Najnowsze

Lidia Tasarz: Tam, gdzie mamy do czynienia z obrazem, nasza wyobraźnia jest uśpiona

Lidia Tasarz – mimo że swój debiut literacki przeżyła całkiem niedawno w dość późnym wieku, to jednak nie przestaje marzyć o kolejnych powieściach. Właśnie ukazała się jej kolejna książka pt. „Cząstka pomarańczy”, która przenosi czytelników w świat hollywoodzkich produkcji. Za sprawą pisarki przenosimy się na plan filmowy kultowej „Sagi Zmierzch”, której bohaterka – Maja – aktorka odgrywająca rolę Belli jest zwykłą z pozoru nastolatką będącą u progu ważnych życiowych decyzji. Tak oto spełnia się jej „amerykański sen” a obok niego rozwija się miłość zdolna zwyciężyć wszystkie przeciwności losu. O tym właśnie rozmawiamy z pisarką na portalu Kulturalne Rozmowy.   



„Cząstka pomarańczy” – co oznacza tytuł i jak on się ma do fabuły powieści?

Lidia Tasarz: Tytuł „Cząstka pomarańczy” można sobie tłumaczyć choćby w ten sposób, że z życiem jest – podobnie jak z pomarańczą – z wierzchu wygląda ładnie i apetycznie, ale nigdy nie wiadomo, co znajdziemy w środku. Czy będzie to słodki kawałek owocu czy gorzka cząstka pomarańczy i co z nią zrobimy. Dopiero kiedy posmakujemy, będziemy wiedzieć, jaka cząstka nam się trafiła. A sam pomysł pomarańczy wziął się od wielkiego pomarańczowego Księżyca, który kiedyś mnie zafascynował. Pomyślałam, że fajny byłby tytuł książki „Księżyc, jak cząstka pomarańczy”, ale księżyc gdzieś po drodze się zgubił i została tylko ta niewiadoma – słodka lub gorzka „Cząstka pomarańczy”. 

Ciekawa interpretacja. W jakich okolicznościach powstała książka?

„Cząstka…” początkowo powstawała na blogu i była swego rodzaju fanfikiem Sagi „Zmierzch”, ale bardzo szybko przekroczyła granice typowego fanfika i zaczęła żyć własnym życiem. Saga „Zmierzch” pozostała jednak tłem, co – jak czas pokazał – na szczęście nie przeszkodziło wcale w czytaniu, zrozumieniu i przeżywaniu losów Mai tym Czytelniczkom, które „Sagi” w ogóle nie znały. A jest ich – jak się okazuje – wiele. Jak napisała jedna z recenzentek – takim tłem mogłoby być spokojnie zupełnie coś innego. Ale jest „Saga”. I tyle. 

Pani powieść to historia młodej dziewczyny z Polski, której spełnia się „amerykański sen”. Skąd pomysł na połączenie tych dwóch wątków? 

Każda z nas – zarówno tych młodych, jak i tych trochę starszych – miała i ma marzenia. Niekoniecznie od razu jest to „American dream”, jednak każdy o czymś marzy, do czegoś dąży, ma jakieś pragnienia. Jednym z nich często jest właśnie piękna, spełniona miłość. Taka, jaką przeżywa Maja. Może nie wszyscy się do tego przyznają, ale wielu by chciało doświadczyć tego pięknego uczucia. „Cząstka pomarańczy” to trochę jak współczesna bajka o Kopciuszku. Maja jest zwykłą dziewczyną, można nawet powiedzieć, że niepozorną, przeciętną, niczym szczególnym się nie wyróżniającą w swoim środowisku. Jest osobą zwyczajną jak każdy z nas. To, co się jej przydarzyło pokazuje, że życie niesie ze sobą różne niespodzianki. Warto marzyć. Warto próbować nowych rzeczy. Warto brać swój los we własne ręce. To niełatwe, zwłaszcza u progu dorosłości. Czasem trzeba podjąć trudne decyzje i należy mieć świadomość, że to my sami ponosimy ich konsekwencje. Maja staje przed wieloma takimi wyborami. Na tym jednak polega urok naszego życia. Jest to łatwiejsze, kiedy ma się wsparcie przyjaciół czy ukochanej osoby. Dziewczyna – rzucona przez los na bardzo głęboką wodę – podejmuje decyzje, czasem bardzo dorosłe jak na nastolatkę, ale takie, które zaważą na całym jej życiu. Jednocześnie spełnia swoje – często nawet nieuświadomione pragnienia i marzenia. A któż z nas nie lubi marzeń, zwłaszcza tych, które się spełniają? 

