Najnowsze

Pisanie to proces. Nic nie dzieje się ot tak – wywiad z Agnieszką Lingas-Łoniewską

Dilerka Emocji – to określenie wrocławskiej pisarki, która łączy w swoich powieściach sensację i kryminał z romansem. Ma na koncie ponad trzydzieści powieści i kilka antologii, a także projekty „Czytajmy polskich autorów” i „Pisarka czyta”. Wydawnictwo Burda Książki wydało właśnie jej książkę Randka z Hugo Bosym.




Zmysłowa powieść bestsellerowej autorki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej to więcej niż płomienny romans. To przejmująca opowieść o zaczynaniu życia na nowo.

Hugo Bosy niemal z dnia na dzień zrezygnował z prowadzenia jednej z najlepszych agencji reklamowych w Polsce i przeprowadził się z Warszawy do Wrocławia. Niechętnie mówi o swojej przeszłości, ale poznana przypadkiem piękna i nietuzinkowa Jagoda budzi w nim dawno zapomniane uczucia i pożądanie, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczył. Choć mężczyzna był pewien, że raz na zawsze skończył z miłością, zwariowana, pyskata i zjawiskowa panna Borówko mocno zachwiała jego postanowieniem. Ale czy Jagoda na pewno jest wolna? I czy Hugo odważy się otworzyć przed nią zranione serce?

Napisała Pani ponad trzydzieści powieści, prowadzi Pani fanklub czytelniczy Sekta Agnes. Jak udało się osiągnąć taki sukces?

Agnieszka Lingas-Łoniewska:
Tak się po prostu stało. To był proces, który wymagał ode mnie wielu poświęceń, wytężonej pracy i nieustającej pasji. Działałam metodą małych kroków i najlepsze w tym wszystkim było i jest to, że postępowałam czysto intuicyjnie. Nie robiłam nic z zamiarem zdobycia czegokolwiek. To wynikało po prostu z wewnętrznej potrzeby i wielkiej miłości do tego, co robię, i z radości z każdej recenzji, każdego maila od czytelniczki czy czytelnika. Myślę, że moi czytelnicy doceniają właśnie autentyczność, szczerość i czystą radość, którą czerpię z każdej powieści i każdego spotkania z moimi wspaniałymi fanami. Poza tym nie traktuję tego jako sukcesu. To moja pasja, która stała się pracą, i staram się ją wykonywać najlepiej, jak mogę, aby nie zawieść tych, którzy we mnie wierzą i czekają na kolejne powieści.

Wróćmy na chwilę do roku 2009 i Pani debiutu. Jak zaczęła się Pani przygoda z piórem? 

Debiut był konsekwencją mojej wielkiej pasji do książek, która zaczęła się już wtedy, gdy byłam dzieckiem. Przez cały ten czas dojrzewała we mnie i zarówno kształtowała moje gusta czytelnicze, jak i kreowała potrzebę opowiedzenia jakiejś historii.

Czy teraz tak samo pojmuje Pani rolę pisarza jak wtedy? 

Pisarz musi być prawdziwy, musi nieustannie się uczyć i doskonalić swój warsztat. Musi mieć coś do opowiedzenia i te historie powinny coś wnosić zarówno do jego życia, jak i do życia jego czytelników. Jeśli uzna, że poznał już wszystkie tajniki i wie wszystko, to powinien spakować swoje pisarskie manatki i zająć się czymś innym.

Prowadzi Pani również bloga i działa w mediach społecznościowych. Czy trudno było przestawić się ze świata analogowego na cyfrowy? Co dają Pani te aktywności? 

W dzisiejszym świecie aktywność pisarza w social mediach jest niemal niezbędna. Narzędzia dające możliwość szybkiego kontaktu z fanami są ogólnodostępne i nawet najbardziej analogowy tradycjonalista w końcu daje się do tego przekonać. Pozwala to także zbliżyć się do czytelników, a im samym pokazuje, że pisarz to też człowiek, który ma swoje życie, smutki i radości i że można z nim normalnie porozmawiać. Jeśli chodzi o bloga czy fanpage „Pisarka czyta” – to nic innego, jak moje przemyślenia i opinie na temat książek, które przeczytałam. Lubię polecać ciekawe powieści i wiem, że wielu czytelników sięga potem po rekomendowane przeze mnie książki.


Pani powieści są niezwykle emocjonalne, pewnie dlatego czytelnicy nazywają panią Dilerką Emocji. Lubi Pani to określenie?

Oczywiście. Zostało ono stworzone przez moją czytelniczkę Eleonorę, przyjęło się jako hasło reklamujące moje powieści i zgadzają się z nim moi wspaniali czytelnicy.

Emocje emocjami, ale nie tylko one są potrzebne do napisania dobrej, wciągającej fabuły. Co jeszcze jest niezbędne? Czy po napisaniu ponad trzydziestu powieści ma Pani poczucie, że zna receptę na udaną książkę? 

Chyba nie ma czegoś takiego jak „recepta na książkę”. Każda historia jest inna. Rodzi się w odmiennych okolicznościach i wymaga innego nakładu pracy. Tworzę powieści łączące miłość, wątki sensacyjne, kryminalne, psychologiczne. Opisuję świat dobrze nam znany, a także mroczne zakamarki ludzkiego umysłu. To wszystko wymaga przygotowania, profesjonalnego researchu, rozmów z ludźmi pomagających autorowi stworzyć wiarygodny świat, w którym poruszają się jego bohaterowie. Moje książki są dzięki temu realistyczne i merytoryczne, co czytelnicy doceniają i chwalą. Zaczyna się od pomysłu, który czasem dojrzewa latami, potem zbieram materiał, rozmawiam z ludźmi i dopiero wówczas przystępuję do pisania. Pisanie to proces, nic nie dzieje się ot tak. Niedopracowanie mogłoby zabić dobry koncept.

