Najnowsze

Anna Koronowska: W Hiszpanii naprawdę żyje mi się dobrze

Anna Koronowska – właścicielka bloga „Życie jak w Madrycie” i fanpage. To kolejna kobieta, które wiele lat temu postawiła wszystko na jedną kartę i postanowiła opuścić Polskę podążając za miłością i w poszukiwaniu przygód. Dziś absolutnie nie żałuje swojej decyzji. Łodzianka nie zaczynała jak wielu emigrantów od nauki języka hiszpańskiego, ponieważ już go znała zanim postanowiła wyjechać z kraju. Dziś opowiada na portalu Kulturalne Rozmowy w ramach cyklu „Polacy na emigracji” o swoich początkach w nowej miejscu, a także o blaskach i cieniach życia na obczyźnie. Dziewczyna zdradza mi również, co ją fascynuje a czego nie lubi w Hiszpanach i jak wygląda codzienne życie na Półwyspie Iberyjskim.   


Dlaczego zdecydowałaś się na wyjazd do Hiszpanii? Od jak dawna mieszkasz w tym kraju i jakie były powody emigracji?

Anna Koronowska: W Hiszpanii mieszkam już 8 lat. Zakochałam się w jednym Hiszpanie, którego poznałam w pracy i postanowiłam tu przyjechać, żeby z nim zamieszkać.

Skoro już o tym wspomniałaś, to muszę też zapytać, jak Hiszpanie traktują kobiety – Hiszpanki i nie-Hiszpanki? Czy widzisz jakieś różnice w podejście w tym temacie w kontekście mężczyzn z Polski? 

Niedawno pisałam o tym z okazji walentynek na moim blogu – zachęcam do przeczytania, można się pośmiać. Nie lubię generalizowania, ale Hiszpanie – mężczyźni są dość nieśmiali. Te wszystkie bajki o gorących Hiszpanach są tylko bajkami. To nie Latynosi! Za to są bardzo szczodrzy, hojni, uczuciowi, lubią kontakt fizyczny, bliskość, przytulanie, całowanie – czasem jest to nawet męczące. Umieją sprawić, że kobieta dobrze się przy nich czuje, potem jednak zaczyna się już szara rzeczywistość, a romantyczny książę na rumaku znika. 

Wróćmy jeszcze do początku pobytu w Hiszpanii. Zamieszkałaś i…? Jak wyglądały pierwsze miesiące w nowym miejscu? Z jakimi problemami borykałaś się po przyjeździe do nowego kraju? 

Początki były ciężkie, ponieważ dobrze mi się mieszkało w Łodzi. Miałam tam stałą pracę, swoje mieszkanie, wspaniałych przyjaciół i rodzinę blisko. Nagle z dnia na dzień musiałam zostawić wszystko i całkowicie zmienić swoje życie. Najbardziej brakowało mi właśnie rodziny i przyjaciół oraz pracy. W 2011 – w roku, w którym przyjechałam do Hiszpanii – sytuacja tu wyglądała dramatycznie, kryzys był ogromny, co 4 osoba nie miała pracy, w telewizji cały dzień się mówiło o bezrobociu, o eksmisjach ludzi na ulicę. Było to bardzo przygnębiające. 

Ty pewnie też się bałaś, że nie znajdziesz zatrudnienia… Czego musiałaś się nauczyć oprócz języka, oczywiście? 

Akurat język znałam, gdyż uczyłam się go dużo wcześniej zanim tu przyjechałam. Pracowałam też z Hiszpanami, więc używałam go na co dzień. Musiałam się przyzwyczaić do mieszkania pod jednym dachem z mężczyzną, łatwo nie było (śmiech)! I nauczyłam się rozróżniać wszystkie ryby, ale też nauczyłam się nie narzekać bez potrzeby i uśmiechać się do ludzi.


W którym rejonie Hiszpanii mieszkasz i jakbyś opisała krajobraz i tamtejszy klimat?