To prawda – każdy o czymś marzy. Czym się Pani kierowała, pisząc tę powieść? Co było dla Pani priorytetem? 

Z jednej strony chciałam pokazać historię pięknej, czystej miłości. Takiej szczerej i pełnej oddania, bez wielkich zawirowań, o jakiej marzy każdy człowiek. Pragnęłam też pokazać, że zderzenie dwóch tak bardzo różnych światów – świata Mai i świata Taylora – wcale nie musi być bolesne. Wręcz przeciwnie. A miłość dwojga młodych ludzi, którzy spotykają się przypadkiem, może być piękna, prawdziwa i czysta. Nawet w świecie pełnym pokus, jakim jest świat filmu czy show biznesu w ogóle.   Z drugiej strony chyba udało mi się pokazać, że w życiu trzeba też mieć swoje zdanie i – jeśli zajdzie taka potrzeba – bronić go. Poza tym – mam nadzieję, że udało mi się też opisać świat show biznesu widziany oczami „zwykłej” dziewczyny – z jego blaskami i cieniami. Jakkolwiek jednak by nie patrzeć na „Cząstkę pomarańczy”, priorytetem jest tu miłość i przyjaźń. Bez nich w życiu byłoby dużo trudniej. 


Kim są według Pani główni bohaterowie i czy mają swoje pierwowzory w świecie rzeczywistym? 

Moi bohaterowie to młodzi ludzie, nastolatkowie. Mają swoje plany na życie, marzenia, a także kompleksy, problemy i zmartwienia. Jak każdy. Pozornie zwyczajni, ale jednak nie do końca. Życie głównych bohaterów toczy się, jak już wspomniałam, między innymi w świecie show biznesu, a dokładniej w świecie filmu. Mają więc, oprócz typowych dla swojego wieku problemów, także całą masą innych, związanych z pracą na planie filmowym. Starają się jednak normalnie żyć i, na dodatek, jeszcze nie zgłupieć w obliczu pokus, które na nich w tym świecie czyhają. Podobnie jak czyhają na nich tłumy paparazzich i fanów, czasem szalonych – o czym Maja ma, niestety, okazję przekonać się na własnej skórze. I tutaj bezcenne okazuje się wsparcie najbliższych – rodziny, przyjaciół i przede wszystkim,  ukochanej osoby. Wiele postaci w powieści ma swoje pierwowzory w rzeczywistości. Dla kogoś, kto zna filmową „Sagę Zmierzch” są one dość łatwe do odszyfrowania. Jednak to tylko pierwowzory, a ich znajomość zupełnie nie jest potrzebna do zrozumienia „Cząstki…”. Są tu też prawdziwe osoby spoza show biznesu, które żyją w realnym świecie i – za ich zgodą – znalazły się w powieści. Serdecznie pozdrawiam Izę i jej rodzinę oraz Natalię. 

W fabule przytacza Pani wiele zdarzeń, które z pewnością mogłyby mieć miejsce, jak chociażby te z planu zdjęciowego czy z życia gwiazd. Skąd zna Pani takie szczegóły? A może są one jedynie wytworem Pani wyobraźni?

