdami. Dlatego są niezwykle ciekawi świata i chętnie wypytują obcokrajowców o ich szczegóły kulturowe. To niezwykle przyjazny innym kulturom kraj.

Z Twojego bloga dowiedziałam się, że wkrótce zostaniesz mamą – gratuluję. Jest jednak jedna niezwykła rzecz, którą Polacy pojmują zupełnie odmiennie od Kolumbijczyków, czyli nadawanie imion i nazwisk dzieciom. Czy mogłabyś coś na ten temat opowiedzieć? 

Dziękuję serdecznie! Tak, w Kolumbii zwykle imiona i nazwiska są dwuczłonowe. Pierwsze nazwisko jest po tacie, drugie – obowiązkowo po mamie. Kobiety bowiem wychodząc za mąż nie zmieniają swojego nazwiska, ale pozostają przy swoim. Imiona dzieci natomiast zależą od inwencji rodziców. W Kolumbii można sobie wymyślić imię, więc czasami spotkałam się z imionami jak np. „Blanca Nieves” – czyli Królewna Śnieżka lub „John F. Kennedy”.

Jak wygląda opieka okołoporodowa nad przyszłą mamą w Kolumbii?

W Kolumbii, zwłaszcza jeśli się ma dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne, opieka okołoporodowa jest niezwykle kompletna. Jest się pod opieką ginekologa, dietetyka, deportologa (specjalista od aktywności fizycznej - przyp. red.) i psychologa, który ma za zadanie wykryć i zapobiec wszelkim przejawom depresji poporodowej (która w Kolumbii ma być bardzo częsta). Do tego jest się obowiązkowo pod opieką dentysty, co 3 miesiące przeprowadzane są badania krwi, moczu i USG, jak również w pakiecie uwzględnione są zajęcia szkoły rodzenia. 

Czy Kolumbijki są wyzwolone w kwestii typowo kobiecej? Co z aborcją i antykoncepcją w tamtejszym społeczeństwie? Czy jest akceptowalna?  

Tak, aborcja jest dozwolona w trzech przypadkach: zagrożenia życia matki, gwałtu i malformacji płodu. Antykoncepcja jest powszechnie dostępna, choć odpłatna i nie wszyscy mogą i chcą sobie na nią pozwolić.

W Polsce właśnie mieliśmy okazję świętować Boże Narodzenie – muszę więc zapytać o zwyczaje, przygotowania rytuały i kulturę związaną z tym pięknym czasem? Jak spędza się święta w Bogocie i ile ich Kolumbia ma? 

Przede wszystkim, święta w Kolumbii są zdecydowanie wyjazdowe. Bogota i większe miasta punktualnie 15. grudnia pustoszeją, a na prowincji i na obu wybrzeżach robi się tłoczno. (Uwaga: grudzień i styczeń nie są więc najlepszymi miesiącami do zwiedzania Kolumbii, jest bowiem drożej i mało prywatnie).
Bardzo ważne jest oświetlenie – światełka są na każdym drzewie w parku, a już 1. grudnia w każdym domu świeci się choinka. Na wigilijną kolację jada się podobne do naszych pączków buñuelos oraz podobną do naszego budyniu natillę oraz nadziewanego indyka, a po kolacji wyrusza się na objazd po parkach, aby podziwiać światełka. Kolumbia ma swoje kolędy, ale są one zdecydowanie skoczniejsze niż nasze melancholijne melodie. Moja teoria brzmi, że weseli Kolumbijczycy nie wytrzymają dłużej niż pół godziny z rzewną „Gdy śliczna Panna” i na pewno przełączą na coś bardziej żwawego. 

Co z wizą? Jakie są procedury i wymogi formalne? Po ilu latach można się ubiegać o obywatelstwo? Masz męża Kolumbijczyka, więc chyba było z tym prościej, ale nie zawsze tak jest. 

Aby dostać wizę, należy mieć umowę o pracę, stypendium z uczelni lub potwierdzony związek z Kolumbijczykiem. Po pięciu nieprzerwanych latach spędzonych w Kolumbii uzyskuje się prawo do wizy rezydenckiej.

Jakie są najczęstsze rozrywki Kolumbijczyków? Gdzie organizują imprezy? A może raczej wolą „domówki”? 

Podróże, gra w tejo, taniec salsy, jedzenie. Kolumbijczycy bardzo lubią imprezy, lubią „domówki” w gronie znajomych oraz z rodziną. Imprezom domowym towarzyszy zawsze przekąska, typu zawijana w liście banana masa z ciecierzycy, mięsa, boczku – tamal i coś do picia.
Młodzi Kolumbijczycy natomiast uwielbiają chodzić na dyskoteki, do barów i generalnie na tańce, co tutaj nazywa się „salir de rumba”. 

Co cenisz w Kolumbijczykach?

Spontaniczność, radość życia, zaradność.

Czy to prawda, że kolumbijskie kobiety dbają o swoją urodę już od najmłodszych lat i co ze słynnymi operacjami plastycznymi u 15-letnich dziewczyn? Jak w ogóle Kolumbijki pojmują piękno? 

Tak jest, Kolumbijki inwestują czas, pieniądze oraz energię na swój wspaniały wygląd. Najważniejsze są wydatne kształty, zdrowe włosy i promienna cera. Operacje plastyczne są na porządku dziennym. Kolumbijki też chętnie noszą tzw. fajas, czyli opinające kombinezony pod ubraniem, które mają za zadanie modelować sylwetkę. Szczupłe ciało bowiem nie jest największym atutem Kolumbijek, ale za to wydatne piersi i przede wszystkim pełny, kształtny derrière, co z języka francuskiego jest eufemizmem na tyłek (śmiech). Czy 15-latki dostają w prezencie nowe piersi? Zapewne tak, ich wielkość zależy jednak w dużej mierze od środowiska, w którym się wychowały i od klasy społecznej. 