Mieszkam w centrum, w Aranjuez, 50 km na południe od Madrytu. Klimat jest akurat beznadziejny, zimą jest zimno, latem ekstremalnie gorąco. Jest nawet takie przysłowie dotyczące Madrytu: Nueve meses del invierno, tres meses de infierno. ('Dziewięć miesięcy zimy, trzy miesiące piekła.') Coś w tym jest, aczkolwiek zima jest dużo milsza niż w Polsce, ponieważ jest więcej słońca i w lutym bywa już całkiem ciepło. Krajobraz jest górzysty, trochę pustynny.

Czy było Ci łatwo odnaleźć się wśród Hiszpanów i poczuć się jak dziewczyna „stąd” a nie „dziewczyna z Polski”? Co Ci w tym pomogło?

Nie wiem, czuję się dziewczyną z Polski, ale czuję się w Hiszpanii u siebie – tu jest mój dom. Myślę, że to kwestia przyzwyczajenia, otwartego umysłu.

Czy było coś, co Cię totalnie zszokowało? A może coś Cię pozytywnie zaskoczyło w samej Hiszpanii i Hiszpanach? 

Zacznę od rzeczy pozytywnych. Podejście ludzi do życia i do innych ludzi. Nikt się tu nie przejmuje aż tak bardzo polityką, za to jak trzeba iść na wybory, to się idzie, frekwencja tu wynosi około 60%. Na co dzień wszyscy są bardziej wyluzowani, mniej zestresowani, częściej się uśmiechają. Są też pomocni i życzliwi. Gdy miałam poważne problemy, zaskoczyła mnie ilość osób, na które mogłam liczyć.
A negatywy? Cóż, wbrew pozorom, Hiszpanie mają dość zamknięte umysły. Nie są tacy otwarci, za jakich się uważają. Nie znają języków obcych. Są też mało szczerzy. Owijają rzeczy w bawełnę. Nie lubią, jak się coś mówi wprost. Bezpośredniość jest tu niemile widziana i uważana za coś niegrzecznego.
Fatalnie, ale to fatalnie funkcjonuje administracja publiczna, wszelkie urzędy, ZUS, sądy. Gubią papiery. Nie odpowiadają na maile – to jest dramat. Musisz pilnować wszystkich na każdym kroku, znać przepisy – inaczej niczego nie załatwisz. 

Jacy są rodowici Hiszpanie i jaki jest ich stosunek do Polaków i innych nacji? Jakie mają zwyczaje, przesądy? Czego moglibyśmy się od nich nauczyć?  

Hiszpanie bardzo się między sobą różnią. Inni są ludzie z północy, a inni z południa. Do Polaków mają raczej pozytywny stosunek, uważają ich za pracowitych.  A kobiety uważają za ładne. Moglibyśmy się od nich nauczyć lokalnego patriotyzmu, doceniania swojej kultury, jedzenia, pięknych miasteczek, a na co dzień uśmiechu i luzu oraz nie przejmowania się głupotami, które są bez znaczenia.


A co z tzw. polską mentalnością? Czy udało Ci się wpasować w tamtejsze obyczaje i mentalność Hiszpanów?  

Tak, doskonale się tu odnajduję, co prawda wiele rzeczy mnie tu denerwuje, ale inne z kolei mi się podobają. Łatwo mi się zaadaptować w nowym środowisku. 

Czym zajmujesz się w Hiszpanii? Jak realizujesz swoje pasje? 

Z wykształcenia jestem filologiem, przede wszystkim uczę hiszpańskiego online, przez Skype – serdecznie zapraszam na moje lekcje. Od kilku lat prowadzę też bloga o życiu w Hiszpanii.
Jestem  tłumaczem. Pracuję przy projektach związanych z lingwistyką komputerową. Jeśli potrzeba, zajmuję się obsługą klienta, pomagam, np. przedsiębiorcom z Polski w kontaktach z Hiszpanami.  Moje pasje to literatura, języki, co poniekąd realizuję pracując międzynarodowo, a także sport – codziennie chodzę na basen i jeżdżę rowerem.