Tak, to prawda. „Cząstka pomarańczy” to powieść o miłości, ale i o pracy na planie filmu powstającego na podstawie bestselerowej powieści. W fabule wiele dzieje się na tak zwanym planie filmowym. Chciałam pokazać jak najbardziej prawdziwie życie Mai. W końcu to ona sama – jako narrator – o  nim opowiada. Poznajemy więc jej pracę jako aktorki oraz to, co dzieję się za kulisami filmu i jej codzienność. Czytelnik może towarzyszyć Mai w czasie pracy i niejako z boku obserwować, jak to wszystko wygląda. W całej powieści starałam się pokazać wszystko jak najbardziej realnie. Ukazana w „Cząstce …” praca na planie to nie jest tylko wytwór mojej wyobraźni. To godziny oglądania i przeglądania różnych filmów dokumentalnych oraz czytania dokumentów z pracy na planie filmowym, nie tylko „Sagi”. Starałam się, by wszystko było jak najbliższe rzeczywistości, jak najbardziej realne. By było prawdziwe – nawet wręcz sprawdzalne. Podobnie jak miejsca, które ukazane zostały w „Cząstce…” Wiele z tych miejsc widziałam, w wielu byłam. A te, w których nie byłam – bo są i takie – dokładnie sprawdziłam, by nawet drobne szczegóły były jak najbardziej bliskie rzeczywistości.
To była mrówcza praca polegająca na przeczesywaniu Internetu, sprawdzaniu miejsc i sytuacji.  Poczynając od wyglądu pokoju w  hotelu i jego okolicy czy wyglądu ulicy, przy której jest miejsce premiery filmu, a skończywszy na ograniczeniach prędkości w miejscach, gdzie się pojawiają bohaterowie. 

Zadebiutowała Pani dopiero w 2017 roku, czyli stosunkowo niedawno. Co spowodowało ten fakt? Czy zaczęła Pani przygodę z piórem dla przyjemności czy jednak były jakieś inne powody?  

Rzeczywiście, jak na debiut, to był on dość późny, ale… nigdy nie trzeba przestawać marzyć i dążyć do realizacji tych marzeń. Pisałam od zawsze. Kiedyś „do szuflady”, bardziej dla siebie, niż dla innych. Później „szufladę” zastąpiły pliki w komputerze, ale to Internet mnie ośmielił. Dawał pewną anonimowość, więc zaczęłam wrzucać na bloga fragmenty moich powieści. I – powiem szczerze – było dla mnie wielkim zaskoczeniem, że ktoś chce to czytać. Mało tego – ktoś po drugiej stronie monitora niecierpliwie czeka na dalsze części. I tak się zaczęło. „Nić Ariadny” – moja debiutancka powieść – spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem na blogu i zarówno rodzina, jak i czytelnicy, zaczęli mnie namawiać na wydanie książki. Nie od razu jednak się odważyłam wysłać „Nić Ariadny” do wydawnictw. Jednak, kiedy wysłałam, okazało się, że kilka z nich jest gotowych tę książkę wydać. Wybrałam Wydawnictwo Psychoskok i bardzo sobie chwalę współpracę z Nimi. 

Jak wygląda Pani dzień pracy nad książką? Ile czasu poświęciła Pani na pisanie „Cząstki pomarańczy”?

Trudno w moim przypadku powiedzieć „o dniach pracy nad książką”, ponieważ z reguły są to noce. Najlepiej pisze mi się, kiedy w domu zapada cisza. Jest spokój, nic mnie nie rozprasza. Jest tylko laptop i ja. Nie piszę ręcznie, jedynie czasem robię jakieś notatki w ciągu dnia, kiedy mi coś do głowy wpadnie i boję się, że umknie. Wszystko piszę na komputerze. To dla mnie wygodniejsze.  Czyli – noc, laptop, w którym – w zależności od tego, co piszę – w tle leci różna muzyka, do tego potrzebuję duży kubek kawy. Jesteśmy tylko my, czyli moi bohaterowie i ja. I tak sobie siedzimy. Bywa, że i do czwartej nad ranem. 
Co do „Cząstki pomarańczy”, to naprawdę trudno m powiedzieć, ile czasu zajęło pisanie, gdyż najpierw powstawała w „odcinkach” na bloga, w różnej częstotliwości. Na pewno było to na przestrzeni wielu miesięcy. 