Kolumbia słynie z najlepszej na świecie kawy, ale podobno nie łatwo ją dostać w kawiarniach? Nie wszędzie można skosztować tego przysmaku. Jak to właściwie jest i jak już ją podają to w jaki sposób?  

Kolumbia serwuje wyłącznie kawę odmiany arabiga, która jest zbierana zawsze ręcznie, zatem jej jakość jest naprawdę najwyższa. Od kilkunastu lat obserwuje się wzrost produkcji kawy specjalistycznej oraz kultury picia kawy, wobec czego najlepsza kawa już nie jest jako surowiec wysyłana do prażenia i dalszej obróbki za granicę, ale zostaje poddana procesowi na miejscu i eksportuje się ją coraz częściej pod marką własną. Kawa prażona w Kolumbii ma mniejszy stopie prażenia niż jesteśmy przyzwyczajeni w Europie i wyczuwalna jest większa kwaskowatość, z nutami owoców cytrusowych i kwiatów.


Skoro już mówimy o używkach, to nie sposób nie wspomnieć, iż Kolumbia słynie również z narkotyków. Możesz coś o tym niechlubnym biznesie opowiedzieć? Czy nadal ta „branża” działa z taką siłą co niegdyś? Czy jest szansa na zwalczenie tego nielegalnego procederu? I wreszcie, jak to wpływa na mieszkańców? 

Kolumbijczycy bardzo nie lubią tego delikatnego tematu. Sporo ich kosztował. W miastach nie czuć wcale pozostałości narkobiznesu. Kolumbia powoli otrząsa się z tego stygmatu i stawia na turystykę, eksport i sektor budowlany.

Co z kulturą jedzenia? Kolumbijczycy jadają w domu czy raczej na mieście? Jak wygląda tradycyjny kolumbijski posiłek? 

Kolumbijczycy lubią dobrze zjeść. Wspominam o tym na moim blogu – koniecznie zajrzyjcie tutaj, ale pozwolę sobie zacytować fragment z tego wpisu: „W Kolumbii śniadanie jedzone w tygodniu jest zwykle ubogie (choć nie może zabraknąć kawy lub czekolady), za to punktualnie o 12:00 w południe zaczynają burczeć brzuchy i wszyscy w tym samym momencie wychodzą na obiad.
Obiad koniecznie musi być sycący i, o zgrozo, zawierać dwa węglowodany do wyboru – ziemniaki, smażone banany warzywne, frytki oraz maniok a także oczywiście pokaźną porcję mięsa. Surówka to raptem kilka plasterków pomidora i skropiona sokiem z cytryny sałata.
Kolumbijczycy bowiem lubią w pracy dobrze się odżywić, a kanapki do pracy – nie wchodzą tutaj w grę i głodnego nie nakarmią.
A ponieważ my w Polsce również lubimy dobrze zjeść, wydaje mi się więc, że wielu naszych, polskich mężczyzn byłoby z tej diety zadowolonych! 

Czy turyści z Polski nadal zgłaszają swój przyjazd do Kolumbii MSZ? Jak jest z bezpieczeństwem przyjezdnych w tym kraju? 

Nie mam z pierwszej ręki informacji, czy turyści zgłaszają swój przyjazd do Kolumbii, ale wiem, że ostrożni z nich śledzą stronę naszej Ambasady RP w Bogocie, gdzie publikowane są informacje na temat potencjalnie niebezpiecznych wydarzeń. Kolumbia jednak zmienia swoją reputację i z roku na rok jest coraz spokojniejsza. Natomiast jeśli chodzi o bezpieczeństwo, odeślę do naszego videobloga.

Pozostańmy dalej w temacie podróży. Czy to prawda, że po Kolumbii najlepiej poruszać się samolotem, a kolej nie ma w ogóle? Dlaczego?

Tak jest. Najlepiej latać samolotem, ponieważ topografia Kolumbii jest niezwykle trudna i podróż 400 km przez Andy samochodem to 8 godzin jazdy, samolotem natomiast – raptem 30 minut.

Dla mnie największą zagadką jest tzw. podatek wyjazdowy, który trzeba zapłacić przy opuszczeniu Kolumbii. Czy to nadal funkcjonuje? Ile wynosi? I skąd ten pomysł tamtejszych władz? 

Ten podatek zwykle wliczony jest już w bilet lotniczy.

Na zakończenie nie mogę nie zapytać Cię, czy tęsknisz czasem za Polską? Jak często wracasz do ojczyzny? 

To trudne pytanie. Osobiście jestem w pełni zgrana z Kolumbią, ale tęsknię za polskim chaosem. Z drugiej strony do Polski wracam minimum raz w roku i rozkoszuję się możliwością pozostania w niej ponad miesiąc. Wtedy mam poczucie, że nasycam się naszą kulturą, esencją, gastronomią... Przyznam szczerze, że najchętniej wybieram na porę odwiedzin lato, ponieważ jestem święcie przekonana, że my, Polacy, mamy dwie mentalności – wesołą i otwartą latem i melancholijną – zimą.
Staram się jednak zawsze dostrzegać najlepsze cechy po obu stronach oceanu. A mój idealny model życia byłby zachowany, gdybym mogła spędzać naszą zimę w Kolumbii, a lato – w Poznaniu! 

Tego właśnie Ci życzę. Dziękuję, że znalazłaś dla mnie czas, aby opowiedzieć o swoim kolumbijskim życiu i za garść ciekawych informacji o tym niezwykłym kraju.

Rozmawiała


Brak komentarzy