Co podoba Ci się w Hiszpanii? Miejsca, ludzie? 

Najbardziej lubię ten kraj za jego różnorodność. Każdy znajdzie tu coś dla siebie: ocean, Morze Śródziemne, góry, Wyspy Kanaryjskie, Baleary. Jest też mnóstwo miejsc do jeżdżenia na nartach. Nie trzeba się stąd ruszać, a ma się wszystko pod ręką. Cudowne widoki, sporo słońca i najlepsza kuchnia w Europie, obok włoskiej.
Kultura jedzenia, słynne tapas, bary na każdym kroku, doskonałe wino, przystępne ceny. To najlepszy kraj na przyjazd na wakacje, dobre jedzenie, ładna pogoda. Jest niedrogo, aha, i w Hiszpanii są najlepsze imprezy, fiesty, więc jak ktoś lubi się bawić, to się tu odnajdzie.
Jaka panuje kultura komunikacji wśród Hiszpanów?
Hola, qué tal? (‘Cześć, jak się masz?’) – tak zaczyna się 90 % rozmów. Na pytanie: „jak się masz?”, zawsze odpowiada się: bien (‘dobrze’), chyba, że rozmawia się z naprawdę bliskim przyjacielem i jest naprawdę źle, wtedy można trochę ponarzekać, ale ogólnie nie jest to w dobrym tonie.

Ile trzeba wydać miesięcznie na życie, mieszkanie i wszelkie inne opłaty, aby móc swobodnie przetrwać do przysłowiowego „pierwszego”? Ile wynosi przeciętna pensja emigranta i czy bardzo różni się ona od pensji obywatela Hiszpanii? 

Zależy, gdzie się mieszka i na jakim poziomie chce się żyć... W Madrycie jest drogo, w Andaluzji dużo taniej. Ceny mieszkań różnią się diametralnie. Pokój w Madrycie może kosztować 400 euro, a np. w Badajoz (miasto na granicy z Portugalią) 400 euro może kosztować wynajem 2-pokojowego mieszkania. Nie można mówić o przeciętnej pensji emigranta, zależy, gdzie kto pracuje i czym się zajmuje. Nie sądzę, żeby pensja emigranta różniła się od pensji rodowitego Hiszpana. Istotne jest to, gdzie ktoś pracuje.
Ogólnie, ze względu na kryzys, sytuacja na rynku pracy w Hiszpanii nie wygląda dobrze. To zdecydowanie rynek pracodawcy, nie pracownika. Pensje nie są wysokie, a bezrobocie wciąż ogromne. Taka jest prawda, że jak o stanowisko ubiega się 600 osób, to prędzej zatrudnią swoich nich emigrantów, dlatego trzeba szukać czegoś, w czymś jest się lepszym.


Co w hiszpańskiej kuchni lubisz najbardziej? Jaka ona jest? Opowiedz o kulturze jedzenia posiłków i organizacji dnia. Co przeniosła być do polskiej kuchni z Hiszpanii i na odwrót?