Dlaczego „Cząstka pomarańczy” liczy grubo ponad 700 stron  - teraz w dobie, gdzie każdy żyje szybko i często ledwo skanuje tekst, a Pani mimo wszystko zdecydowała się na wydanie takiej obszernej powieści? 

Chciałam czytelniczkom jak najbardziej przybliżyć Maję i pokazać, że jest taką sama dziewczyną jak one. Ona też się waha, ma kompleksy i problemy. Żeby lepiej dała się poznać czytelnikom, to postanowiłam pokazać moją bohaterkę w każdym aspekcie życia. Jej rozterki, jej obawy, jej radości, a przede wszystkim jej codzienność – i tę w szkole, i tę na planie filmowym. Tego nie można zrobić w kilku słowach – wtedy byłoby to mało wiarygodne. Chciałam, żeby czytelniczki stawały się Mają – i tak chyba było, ponieważ nawet jedna z recenzentek w swojej opinii napisała, że czytając „Cząstkę…” stała się Mają i przeżywała jej życie, jakby to było jej życie. I chyba o to w książkach chodzi.
Niektórzy mówią, że „Cząstka …” jest bardzo długa, ale ja jednak się spotykam głównie ze zdaniem czytelniczek, że jeszcze im mało, że jeszcze by chciały dalej i dalej czytać. Mam nadzieję, że tak jest naprawdę. One mówiły, że zbliżając się do końca książki, bały się, że już będą musiały opuścić świat Majki. Prawda – książka jest długa, ale… podobno czyta się ją na tyle dobrze, że z czasem przestaje przeszkadzać ta ilość stron.
Sama powieść to więc opowieść o życiu składającym się z wielu barw, które przeżywa każdy z nas i z którym każda czytelniczka –  młoda osoba może się utożsamiać…
To prawda, mimo że „Cząstka…” jest przeważnie słodka, to nie brakuje w niej – jak w życiu – momentów trudnych, smutnych, czasem dramatycznych. Ogólnie jednak chciałam, by ta powieść była jak najbardziej pogodna i pozytywna, by pokazała tę słodszą stronę życia. Zmartwień i problemów każdy ma w swoim życiu wystarczająco dużo, więc potrzebujemy czasem takiego oderwania od rzeczywistości, przeżycia miłości szczerej i czystej. Niech więc „Cząstka pomarańczy” trochę tę codzienność złagodzi i osłodzi.  Mam nadzieję, że jednak udało mi się jej nie przesłodzić.


Co lubi Pani w pisaniu? 

Oderwanie od rzeczywistości. Możliwość kreowania świata, a także to, jak mnie potrafią zaskoczyć moi bohaterowie. Z czasem zaczynają żyć własnym życiem i to oni mi w jakiś sposób narzucają, co będzie się dalej działo. Nieraz potrafią wywrócić do góry nogami całą moją początkową koncepcję wątku. 

I co się wtedy dzieje? Ulega im Pani? Czy sprowadza na wcześniej obraną ścieżkę?  

Można powiedzieć, że ulegam, ponieważ pozwalam się im rozwijać według ich własnego rytmu. I chyba zawsze wychodzi to na dobre, jeśli chodzi o rozwój konkretnych bohaterów czy poszczególnych  wątków. Tak było między innymi w przypadku Adama w „Cząstce pomarańczy” lub Pawła w „Nici Ariadny”.  

Czym jest dla Pana pisanie? Czy według Pani pisanie jest wrodzonym talentem czy umiejętnością, którą można nabyć?

Pisanie – jak już wspomniałam – jest dla mnie oderwaniem od rzeczywistości, odpoczynkiem i takim czasem tylko dla mnie oraz moich bohaterów. Na pewno, żeby pisać, trzeba mieć choć odrobinę talentu, a na pewno niezbędna jest też wyobraźnia. Można kogoś nauczyć poprawnego pisania, budowania poprawnych logicznie i gramatycznie zdań – takiego rzemiosła. Tego można nauczyć. Ale czy z tego będzie dobra książka, jeśli autorowi zabraknie pomysłu na nią i wyobraźni w kreowaniu postaci i fabuły? 