Czy jest coś, z czym mogłaby Pani porównać pisanie?

To niekończąca się pogoń za czymś ulotnym i doskonałym. Wciąż mknę, czegoś szukam, ale nie osiągnęłam jeszcze stanu idealnego. I jeśli chcę być dobrą pisarką, to nie powinnam nigdy tego stanu osiągnąć.

Spotykamy się dziś z okazji premiery Pani najnowszej powieści „Randka z Hugo Bosym”. Skąd wzięła Pani pomysł na fabułę?

Moja bohaterka trochę mnie przypomina, gdyż jest nieco szalona, roztrzepana i czasami wpada w tarapaty. Chciałam stworzyć taką współczesną energiczną kobietę, która szybciej mówi, niż myśli, kocha swoją pracę, wciąż szuka miłości, ale powoli zaczyna w nią wątpić. Moja Jagoda Borówko właśnie taka jest. Prawdziwa, znajoma, czyli taka, jaką możemy odnaleźć w sobie samej lub w najbliższej przyjaciółce.

Kim jest tytułowy Hugo Bosy? Mnie kojarzy się z markowymi perfumami. Skąd ta zabawa słowem? 

Od tego się zaczęło. Wymyśliłam bohatera ujmującego, przystojnego, z nieciekawą przeszłością, za to o ciekawym nazwisku, nawiązującym do znanej marki, nie tylko perfumeryjnej. To taka gra słów, zwłaszcza że bohaterka nazywa się Jagoda Borówko, a to imię i nazwisko zostało wybrane przeze mnie podczas zabawy z czytelnikami na grupie fanowskiej, zwanej Sektą Agnes.

Czy Jagoda ma swój pierwowzór? Czy też jej losy to czysta fikcja? Jaka ona jest? 

Jagodę możemy odnaleźć w każdej z nas. To inteligentna trzydziestolatka, która śmiało pnie się w górę, ale czasami odczuwa zmęczenie tą codzienną gonitwą. Wówczas pragnie spotkać się z przyjaciółmi i odpocząć, oglądając „Seks w wielkim mieście” lub „Wyznania zakupoholiczki”. Często wkurzają ją ludzie, którzy nie liczą się z innymi, wielokrotnie została zraniona i zaczyna wątpić w to, że są na tym świecie fajni i szczerzy faceci. Czy się myli? O tym przekonacie się, czytając tę zabawną, ale i wzruszającą powieść.


O czym jeszcze jest powieść „Randka z Hugo Bosym”? Czy tylko o miłości? Czego będą się mogły spodziewać czytelniczki?

Ta książka to miks gatunkowy. Są tutaj elementy romansu, komedii, a nawet dramatu. Czytelniczki mogą być pewne, że w równym stopniu będą się śmiały podczas lektury, co płakały. Często też zdenerwują się na autorkę, co mnie oczywiście bardzo cieszy. Uwielbiam, gdy moje powieści wywołują różnorodne emocje, w końcu mój przydomek nie wziął się znikąd. W książce opisałam też wiele autentycznych miejsc, jest oczywiście Wrocław, ale i Gdynia, Chojna, Moryń, Dolina Miłości. Wszystkie te miejsca (oprócz Wrocławia, w którym mieszkam) zwiedzałam podczas licznych spotkań autorskich. W powieści opisałam też autentyczną, wzruszającą historię wielkiej miłości Fortunata i Elwiry, którzy poznali się w trudnych wojennych czasach.

Jaka myśl przyświecała Pani podczas konstruowania fabuły? 

Chciałam rozbawić moje czytelniczki, ale i sprawić, że na chwilę się zatrzymają i zastanowią nad tym, co tak naprawdę się w życiu liczy. Pogoń za doskonałością i pieniędzmi czy przyjaźń i miłość?

Co Pani robi, aby powieści były wiarygodne? Czy pisarka taka jak Pani nie jest czasem „surogatką ludzkich uczuć”?

Staram się wchodzić w umysły moich bohaterów i kierować ich myśleniem, zachowaniami i postępowaniem. Chcę, aby byli prawdziwi i czasem szczerzy do bólu. Inspiracji szukam głównie w muzyce, dlatego w moich książkach pojawia się playlista, czyli spis piosenek, które towarzyszyły mi podczas tworzenia fabuły.

Czy potrafi Pani opisać uczucie, kiedy kończy Pani książkę i wysyła ją do wydawcy? 

Nie. (śmiech) Jestem pisarką, ale akurat na opisanie tego uczucia słów i umiejętności nie starczy.

Rok 2018 dobiegł końca. Czas pokusić się o podsumowanie. Jaki był dla Pani ten rok, a co planuje Pani w następnym?

Ten rok był dla mnie przełomowy. Ukazały się moje cztery powieści i dwie antologie, w większości z gatunku kryminał/thriller, pokazałam więc moje mniej łagodne oblicze. Ale najważniejszym wydarzeniem było podpisanie nowej umowy wydawniczej z wydawnictwem Burda Książki, z którym związałam się aż do roku 2023. Mam nadzieję, że będzie to wspaniały okres, zarówno dla mnie, jak i dla wydawnictwa, a przede wszystkim dla moich wspaniałych czytelników. Już mogę zapowiedzieć, że szykuję dla nich powieści, które na pewno zasłużą na miano książek stworzonych przez Dilerkę Emocji!

Zdjęcia: A. Zawada
Rozmawiała

Wywiad ukazał się również na portalu Lubimy Czytać i w insercie do marcowego numeru "Claudii". 

Brak komentarzy