Lubię wszystko. Kuchnia hiszpańska to jedna z najlepszych kuchni na świecie. Jest bardzo różnorodna. Je się dosłownie wszystko: ryby, owoce morza, mięsa, podroby, popularne są świńskie uszy i ogony, świeże i doskonałe w smaku owoce i warzywa. Oliwa i wino to skarby tego kraju. Bary tapas, przekąski, zakąski, które są czasem małymi dziełami sztuki. Jedzenie w tym kraju jest święte. Posiłki się celebruje, je się powoli, bez pośpiechu. O godz. 14:00 praktycznie Hiszpania jest sparaliżowana, ponieważ to pora jedzenia obiadu, więc w większości miejsc przerywa się pracę i idzie się jeść. Nie daj Boże zadzwonić w tych godzinach do kogoś. Kolację je się około 21.00, a w weekend nawet później... Do kuchni polskiej przeniosłabym całą masę rzeczy, ale przed wszystkim owoce morza, ryby, oliwę. A do kuchni hiszpańskiej wprowadziłabym polski chleb. To jedyna rzecz, której mi tu brakuje.
Czego nie robić w Hiszpanii? Co jest uznawane za nietakt w codziennych kontaktach oraz przy stole?
Nietaktem jest narzekanie, opowiadanie nieznajomym o swoich problemach, a także nadmierna szczerość i bezpośredniość. Może być ona odebrana źle, wręcz jako bezczelność. Przy stole nie należy bekać i puszczać bąków.

To ostatnie chyba nigdzie nie jest mile widziane (śmiech). A co z dziećmi? Jak wygląda ich wychowanie oraz podejście rodziców i innych dorosłych? 

Moim zdaniem dzieci są źle wychowywane. Robią, co chcą. Rzadko który rodzic zwraca im uwagę, na wrzaski czy krzyki. Kiedy przyjeżdżam do Polski, myślę sobie: jakie sympatyczne te dzieci, w ogóle ich nie słychać... To samo pomyślałam w Norwegii, gdzie dzieci jest o wiele więcej, bawią się jak to dzieci, ale nie są męczące. Natomiast tu, szczerze powiedziawszy, jak mogę iść do restauracji, gdzie nie ma dzieci, tym lepiej... Hiszpańskie matki słyną z tego, że robią wszystko za dzieci. Zwłaszcza synowie się faworyzowani. Niejednokrotnie widziałam 40-latka, który nie umie wstawić prania, ponieważ robi to za niego mamusia. Na szczęście nie wszyscy tacy są (śmiech).

A matka w Hiszpanii? Ma jakieś przywileje ekonomiczne czy w pracy? 

Niespecjalnie. Niełatwo zdecydować się tu na macierzyństwo. Urlop macierzyński trwa tylko 4 miesiące. Nie ma też żadnej pomocy ze strony państwa. Nie istnieje coś takiego jak becikowe czy 500 +. Rodzisz dziecko – twoja sprawa, nikt za to nie płaci. Większość kobiet po urodzeniu dziecka i po skończonym urlopie macierzyńskim idzie na bezrobocie, ponieważ chce pobyć z dzieckiem w domu. Wcale się nie dziwię. Żal zostawić takiego malucha, zwłaszcza jak karmi się piersią. Paradoksem jest to, iż lekarze w Hiszpanii zalecają karmienie piersią min. 6 miesięcy, a przecież urlop macierzyński trwa tylko 4. Jeśli któraś kobieta ma dobrą pracę i dużo zarabia, może zatrudnić sobie pomoc czy nianię, ale sporo kobiet oddaje dziecko na wychowanie do dziadków. To oni spełniają tu kluczową rolę w wychowaniu dzieci.


Czy dorośli Hiszpanie są nastawieni na rozwój? Lubią pracować?

Zależy to od osoby, ciężko generalizować. Ale raczej nie, wolą weekendy i swoje bary niż siedzenie w pracy. Myślę, że poziom edukacji w Hiszpanii jest niższy niż w Polsce. Dużo mniej ludzi idzie też na studia. Jednakże znam i takie osoby, które są pracoholikami, ale to chyba wszędzie. Na pewno nie panuje tu taki kult czy moda jak w Polsce, pt. ponarzekajmy, jacy to jesteśmy zmęczeni i ile to mamy pracy. Nieraz słyszałam w Polsce chwalenie się tym, jaki to ktoś jest zajęty, zmęczony i że już ledwo zipie. Tu, o dziwo, rzadko to słyszę. Ludzie w tygodniu, owszem pracują, ale jak przyjdzie weekend, zaczyna się święto.  