Do której z dotychczas wydanej czy napisanej powieści ma Pani szczególny sentyment? Dlaczego?

Do tej pory wydałam trzy książki – „Nić Ariadny”, „Bez wyjścia”, czyli drugą część „Nici …” i właśnie „Cząstkę pomarańczy”. Wszystkie one mają dla mnie duże znaczenie. Każda z innego powodu. A największy sentyment? Z bardzo różnych względów – chyba właśnie do „Cząstki…”.  Ma ona wiele tajemnic, które są znane tylko nielicznym – tym, którzy towarzyszyli powieści w czasie jej powstawania. Teraz, kiedy „Cząstkę…” jako książkę mają szansę przeczytać wszyscy, mogą także na kartkach powieści te tajemnice odkrywać. A co w niej znajdą? To w dużej mierze od nich samych zależy.  

W jaki sposób, według Pani, książki kształtują naszą rzeczywistość?

Na pewno książki rozwijają wyobraźnię. Poszerzają horyzonty myślowe i pozwalają czytelnikowi przeżywać emocje, których nie dadzą ani filmy, ani gry komputerowe, ani Internet. To taka intymność, która dana jest nam na wyłączność. To przecież czytając, każdy w swojej wyobraźni tworzy swoją wizję postaci. Tam, gdzie mamy do czynienia z obrazem, nasza wyobraźnia jest uśpiona. Czytając książkę, sami sobie te obrazy tworzymy. A czy dziś książki kształtują rzeczywistość? Trudno powiedzieć jednoznacznie. To w dużej mierze zależy od rodzaju książki, od gatunku literackiego i od samego czytelnika.


A jakie książki ukształtowały Panią? Czy były to te przeczytane w dzieciństwie, czy jednak w dorosłym życiu? 

Zawsze bardzo dużo czytałam. Był czas, że dosłownie pochłaniałam książki i ciągle było mi mało. Zdarzało mi się czytać jednocześnie po trzy książki na raz. Na pewno miały one wpływ na to, jak ukształtowała się moja wyobraźnia i ja sama. Czytałam i czytam w zasadzie wszystko – od poezji po literaturę faktu. Najmniej chętnie sięgam po książki historyczne. Jedynie te dotyczące powstania warszawskiego zawsze potrafiły mnie zainteresować.
Należę do tych osób, które – jeśli pokochają jakąś książkę – wracają do niej wielokrotnie i za każdym razem odkrywają w niej coś nowego. Dlatego lubię mieć książki „na własność”. 

Jakby miała Pani określić swoje życie tytułem jednej z Pani książek, jaki miałoby ono tytuł?

„Bez wyjścia” (śmiech)

Jak mam to rozumieć?

Niczego w życiu nie da się przewidzieć. Życia nie da się tak do końca zaplanować. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie kolejny dzień. Nikt nie wie, jakie niespodzianki od losu na niego czekają. Czasem są to rzeczy miłe, czasem bardzo smutne, czasem przyjemne, a kiedy indziej zupełnie nie, ale... nie mamy wyjścia – musimy im stawiać czoła i starać się swoje życie przeżyć jak najlepiej, jak najpiękniej.

Co dalej po „Cząstce pomarańczy”?

Po „Cząstce pomarańczy” już była druga część „Nici Ariadny”, czyli „Bez wyjścia” , której premiera była miesiąc po „Cząstce…”. A teraz powstaje kolejna powieść pt. „Córka Noriakiego”, w której będzie zarówno miłość, jak i tajemnica rodzinna, ale też nie zabraknie wątków sensacyjnych. 

Największe Pani literackie marzenie to?

Móc pisać tak, by podobało się czytelnikom, czyli aby moje pisanie dawało im radość czytania i żeby sięgali po moje książki. 

Bardzo dziękuję za niezwykle interesującą rozmowę. Życzę jeszcze wielu sukcesów wydawniczych. 

Dziękuje bardzo. 

Brak komentarzy