Służba zdrowia – jak wygląda leczenie w tamtejszych placówkach zdrowotnych? Czy również jest tak samo dostępne jak u nas? Pytam też o stronę finansową. 

Służba zdrowia jest na bardzo dobrym poziomie, do tego jest całkowicie bezpłatna. Hiszpania jest światowym liderem jeśli chodzi o przeszczepy organów i ma świetnych lekarzy specjalistów. W szpitalu jest naprawdę dobra opieka. Zawsze spotykałam się z profesjonalizmem i życzliwością ze strony personelu medycznego. Wspomniałabym szczególnie o lekarzach i pielęgniarzach z oddziału poparzonych, którzy uratowali mojemu partnerowi życie. Zawsze będę im wdzięczna.

Jakie wymagania musi spełnić emigrant starający się o pracę  w Hiszpanii? Jak wygląda proces rekrutacji oraz podejście pracodawcy do pracownika obywatela czy emigranta? Jak wygląda organizacja czasu pracy? 

Emigrant musi mieć nr SS (numer ubezpieczenia) i tzw. NIE (rodzaju dokumentu tożsamości nadanemu każdemu, kto chce tu żyć i pracować.)  Czas pracy zależy od rodzaju wykonywanej pracy, zależy czy jest to fabryka, czy biuro, czy bar... W barze pracuje się 6 dni w tygodniu, a praca biurowa najczęściej zaczyna się o 9.00, a kończy o 18.00. Z pracy wychodzi się późno, ze względu na przerwę obiadową. Proces rekrutacji wygląda podobnie jak w Polsce, ale – niestety – dużo procesów odbywa się przez biura pośrednictwa pracy w stylu ADECCO, gdzie często pracują niekompetentne osoby. Umowy o pracę są śmieciowe, na 3 miesiące, czasem nawet na 1 dzień. Jest to rynek pracy dobry dla pracodawcy, a bardzo niekorzystny dla pracownika.
Bardzo często osoba, która przeprowadza rekrutację nie odpisuje nawet na maila, żeby potwierdzić, iż przyjęli kogoś innego.  

Jak wygląda kwestia polityki emigracyjnej i ekonomicznej, prawa do pobytu, nostryfikacji dyplomu, pozwolenia na pracę i wreszcie obywatelstwa? Mogłabyś coś na ten temat powiedzieć moim czytelnikom? 

Członkowie Unii Europejskie nie mają problemu. Nie potrzeba im pozwolenia na pracę, a jedynie te dwa dokumenty, o których wcześniej wspomniałam, czyli nr ubezpieczenia SS i NIE (dokument tożsamości emigranta). Wiem, że 10 lat temu było łatwo wyrobić te dokumenty, ale później wprowadzono takie przepisy, żeby trochę utrudnić emigrantom życie, a teraz nie wiem,  jak jest, ponieważ przepisy zmieniają się wraz z partią obecnie rządzącą. Jeśli chodzi o obywatelstwo, to trzeba tu mieszkać i być zameldowanym min. 10 lat albo 5 lat i być w związku małżeńskim z obywatelem Hiszpanii. Do tego należy zdać specjalny egzamin z języka i socjologii (ponoć trudny), ale pytań można się nauczyć na pamięć.


Jakie są najważniejsze święta i jak wygląda ich celebracja? 

Święta kościelne, m.in.: Wielkanoc i Boże Narodzenie, 15. sierpnia, Wszystkich Świętych, święta państwowe: 12. października i 1. maja oraz kilka innych.  Przede wszystkim jednak jest cała masa świąt i fiest lokalnych. Każde miasto ma – oprócz świąt kościelnych i państwowych – tzw. Święta Patrona, np. w Madrycie jest to San Isidro obchodzone 15. maja. Czyli oprócz świąt państwowych i kościelnych wypadają  dwa dni wolnego z okazji świąt lokalnych, dla każdego miasta i pueblo. Czy oznacza to, że Hiszpanie mają więcej wolnego? Nie, mają wtedy mniej dni wakacji.
Jeszcze bardzo ważną sprawą są fiesty typu Las Fallas w Walencji (wypadająca 19. marca, wtedy następuje palenie tych wielkich, woskowych figur), Feria de Abril w Sewilli (wypadająca w kwietniu fiesta w Andaluzji, gdzie wszyscy przebierają się w tradycyjne stroje, tańczą i piją dużo wina), Tomatina (wypadająca pod koniec sierpnia pomidorowa bitwa), karnawał obchodzony hucznie na Wyspach Kanaryjskich i w Kadyksie, San Fermines (w lipcu w Pampelunie są słynne gonitwy byków). To tylko kilka z najważniejszych świąt. Hiszpanie uwielbiają swoje fiesty. Bardzo kultywują te tradycje. Jeśli kogoś interesuje ten temat, zapraszam do mnie na bloga, gdzie dużo piszę o tych niepowtarzalnych świętach.

Czy jest coś, za czym tęsknisz będąc w Hiszpanii? Czy potrafisz powiedzieć, że teraz czujesz się tam jak w domu? 

Pewnie, że tęsknię – przede wszystkim za rodzicami i siostrą, za moimi przyjaciółmi. Mam z nimi stały kontakt, odległość tego nie zmieniła. Tęsknię też za Łodzią. Brakuje mi tego miasta oraz jego klimatu, i jeszcze tęsknię za polskim chlebem.
Czy czuję się w Hiszpanii jak w domu – tak. Mam tu swoje życie, swój kąt. Gdy przyjeżdżam do Polski, czuję się trochę jak gość. Prawie każdy, kto mieszka kilka lat na emigracji wie o co chodzi. Następuje wtedy swoistego rodzaju dychotomia. Dwa domy, równie ważne. Czujesz się wszędzie u siebie  i nie u siebie. 

Jak wpłynęła na Ciebie emigracja? Czego Cię nauczyła?    

Nauczyła mnie, co jest w życiu ważne. Rodzina! Przyjaciele! Dobre relacje z ludźmi. Doceniajcie to na co dzień. Widać, jakie to ważne dopiero kiedy się mieszka daleko. Dodatkowo, Hiszpania nauczyła mnie cieszyć się z drobnych rzeczy, z tego, że jestem zdrowa, że wstało słońce, że mogę się napić dobrego wina. Malutkie, a jak ważne sprawy, z których składa się życie.

Jaką radę miałabyś dla osoby, która tak jak Ty niegdyś stoi przed wyborem wyjazdu czy pozostania w Polsce? 

Nie czuję się upoważniona do udzielania komuś rad. Każdy powinien sam kierować swoim życiem, ale istotne jest wiedzieć, czego się chce i co jest dla nas ważne. Nie szukajcie szczęściach w dalekich krainach, jak to mówią: „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Nie każdy się nadaje na wyjazd i mieszkanie za granicą. Czasem naprawdę bywa ciężko, gdy ktoś z twoich bliskich jest chory, a ty jesteś 3000 km dalej i nic nie możesz zrobić. Omijają cię urodziny siostry, przyjaciół, Dzień Matki, wesela. Niełatwo się do tego przyzwyczaić nawet po wielu latach. Ważne jest wybrać kraj, w którym będziemy dobrze się czuli. Trzeba też mieć silną motywację do wyjazdu, np. zarobić, oszczędzić, a potem wrócić do ojczyzny. W Hiszpanii naprawdę żyje mi się dobrze. Lubię to miejsce, kulturę tego kraju, język, ludzi. A przede wszystkim mam ogromne wsparcie ze strony mojego partnera. Mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że jestem tu szczęśliwa. 

Bardzo dziękuję za wspaniałą i szczerą rozmowę. Życzę powodzenia w realizacji dalszych planów zawodowych. 

Rozmawiała



9 komentarzy:

  1. Jestem pod wrażeniem, jaki pouczający wywiad! Z wielu rzeczy nie zdawałam sobie sprawy, bo byłam w Hiszpanii czysto turystycznie. Jakoś zakładałam, że Hiszpanie są pełni temperamentu, otwarci i bezpośredni, chyba tak jak zostało to poruszone w wywiadzie, utożsamiałam ich z Latynosami.
    Nie wiedziałam też, że klimat jest taki trudny. Ja byłam w Hiszpanii w kwietniu, wtedy było cudownie :)
    Zgodzę się, że hiszpańska kuchnia jest genialna! Uwielbiałam zwłaszcza paellę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam całkiem inne odczucie jak autorka -po 26 latach pobytu w Madrycie. 80% wywodu nie jest prawda. Cóż , czyżby punkt widzenia zależał od punktu siedzenia? Przykro czytać niektóre ogolniki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam sie z poprzednim komentarzem. Rowniez mam inne odczucia co do Hiszpanii itp. A tekst z tymi bakami i bekaniem to lekka przesada ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolejna Polka, która ustawiła się w Hiszpanii d..ą. Taka prawda. Chętniej poczytałoby się o mężczyźnie, który przyjechał nie mając w nikim oparcia i musiał sam sobie ze wszystkim radzić. Przede wszystkim mieć od razu zajęcie pozwalające się utrzymać. Bo życie z prowadzenia bloga czy uczenia hiszpańskiego online itp. można między bajki włożyć. "Jeśli potrzeba, zajmuję się obsługą klienta" - czyli pewnie popracowała chwilę w jakimś call center.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odezwal sie kolejny Polak, ktoremu nie wiedzie sie w sprawach sercowych....;)

      Usuń
    2. Ja przyjechałem ale mam sporo oparcia(dziewczyna, jej rodzina) więc nie mam trudnej smutnej historii do opowiadania. Z tym rynkiem pracy to według mnie bzdura. Pracy jest mnóstwo tylko wymagane umiejętności są diametralnie różne od tych w Polsce. Nie ma tu poza dużymi ośrodkami miejskimi korpo prac ctrl-c ctrl-v a na takich stanowiskach w dużej mierze stoi polski rynek pracy. W mojej okolicy (Granada) są dziesiątki ofert pracy IT a biorąc pod uwagę stosunkowo niskie koszty życia oferty te są bardzo interesujące.
      Co do edukacji to mogę wypowiedzieć się tylko jak działają uniwersytety - w granadzie pracuje moja dziewczyna w Polsce ja kończę doktorat i jest to jak porównanie mocy obliczeniowej liczydła do komputera. Prawie cała praca uniwersytecka w Polsce to zwyczajne tłumaczenie na język polski odkryć z większych ośrodków akademickich.

      ps z polski najchętniej przywiózłbym twaróg :)

      Usuń
  5. Nie zgadzam się z częścią wypowiedzi ale każdy ma swoją historię i spotyka na swojej drodze różne osoby więc nie możemy generalizowac wszystko i wszystkich. .Myślę że każdy w Hiszpanii będzie szczęśliwy jeżeli tylko znajdzie pracę i nie będzie tu mieszkał sam, .

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawy wywiad! Sama kiedyś chciałabym zamieszkać w Hiszpanii, ale najpierw muszę znaleźć pomysł na siebie. :)

    Zupełnie nie rozumiem niektórych powyższych komentarzy. Wiadomo, że Anna Koronowska przedstawia swój punkt widzenia i nie widzę powodu, dla którego ktokolwiek miałby ją z tego powodu obrażać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, żenujący jest ten komentarz o mojej dupie...zazdrość proszę Pana. Nie zna mnie pan, a śmie sobie takie rzeczy pisać. Słabe. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń